Reklama

Reklama

Artur Boruc kończy 40 lat

W karierze Artura Boruca zdarzały się wzloty i upadki, choć zdecydowanie więcej było tych dobrych chwil. Ratował skórę reprezentacji Polski, a także był z niej wyrzucany. Nie zawodził w klubach, w których występował, a fani go uwielbiali. Nasz bramkarz 20 lutego kończy 40 lat.

- Człowiek do tańca, różańca i wielu innych rzeczy. Bardzo wrażliwy. Ale to jest gość, który kocha życie i wyznaje zasadę, że "jak się kochać, to z księżniczką, a jak napadać, to na bank". To jest chyba motto jego życia. Kawalarz, z wielkim dystansem do siebie - tak o Borucu mówił w rozmowie z Interią słynny trener Bogusław "Bobo" Kaczmarek.

Reklama

"Król Artur" kończy 40 lat, ale wciąż nie ma dosyć piłki, choć z tą reprezentacyjną pożegnał się w listopadzie 2017 roku podczas towarzyskiego meczu Orłów z Urugwajem. Boruc wciąż jest piłkarzem występującego w Premier League AFC Bournemouth, choć ostatnio najczęściej pełni tam rolę rezerwowego.

Z Legią Warszawa zdobył mistrzostwo Polski, z Celtikiem Glasgow trzykrotnie świętował ligowy triumf. W Lidze Mistrzów zatrzymywał, wtedy jeszcze wielki Manchester United, broniąc karnego w ostatnich minutach spotkania. Grał we włoskiej Fiorentinie, angielskich Southampton i Bournemouth, z którym najpierw wywalczył awans, by następnie bronić jego barw w Premier League.

W klubach, w których grał był uwielbiany przez ich fanów. Sam wciąż jest wielkim kibicem Legii. W ubiegłym roku pojawił się nawet na stadionie odwiecznego rywala Celticu - Glasgow Rangers - by dopingować Legię w walce o fazę grupową Ligi Europy.

Z fanami Rangersów miał na pieńku od dawna, gdy wielokrotnie prowokował ich jako piłkarz Celticu, choćby wykonując znak krzyża przed ich trybuną. Kibice Celticu nazwali go "Holy Goalie" (święty bramkarz), fani Rangers go nienawidzili.

Reprezentacja Polski to oddzielny rozdział w karierze Boruca. Zadebiutował w niej w 2004 roku, a już dwa lata później ratował jej skórę podczas mundialu w Niemczech, który "Biało-Czerwoni" zakończyli po fazie grupowej. Boruc robił, co mógł, a na wyżyny wznosił się przede wszystkim podczas meczu z Niemcami, co rusz popisując się kapitalnym obronami. Skończyło się na skromnej porażce.

Podobna rola przypadła Borucowi dwa lata później podczas Euro 2008. Reprezentacja Polski znów zakończyła rozgrywki po trzech meczach, a Boruc był jej najjaśniejszym punktem. To głównie dzięki niemu nasi piłkarze zremisowali mecz z Austriakami.

Swoją reprezentacyjną karierę Boruc zakończył w 2017 roku na liczbie 65 występów. Nie brakowało w niej wpadek, jak choćby wstydliwe bramki z Irlandią Północną czy Słowacją. Pojawiały się imprezy i konflikty z selekcjonerami oraz wyrzucenie z kadry za kadencji Leo Beenhakkera, a potem Franciszka Smudy. U kresu reprezentacyjnych występów Boruc załapał się jeszcze na Euro 2016, ale tam był już tylko rezerwowym.

- Artur przyszedł i powiedział: "Trenerze, urodził mi się syn. Załatwiłem już awionetkę i chcę lecieć. Dajcie mi 12 godzin" - tak trener Kaczmarek wspominał sytuację z Euro 2008. Beenhakker nie bez wahania wyraził zgodę, a Borucowi udało się pogodzić występy na mistrzostwach z jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu. W ubiegłym roku Artur i jego druga żona Sara doczekali się wspólnego potomka i wiodą szczęśliwe życie.

40-letniemu Borucowi wygasa kolejny kontrakt z Bournemouth. Od czasu do czasu mówi się o jego ewentualnym powrocie do Legii. Nadszedł już czas?

WS

Dowiedz się więcej na temat: Artur Boruc

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje