Reklama

Reklama

Artur Boruc - oryginał klasy światowej

Długi wzlot, apogeum, upadek, roztrzaskanie się, powrót i znów wzlot, wzlot, wzlot. Jeśli ktoś powie, że kariera reprezentacyjna Artura Boruca była sinusoidą, to znaczy, że zbyt dokładnie jej nie śledził. Dziś na Stadionie Narodowym meczem z Urugwajem (godz. 20.45, relacja w Interii) karierę reprezentacyjną kończy wybitny bramkarz w historii polskiej piłki.

Tutaj znajdziesz relację na żywo z meczu Polska - Urugwaj!

Reklama

Relacja dostępna także na urządzeniach mobilnych!

- Mnie nigdy nie zawiódł - mówił w rozmowie z Interią trener Krzysztof Dowhań, przy którym Boruc wypłynął na szerokie wody. I pewnie to samo powtórzyliby niemal wszyscy selekcjonerzy, gdyby potrafili przymknąć oko na jego pozaboiskowe zachowanie. Choć inna sprawa, że Boruc potrafił testować cierpliwość trenerów jak rzadko kto.

Sam przeciwko 11

Nonszalancki, pewny siebie, a czasem nawet bezczelny - taki w reprezentacyjnej bramce był Boruc. I może właśnie dlatego po Euro 2008 Zbigniew Boniek powiedział, że w polskiej ekipie był to jedyny zawodnik klasy światowej.

Niektórzy twierdzą, że to wtedy zagrał najlepszy mecz w kadrze, przeciwko Austrii. Ktoś nawet określił, że w pierwszej części Boruc sam walczył przeciwko 11 Austriakom.

Ale może to nie był najlepszy mecz? Może lepszy był ten z mistrzostw świata w 2006 roku przeciwko Niemcom? Boruc pojechał tam trochę na kredyt, pod presją faktu, że zastępuje Jerzego Dudka. Ale presja przez lata go napędzała i wówczas też wycisnęła najwyższe umiejętności. Na tyle wysokie, że mimo odpadnięcia Polaków już w fazie grupowej, przebąkiwano, że Boruc powinien trafić do "11" turnieju.

Wpadka wyparta z pamięci

W 64 meczach dla reprezentacji Polski plamę dał tylko raz - w 2009 r., w meczu mistrzostw świata z Irlandią Północną, Michał Żewłakow podał do Boruca, a ten nie trafił w piłkę i ta wturlała się do siatki.

- Ten moment pamiętamy chyba wszyscy... Wspominam go, bo wówczas zdałem sobie sprawę, co jest ważne, a co ważniejsze. Wyparłem tamtą wpadkę z pamięci i cieszę się, że potrafiłem się  podnieść - mówił Boruc na niedawnej konferencji prasowej.

Były bramkarz Celtiku Glasgow, Fiorentiny czy Southampton to również żywe potwierdzenie starego jak świat porzekadła, że bramkarz i lewoskrzydłowy muszą być trochę wariatami. I w sumie Boruc tej łatki nigdy nie próbował odkleić. Wręcz przeciwnie, był niepokorny już od pierwszego meczu w kadrze.

Może ruszyć w miasto

I z tego też zostanie zapamiętany, bo w XXI w. większego oryginała w reprezentacyjnej bramce nie było. Czasem jednak przesadzał, a czasem cierpliwość selekcjonerów była niewystarczająca. Bo słysząc "Boruc" ma się przed oczami świetne mecze, kiks z Irlandią, ale też... Michała Żewłakowa w czapeczce i koszulce Chicago Bulls. Właśnie tak obrońca kadry zaprezentował się na lotnisku w Warszawie po przylocie z meczu towarzyskiego. Jaki ma to związek z Borucem? W samolocie Żewłakow spożywał alkohol właśnie z nim. Dla selekcjonera Franciszka Smudy to było za dużo i obu usunął z zespołu.

Boruc mógłby wtedy powiedzieć, że to nie pierwszy i być może nie ostatni raz, bo wcześniej z reprezentacji wyrzucił go Leo Beenhakker. Powód? Wraz z Dariuszem Dudką i Radosławem Majewskim wbrew zakazowi mieli opuścić hotel i "ruszyć w miasto".

Dziś Boruc w miasto będzie mógł ruszyć z czystym sumieniem, ale wcześniej zagra 44 minuty z Urugwajem. W ten sposób zaliczy 65. mecz w kadrze i po 13 latach pożegna się z reprezentacją.

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Artur Boruc | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje