Reklama

Reklama

Co dalej ze Smudą?

Franciszek Smuda ma ogromny kłopot z drużyną narodową. To jest fakt. Mimo wszystko zaskakujący.

Dlaczego fakt ten mnie zaskakuje? Wszak selekcjoner Franciszek Smuda przez ostatnich kilkanaście lat radził sobie w klubach, a w kadrze - po 20 meczach - nie widać jego ręki. Nie ma żadnego stylu. Nie czuć ognia, który powinien palić rywali...

Gdzie Smuda mija się z rzeczywistością

Smuda przez kilkanaście ostatnich miesięcy - już w roli selekcjonera - wypowiedział wiele zdań, które nijak mają się do rzeczywistości. Trener "Biało-czerwonych" broniąc się, mówi: "Zanim nie poprowadziłem kadry w kilku spotkaniach, naprawdę nie zdawałem sobie sprawy, że tak mało jest wartościowych piłkarzy". Gdzieś tam z ust Franza pada niemieckie słowo "Holz", czyli "drewno"...Już po meczach z Litwą i Grecją, Smuda powtarza: "Muszę ćwiczyć pewne warianty, a w reprezentacji dramatycznie brakuje czasu. Z drugiej strony - choćby z Grecją, graliśmy dobrze. Tylko zupełnie inaczej przedstawiane jest to w Polsce". Graliśmy dobrze?

Reklama

Dziennik "Fakt" napisał donos - że w jednym z poznańskich hoteli odbyła się bunga-bunga z udziałem sześciu piłkarzy. Bez żadnych nazwisk, czyli tym samym oskarżył wszystkich kadrowiczów. Jak mówi Zbigniew Boniek - "poziom konia". Zarazem 80-krotny reprezentant Polski zaznacza: "Na Zachodzie nikogo nie interesuje, kto z kim i czy pije, a u nas to główne tematy".

Po co piłkarze wynajmowali pokoje na godzinę

To myślenie narzucił sam Smuda, ale świadomie. Chciał przerwać zabawowy wymiar zgrupowań drużyny narodowej. Przez lata kadra funkcjonowała na wariackich papierach. Słynne "witanie i żegnanie", o którym tak barwnie pisał Wojciech Kowalczyk. Odchodząc z stanowiska dyrektora kadry Holender Jan de Zeeuw oskarżył piłkarzy o picie - już za kadencji Leo Beenhakkera. Nic dziwnego, że Smuda jest wyczulony na pewne zachowania. Poznański epizod na tyle zaniepokoił selekcjonera, że ten skontaktował się z kierownictwem hotelu. "Wierzę piłkarzom, ale muszę też mieć wiedzę" - mówi trener. Pokoje były wynajęte, ale na przymierzanie ubrań. Taka jest wersja wydarzeń, o której z ust zawodników usłyszał opiekun kadry.

Partia Przyjaciół Boruca nie zwalnia

Partia Przyjaciół Boruca domaga się przywrócenia bramkarza Fiorentiny. Jednak byłby to akt rozpaczy ze strony Smudy. Dla Artura Boruca Smuda jest "Dyzmą", więc nie ma poziomu na którym obaj mogliby się spotkać. Inna rzecz, że Smuda nie ma pierwszego bramkarza, ciągle szuka środkowych obrońców, miesza w środku pola. Cieniem samego siebie jest Jakub Błaszczykowski, który mianowany został kapitanem. Kompletnie bez formy są Rafał Murawski i Ludovic Obraniak. Średnio - delikatnie rzecz ujmując - jest ze skutecznością Roberta Lewandowskiego.

Plac budowy w kadrze

Stadiony na finały EURO 2012 są na ukończeniu, a reprezentacja przypomina wielki plac budowy. Selekcjonerowi nie pomaga jego zaplecze. Dobór rywali jest kiepski. Z Rumunią gramy na piasku Legii, z Bułgarią na błocie Polonii, mecze z Bośnią i Mołdawią - krajowym składem, to jakiś kiepski żart, podobnie jak wyprawa do Tajlandii. Ukraina w Łodzi, czy Australia na niewykończonym obiekcie Wisły, to też nie był najlepszy wybór. Pamiętacie Ekwador w Kanadzie? Bez sensu... Granie z Francją poza terminem FIFA również nie ma tego ciężaru gatunkowego, jaki mieć powinien taki mecz. Chęć przeprowadzenia zgrupowania w Austrii w terminie dwóch ostatnich kolejek Ekstraklasy to horrendum, z którego Smuda będzie musiał się wycofać...

Co dalej ze Smudą? Gdy słyszę knajacki język Jana Tomaszewskiego, to od razu krzyczę: "Musi zostać". Pytanie, jaki efekt przyniesie jego praca. Smuda zapewnia: "Zbuduję drużynę, która awansuje z grupy w finałach EURO".

Dyskutuj na blogu Romana Kołtonia

Dowiedz się więcej na temat: Franciszek Smuda | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama