Reklama

Reklama

Bolesna lekcja futbolu

Czwarty akt polsko-włoskiej rywalizacji w Lidze Narodów okazał się dramatem. Gospodarze byli od piłkarzy Jerzego Brzęczka szybsi, silniejsi, mądrzejsi i lepsi piłkarsko. W Reggio nell’Emilia Polacy odebrali od miejscowych artystów niezwykle bolesną lekcję futbolu. Porażka 0-2 jest najniższym wymiarem kary.

Odśpiewany przed meczem "Mazurek Dąbrowskiego", w Reggio nell’Emilia miał szczególne znaczenie: emocjonalne, bo właśnie tam Józef Wybicki napisał słowa naszego hymnu i piłkarskie, bo w niedzielę zagrzał Polaków do boju przed czwartym aktem polsko-włoskiej rywalizacji w Lidze Narodów. Dotychczas kadra Jerzego Brzęczka miała na koncie dwa remisy i porażkę. Do osłabionych nierówną walką z koronawirusem Włochów pojechaliśmy więc z dużymi oczekiwaniami. Zamiast zwycięstwa otrzymaliśmy jednak bardzo słabą grę i ewidentną, choć "tylko" dwubramkową klęskę.

Włoska lekcja futbolu

Reklama

"Dla Manciniego to ciężki czas, bo ma drużynę zdziesiątkowaną, pociętą na kawałki, która nie mogła się normalnie przygotowywać" - to słowa wiceprezesa PZPN Marka Koźmińskiego. I na papierze tak to właśnie wyglądało: wyjściowa jedenastka Italii osłabiona była brakiem Giorgio Chielliniego, Marco Verrattiego i Federico Chiesy. Ale pomimo tego z większym animuszem zagrali gospodarze.

Włosi mogli być zaskoczeni tym, ile polscy piłkarze zostawili im przestrzeni. Bez najmniejszego problemu gospodarze przedostawali się na rogatki polskiego pola karnego, gdzie momentami grali tak, że z ich oblężenia mogliby być dumni trenerzy drużyn hokejowych. W końcu decyzję o cofnięciu się podjął nawet Robert Lewandowski, który w pierwszej połowie został pozbawiony piłek i spotkanie oglądał z perspektywy widza. Gra ofensywna Polaków była zresztą widmem, bo Sebastian Szymański i Kamil Jóźwiak przypominali snujące się po murawie duchy. Polacy byli uczniakami, którzy w Reggio nell’Emilia odebrali surową lekcję futbolu od artystów znad Tybru. Najsmutniejsze jest jednak to, że Włosi nie tylko lepiej i mądrzej kopali piłkę, ale od gości byli także szybsi oraz silniejsi.

Nie zawiódł tylko Szczęsny

Najlepszym polskim piłkarzem był Wojciech Szczęsny. Już w 7. minucie nie dał się zaskoczyć Federico Bernardeschiemu. Później golkiper Juventusu musiał zachowywać czujność, bo sprytni jak lisy Włosi co chwilę próbowali przedrzeć się pod naszą bramkę. W 20. min golkiper musiał ratować sytuację... głową. Kilka sekund później futbolówka zatrzepotała w siatce, ale sędziowie zauważyli spalonego Andrei Belottiego. Polak skapitulował dopiero w 27. min po rzucie karnym wykonanym przez Jorginho. Po przerwie - w 84. min - ta sama sztuka udała się także Domenico Berardiemu.

Polacy mieli ogromny problem z utrzymaniem się przy piłce, wymieniem kilku dokładnych podań. Te - na połowie rywala - zazwyczaj padały łupem Jorginho czy Nicolo Barelliego. Poza niedokładną wrzutką Jakuba Modera nawet raz nie byliśmy w stanie stworzyć zamieszania w polu karnym Włochów. Słabą partię rozgrywał Arkadiusz Reca, którego znani mu z Serie A koledzy ogrywali tak, jak w meczu w Chorzowie; defensor Crotone był zresztą współwinnym utraty nieuznanej bramki, gdy dał się zaskoczyć... wyrzutem z autu. Przegraliśmy również batalię o środek pola, gdzie nie błyszczeli Moder, Karol Linetty i Grzegorz Krychowiak, który jednak jako jedyny podjął fizyczną walkę z Włochami. Niestety dla pomocnika skończyło się to faulem we własnym polu karnym.

Krótkie ożywienie i... zaćmienie

Po przerwie Brzęczek zdecydował się uporządkować środek, a także dodać ofensywie szaleństwa i kreatywności. Na murawie pojawili się Jacek Góralski, Kamil Grosicki i Piotr Zieliński. Na moment ożywiło to poczynania Biało-Czerwonych, którzy kilka razy przeprowadzili zorganizowane akcje. Zaskoczeni szarżą Włosi uporządkowali jednak obronę i raz-dwa poradzili sobie z naszymi zakusami. Szanse na wywalczenie remisu stały się iluzoryczne po niepotrzebnych faulach Góralskiego, który zobaczył czerwoną kartkę i w konsekwencji tego musiał opuścić murawę już po 32 minutach.

Gol zdobyty w końcówce przez Berardiego był tylko zwieńczeniem dzieła. Na przestrzeni całego spotkania Polacy nie zasłużyli choćby na marzenie o remisie. Zagraliśmy słabo, bez pomysłu, w każdym elemencie ustępując Włochom. I choć mecz odbył się "tylko" w ramach Ligi Narodów, to był bardzo brutalną zapowiedzią tego, co może czekać nas w rywalizacji z najlepszymi na Euro.

Włochy - Polska 2-0 (1-0)

Bramki: 1-0 Jorginho 27 (k), 2-0 Domenico Berardi 83

Włochy: Donnarumma - Florenzi (89. Di Lorenzo), Acerbi, Bastoni, Palmieri - Barella, Jorginho, Locatelli - Bernardeschi (64. Berardi), Belotti (79. Okaka), Insigne (90. El Shaarawy).

Polska: Szczęsny - Bereszyński, Glik, Bednarek, Reca - Szymański (46. Zieliński), Krychowiak, Moder (46. Góralski), Linetty (74. Milik), Jóźwiak (46. Grosicki) - Lewandowski.

Sędzia: Clément Turpin (Francja).

Żółte kartki: Belotti - Krychowiak, Góralski.

Czerwona kartka: Góralski.

Mecz bez udziału publiczności. 

Sebastian Staszewski, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje