Reklama

Reklama

Błaszczykowski: W Argentynie nie ma "kelnerów"

- Gra na własnym, wypełnionym stadionie to jest to, czego potrzebujemy na rok przed Euro 2012. Jasne, że wolałbym, aby Argentyna grała w najsilniejszym składzie, ale w tym kraju jest tak duży potencjał, że nawet zespół, który do nas przyjedzie będzie miał bardzo mocnych piłkarzy - powiedział INTERIA.PL Jakub Błaszczykowski.

Feta goni fetę, krótki urlop, a już od poniedziałku zgrupowanie i mecze reprezentacji Polski na rok przed Euro 2012 - to rozkład jazdy kapitana Orłów i piłkarza Borussii Dortmund Jakuba Błaszczykowskiego.

INTERIA.PL: Spodziewałeś się, że Wisła tak zdecydowanie wygra walkę o mistrzostwo Polski po rewolucyjnej przebudowie składu?

Jakub Błaszczykowski: Trzymałem kciuki za taki obrót spraw, każde mistrzostwo Wisły cieszy mnie. Wydaje mi się, że to jej pierwszy tytuł zdobyty w składzie zdominowanym przez obcokrajowców. Z reguły Wisła słynęła z tego, że miała swoich zawodników. Ale skoro cel został osiągnięty, to nie ma co szukać dziury w całym, bo na dobrą sprawę wszyscy, którzy w Wiśle grali w tym sezonie sprawdzili się.

Reklama

Widzę, że demonstrujesz przywiązanie do Wisły. Na fecie z okazji zdobycia mistrzostwa Niemiec przez Borussię paradowałeś w koszulce z napisem "Wierność Wiśle". Jaka jest historia tej koszulki? Kupiona, czy otrzymana w prezencie?

- Jej historia jest dosyć długa, bo sięga 2007 roku. Dostałem ją od mojego kolegi Marcina, wiernego kibica Wisły na mecz derbowy z Cracovią i przetrwała do teraz. Cały czas praktycznie mam ją ze sobą.

Porozmawiajmy o reprezentacji. Plany trenera Smudy były ambitniejsze - w czerwcu mieliśmy zagrać trzy mecze w krótkim czasie, które miały symulować turniej, jaki nas czeka w trakcie przyszłorocznych mistrzostw Europy. Z trzech meczów zostały dwa i to z rywalami - Argentyną i Francją, którzy będą grali w krajowych składach. Jak do tych meczów podchodzisz?

- Całkiem poważnie, jakby były meczami o punkty. Przecież innych, niż towarzyskie do Euro 2012 grać nie będziemy. Ale nie ukrywam, że wolałbym, aby Francuzi i Argentyńczycy przyjechali do nas w najsilniejszych składach. Jeżeli wygramy, to i tak będzie się mówiło, że pokonaliśmy rezerwy, a jeśli przegramy, to krytyka będzie tym większa, bo przecież z reprezentacjami grającymi w ligowych składach przegrywać nie wolno. Od razu musimy wziąć pod uwagę fakt, że w Argentynie jest wielu bardzo dobrych piłkarzy, którzy grają w silnych klubach i to jeszcze odgrywają w nich czołowe role. Do pierwszej reprezentacji Argentyny mieści się co najwyżej dwudziestu, czy dwudziestu kilku zawodników, więc nie dla wszystkich jest miejsce, a ci co do nas przyjadą na pewno nie są słabeuszami.

Pozytywne jest to, że będziemy grać u siebie, na ładnym, nowoczesnym stadionie, najprawdopodobniej przy pełnych trybunach - życzyłbym sobie tego, aby każde miejsce było zajęte, a doping jak najgłośniejszy. Właśnie o to chodzi, aby grać w takich warunkach, jak najbardziej przypominających te, jakie będą za rok na Euro 2012.

Właśnie, co do stadionów, to jak odebrałeś zamieszanie wynikłe z miejscem rozegrania spotkania z Francją? Mieliśmy grać na otwarcie stadionu w Gdańsku, ale okazało się, że jest poślizg w jego wykończeniu, więc PZPN zdecydował się przenieść mecz do Warszawy, na Legię. Do tego dochodzą opóźnienia w budowie Stadionu Narodowego. Nie niepokoi cię to zamieszanie?

- Do Euro 2012 zostało jeszcze trochę czasu, więc mam nadzieję, że nie będzie problemu z oddaniem do użytku wszystkich aren. Ale sam fakt, że otwarcie gdańskiej areny było zakładane na początek czerwca od dawna, a jednak nie doszło do skutku, pokazuje, że nie do końca pewne sprawy u nas są dopilnowane, dograne. Całe szczęście, że w ostatnim czasie w Polsce powstało tyle fajnych stadionów, że mamy gdzie grać. Gdyby taki poślizg z oddaniem gdańskiej areny zaistniał jeszcze kilka lat temu, to nie mielibyśmy gdzie grać.

Ochłonąłeś już pewnie po zdobyciu mistrzostwa Niemiec. Borussia była czymś w rodzaju huraganu w Bundeslidze i zmiatała przeciwników z drogi. Ale poprzeczka idzie w górę. Jak widzisz wasze szanse w Lidze Mistrzów? Dla najlepszego zespołu Niemiec celem samym w sobie nie jest pogranie sobie w grupie, o czym od 15 lat marzą mistrzowie Polski, tylko awansowanie do co najmniej 1/8 finału, najlepiej do półfinału, jak uczyniło to w tym roku Schalke.

- Powiem szczerze, że jeszcze nie zastanawialiśmy się nad tym, jak będziemy sobie radzić w Champions League. To nieco odleglejsza przyszłość. Na razie mamy urlopy, chcemy wypocząć po ciężkim sezonie, w przyszłym tygodniu mamy zgrupowania i mecze reprezentacji, pora na Ligę Mistrzów przyjdzie później. Ale już teraz mogę powiedzieć, że postaramy się zagrać jak najlepiej. Podejrzewam, że na razie w klubie nie będziemy określać celów. Na nie przyjdzie pora dopiero po losowaniu. Wiadomo, że będziemy losowani z ostatniego koszyka, więc nie musimy trafić do łatwej grupy, ale na pewno postaramy się dotrzymać kroku nawet tym najsilniejszym ekipom.

Jak się czuje szczęśliwy tata po narodzinach córki?

- Powoli się przyzwyczaja. Oliwia ma już pięć tygodni. Początki były ciężkie, bo budziła się co dwie-trzy godziny. Czy wstawałem do niej? Żona wstawała, a ja się budziłem (śmiech). Zarwane noce mamy już za sobą, teraz córka sypia już dużo lepiej.

Rozmawiał: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Euro 2012 | reprezentacja Polski | Jakub Błaszczykowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje