Reklama

Reklama

Boniek o Miliku, reprezentacji, a także o protestach Wisły i Legii

O ujemnych punktach, jakie dostały zasłużone kluby: Górnik Zabrze, Ruch Chorzów, Wisła Kraków, o Arkadiuszu Miliku, protestach przeciw sędziowaniu w spotkaniach Wisły i Legii, a także o meczu Gruzja - Polska rozmawialiśmy z prezesem PZPN-u - Zbigniewem Bońkiem.

Interia: Najbardziej utytułowane polskie kluby: Górnik Zabrze, Ruch Chorzów i Wisła Kraków są w takich tarapatach finansowych, że ostatnio Komisja Licencyjna odebrała im punkty. Nie martwi to pana?

Reklama

Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u: - Oczywiście, że tak. Pamiętajmy jednak o tym, że podręcznik licencyjny powstał właśnie po to, aby pomóc klubom wychodzić na finansową prostą, by nie żyły ponad stan.

- Wydaje mi się, że z trójki, którą pan wymienił, w najgorszej sytuacji jest Wisła. Oczywiście, że żal mi tych klubów, mam do nich słabość, to kluby z tradycjami. Dodałbym do nich jeszcze Widzew Łódź. Wiadomo, Widzew to był mój klub, a dziś jest w takiej sytuacji, że aż chce mi się wziąć chustkę i zapłakać.

- Stanowisko PZPN-u jest jasne - nie można grać w piłkę przez dziewięć miesięcy i nie dostawać pieniędzy.

- Pamiętajmy też, że mamy przepisy ujednolicone z UEFA i ona kontroluje nasz proces licencyjny. Gdybyśmy przyznali licencję jakiemuś klubowi na wyrost, a zauważyłaby to UEFA, to dostalibyśmy karę.

Problem jest w tym, że na rynku finansowym panuje kryzys i klubom ciężko o sponsorów. Prezes Wisły Ludwik Miętta-Mikołajewicz zaapelował ostatnio do posłów, by zmienili ustawę hazardową, która zabrania reklamowania internetowych bukmacherów. Ostatnim sponsorem na koszulce Wisły był jeden z nich, nikt go do dzisiaj nie zastąpił. Bukmacher płacił Wiśle prawie milion euro rocznie. W ten sposób, w te cztery lata krakowianie stracili kilkanaście milionów złotych, a ich dług wynosi 12 mln zł.

- Wypowiadałem się na ten temat już z tysiąc razy. W Polsce mamy nieprawdopodobny talent do tego, że wszyscy się kłócą z wszystkimi, zamiast naprawiać złe ustawy, jak ta antyhazardowa. Zamiast zrobić dobrą, fajną ustawę, która byłaby dobra dla państwa, mediów, klubów, to się kłócą, a jak zabiorę głos w tej sprawie, to się mnie atakuje, że walczę o swoje interesy. To jest śmieszny argument, bo byłem, jestem i będę przez następne pięć lat ambasadorem jednej z firm bukmacherskich i nikt tego nie zmieni. 

- Natomiast jeżeli państwo nie czuje potrzeby, żeby zrobić coś, co wzbogaciłoby wszystkich, to jest to jego problem. To chore, ale nie mogę na to nic poradzić. W ten sposób tracimy rocznie setki milionów złotych, a bukmacherzy i tak sobie radzą, docierając do nas przez Ligę Mistrzów, czy ligi zagraniczne, które są przecież w Polsce transmitowane.

Był pan ostatnio w Krakowie na meczu Wisły ze Śląskiem. Jak reaguje właściciel Wisły Bogusław Cupiał na kłopoty jego klubu?

- Rozmawiałem z nim, pan Cupiał jest sfrustrowany tym, że zabiera się punkty przy zielonym stoliku, że następuje taka ingerencja. Komisja Licencyjna jest niezależnym od PZPN-u ciałem, a odbieranie punktów jest ostatecznością. Poza tym, kluby mają możliwość odwołania się. Pamiętajmy, że takie sankcje muszą być, by kluby respektowały przepisy licencyjne, a nie traktowały je jak pic na wodę. Robimy swoje, idziemy do przodu. Dzięki Komisji Licencyjnej wiele klubów wyszło na prostą, a wierzę, że wyjdą i pozostałe.

Prezes Miętta uważa, że odbieranie punktów, które uderza w Bogu ducha winnych piłkarzy, jest niesprawiedliwe. Bardziej by zrozumiał kary finansowe.

- Te ujemne punkty to ogólnie przyjęty na świecie standard. Kiedyś UEFA, za długi, wyrzuciła z rozgrywek europejskich Fenerbahce, a ucierpieli na tym jego piłkarze. Poza tym pozwolę sobie zwrócić uwagę pana prezesa Miętty na fakt, że ci sami piłkarze, których teraz tak broni, często uderzają do różnych instytucji, gdzie skarżą się na swoje kluby o niepłacenie rachunków. W życiu musi być zasada - przyjmuję kogoś do pracy, to muszę mu płacić, a jak nie, to ponoszę konsekwencję. To jest proste.

Przed nami wyjazdowy mecz z Gruzją, na której terenie w jedynym jak na razie występie dostaliśmy baty 0-3.

- W Polsce nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak trudny to rywal. Na Niemców byliśmy skoncentrowani aż do bólu i odnieśliśmy historyczne zwycięstwo. Tak samo do meczu z nami podejdą Gruzini. Oni za wszelką cenę chcą pokonać Polaków, dla nich to mecz ostatniej szansy, choć moim zdaniem i tak mają niewielkie. Na dodatek Gruzini w ostatnich kilku meczach nie stracili bramki. Jestem przekonany, że chłopaki zagrają dobry mecz, wierzę w ten zespół! Nie ma co ich straszyć Gruzją. Recepta na wygranie jest tylko jedna: pokora, przygotowanie, wielkie bieganie i to samo poświęcenie, co w meczu z Niemcami.

- Chłopaki muszą zdawać sobie sprawę z jednego: meczem z Niemcami przeszli do historii, to będzie wracało do nich przez całe życie, przy okazji ważnych meczów, natomiast meczem z Gruzją mogą sobie zapewnić lekkie otwarcie drzwi do Francji, na mistrzostwa Europy. Jestem przekonany, że zdają sobie sprawę z wagi tego meczu i potwierdzimy w nim swoją wyższość.

Na drugiej stronie przeczytasz m.in. o Miliku, sędziowaniu w lidze i o gali Szpilka - Adamek! Kliknij!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje