Reklama

Reklama

Artur Boruc: Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa

Artur Boruc, który wrócił do piłkarskiej reprezentacji Polski przyznał, że nigdy się nie pogodził z utratą miejsca w kadrze. - Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa - stwierdził bramkarz Southampton FC przed środowym meczem towarzyskim z Irlandią w Dublinie.

Kto powinien stanąć w polskiej bramce? Głosuj!

Reklama

Jak się pan czuje po powrocie do reprezentacji po dwóch latach przerwy?

Artur Boruc: - Świetnie. W zespole jest trochę zmian, ale jest też sporo tych samych twarzy, które w kadrze przewijają się od dłuższego czasu. Naprawdę bardzo się cieszę z tego powołania.

Z jakim nastawieniem stawił się pan na tym zgrupowaniu?

- Wiadomo, że trener Waldemar Fornalik powołał mnie po raz pierwszy. Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy. Będę ciężko pracował, aby pozostać w tym zespole na dłużej.

Był pan zaskoczony tym powołaniem?

- Zadzwonił do mnie trener Andrzej Dawidziuk i powiedział, że jestem w kręgu zainteresowania selekcjonera. Wiadomo, że każdy pracuje, aby być w tej reprezentacji. Ja również. Różne są możliwości poszczególnych zawodników. W każdym razie po to pracowałem, aby wrócić do kadry.

Po konflikcie z poprzednim selekcjonerem Franciszkiem Smudą wydawało się, że pogodził się pan z faktem, że nie będzie grał w reprezentacji Polski.

- Tak? To błąd. Jestem bardzo ambitną osobą i na pewno nie powiedziałem ostatniego słowa. Teraz mamy trochę czasu i zobaczymy jak to będzie wyglądało w naszej kadrze.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek pozytywnie ocenił pański powrót do reprezentacji, bo według niego kadra potrzebuje trudnych charakterów.

- Pan prezes na pewno wie, co mówi.

W jakiej jest pan formie.

- Na pewno nie jest ona optymalna. Trzeba pamiętać, że długo nie broniłem. Na pewno trochę mi brakowało ogrania. Ostatnio wróciłem do składu i idzie mi coraz lepiej.

Jak pan się czuje w Southampton?

- Jak widać - odżyłem. Nie ukrywałem, że od pewnego czasu dążyłem, aby grać w Premier League. W końcu tam jestem.

Ciężko było wrócić do podstawowego składu?

- To złożona sprawa. Pewne niesnaski spowodowały, że nie broniłem. Z drugiej strony ambicja nie pozwalała mi, aby siedzieć na ławce rezerwowych. Bardzo mocno dążyłem, aby wrócić do podstawowego składu i wreszcie się udało.

Ostatnio był pan bardzo chwalony za występ przeciwko Manchesterowi United (1-2). Czy interwencja po strzale głową Robina van Persiego była najlepszą w karierze?

- Takich interwencji miałem w życiu już kilka. Nie mam powodów, aby się zbytnio podniecać, bo jedna jaskółka wiosny nie czyni. Muszę dalej ciężko pracować, aby takich interwencji było więcej.

Rozmawiał w Dublinie Marcin Cholewiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje