Reklama

Reklama

Awantura o szefa sędziów. Boniek: Czekam na lepszego od Przesmyckiego

Polowanie na głowę przewodniczącego Kolegium Sędziów PZPN rozpoczęło kilka klubów Ekstraklasy, ale do akcji wkroczyło też kilku skonfliktowanych z nim arbitrów, na czele z Jarosławem Rynkiewiczem.

Reklama

Najwięcej emocji wzbudził spór z Rynkiewiczem, którego Przesmycki odsunął od prowadzenia spotkania Górnika z Wisłą Kraków z powodu tragedii rodzinnej - śmierci brata, do jakiej doszło dwa dni przed meczem. Rynkiewicz zawnioskował także do PZPN-u o odwołanie Przesmyckiego ze stanowiska. 

Reklama

Michał Białoński, Interia: Dlaczego z takim uporem broni pan Zbigniewa Przesmyckiego? Wielu na pana miejscu dla świętego spokoju powierzyłoby szefowanie sędziom komuś innemu. Jak pan zareagował na wniosek Jarosława Rynkiewicza?

Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u: Zastanówmy się w ogóle, z jakiej racji pan Rynkiewicz pisze takie listy, kogo on reprezentuje poza sobą? Przecież on nie ma nic wspólnego dzisiaj z sędziowaniem. Równie dobrze może podobny wniosek wystosować każdy kibic i też mam na to reagować?

Ale w sądzie Zbigniew Przesmycki przegrał spór prawny z Rynkiewiczem.

- To nieprawda. To pan Przesmycki skierował sprawę do sądu przeciwko Rynkiewiczowi i to jest ich prywatny spór. Podobno sąd nie uznał racji pana Przesmyckiego, ale to nie oznacza, że on przegrał tę sprawę. Natomiast wniosek pana Rynkiewicza uważam za bezpodstawny. Dla mnie problem Przesmyckiego w ogóle nie istnieje.

Ale dla kilku klubów Ekstraklasy już tak.

- Często słyszę, że mamy dobrych sędziów, tylko słabego przewodniczącego. Dlatego się pytam: "Kto tych sędziów uczy?". Oczywiście, jak to w Polsce - gdy ktoś jest za długo na swoim stanowisku, to zaczyna niektórym przeszkadzać i takie zjawisko obserwuję w wypadku Przesmyckiego. My byśmy ciągle chcieli nowych, świeżych, lepszych.

Pojawiają się jednak tacy arbitrzy.

- Sędziów młodych mamy wielu, ale nikt tego nie bierze pod uwagę i podkreślam - spora zasługa Przesmyckiego w tym, że mamy tak wiele zdolnego narybku sędziowskiego.

Do kiedy będą trwały rządy Przesmyckiego wśród sędziów?

- 18 sierpnia kończy się jego kadencja. Natomiast rozmawiałem z nim. Po play-offach w pierwszej lidze, które się kończą 20 czerwca, postanowił troszkę odpocząć. Wówczas zostawi stanowisko przewodniczącego Kolegium Sędziów komuś innemu.

Komu?

- Mianuję na jego następcę kogoś z dotychczasowego Kolegium.

Wie pan już dokładnie kogo?

- Najpewniej Tomasza Mikulskiego, który jest wiceprzewodniczącym. W sierpniu, po wyborach w PZPN-ie, nowy prezes będzie szukał nowego szefa sędziów. Wszystkim tak bardzo przeszkadza Przesmycki, a ja z uwagą będę się przyglądał, kto z powodzeniem przejmie po nim schedę. Ja rozumiem, że pan Przesmycki nie wszystkim się musi podobać. Jest cholerykiem, czasami wybuchnie, jest bardzo pewny siebie, ale nie dziwmy się mu, praca z sędziami nigdy nie będzie łatwa, bo oni zawsze będą się mylić i to będzie rodziło emocje. Natomiast Przesmycki zrobił wiele dobrego w środowisku polskich arbitrów.

Nie zgodziłby się z panem prezes i właściciel Legii Dariusz Mioduski, który oficjalnie wystąpił o pominięcie w obsadzie meczów  Bartosza Frankowskiego. Tymczasem prestiżowy mecz z Lechem prowadził właśnie ten arbiter.

- O tym, że Frankowski prowadzi spotkanie Lech - Legia dowiedziałem się dwie godziny przed meczem. Panie redaktorze, prezesi klubów mają wpływ na wiele rzeczy, natomiast nie na obsadzanie sędziów. I całe szczęście!

Przeciwnicy Przesmyckiego zarzucają panu, że broni go pan tylko dlatego, iż jesteście w komitywie.

- Słyszałem. Niektórzy sugerują nawet, że nas łączą stosunki sentymentalno-biznesowo-historyczne. To mnie najbardziej śmieszy. W 2012 r., przed tym jak objąłem fotel prezesa PZPN-u, pewnie bym pana Przesmyckiego nawet nie poznał na ulicy. Wyjechałem z Polski w 1982 r., gdy pan Przesmycki jako sędzia jeszcze nie istniał, a później, aż do 2012 r. kontakt z piłką ligową miałem znikomy. Powtarzam, nie ma żadnego problemu Przesmyckiego, natomiast będzie problem, ale po jego odejściu.

Dlaczego tak pan uważa?

- Zarządzanie sędziami nie jest takie łatwe. Pamiętam z początku mojej pierwszej kadencji, że dostawaliśmy pisma: "dlaczego na szczebel centralny awansował ten sędzia, a nie tamten". Z Przesmyckim zmieniliśmy cały system. Dzisiaj mamy sędziów, którym jesienią się przyglądamy, a na wiosnę weryfikujemy, czy nadają się już do grupy top-amator. Najbardziej mnie śmieszy zatem stwierdzenie, że mamy bardzo dobrych sędziów, tylko złego przewodniczącego. Równie dobrze można powiedzieć, że mamy świetną orkiestrę, tylko dyrygent jest słaby. A ja takich przypadków nie znam.

Gdyby pan miał doradzać swojemu następcy, kogo powinien mianować na szefa sędziów, to kogo by pan wskazał?

- Gdybym miał dzisiaj poszukać lepszego przewodniczącego od Przesmyckiego, to szczerze mówiąc, nie za bardzo widzę takiego.

Aż tak słabo stoimy z kadrami wśród byłych arbitrów?

- Panie redaktorze, przypomnę, że większość sędziów z pokolenia pana Przesmyckiego wylądowała we Wrocławiu, byli zakażeni aferą korupcyjną. Natomiast współcześnie sędziujący nadal chcą to robić i wśród nich nikt nie jest jeszcze gotowy do szefowania. Innych na horyzoncie nie widzę. Jest dwóch-trzech, którzy głośno krzyczą, mają ambicje, ale niech ręka boska wszystkich broni, żeby ktoś im oddał pilota do kierowania polskimi sędziami. Nazwisk nie chcę wymieniać. Sam jestem ciekawy, kto wymyśli lepszego kandydata od Przesmyckiego. Będę się temu przyglądał.

Rozmawiał: Michał Białoński, Interia   

 

Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Boniek | Zbigniew Przesmycki | Dariusz Mioduski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje