Reklama

Reklama

Anglia - Polska. Piotr Świerczewski: Bez "Lewego" możemy wygrać na Wembley

Szaleństwem była zmiana ustawienia po 3-4 treningach. Selekcjoner zdecydował się na rewolucję, która nie wypaliła. Jeśli zagramy na Wembley jak w dwóch poprzednich meczach, to będzie katastrofa. Nie znam się, ale miałbym plan, jak zaskoczyć Anglików - mówi w rozmowie z Interią były reprezentant Polski, Piotr Świerczewski.

W poniedziałek przed południem potwierdziły się najgorsze prognozy z poprzedniego wieczoru. Robert Lewandowski nie zagra w środę przeciwko Anglii na Wembley. Uniemożliwia mu to uraz stawu kolanowego.

Trwają gorączkowe dywagacje, jak ustawić zespół i jak zadbać o jego motywację, by wyprawa do "jaskini lwa" bez kapitana nie zakończyła się bolesnym upadkiem.

Łukasz Żurek, Interia: Na czym budować wiarę w udaną środę, skoro do Londynu ruszamy bez Roberta Lewandowskiego?

Piotr Świerczewski: - Robert jest bardzo dobrym zawodnikiem, pobija rekord za rekordem i co chwilę przechodzi do historii. Ale w drużynie mamy kilkunastu innych zawodników, którzy też chcą grać i są gotowi powalczyć o dobry wynik. Też są piłkarzami i grają w dobrych ligach. To jest sport, a w sporcie wszystko może się zdarzyć. Przecież my nie jesteśmy Andorą.

Reklama

I to jest dobra wiadomość. Zła wiadomość jest taka, że Anglicy też nie są Andorą.

- Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie jesteśmy faworytem najbliższego meczu. Ale jeśli przegramy, to co się stanie? Nic się nie stanie. To nie jest koniec świata. Bez "Lewego" możemy równie dobrze wygrać. To nie jest niemożliwe. Ta drużyna może grać dobrze bez Roberta, a z nim - jeszcze lepiej.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Łatwo dzisiaj mówić, że przeciwko najsłabszej drużynie grupy nie musiał zagrać. Pytanie tylko, czy na pewno nie drżelibyśmy bez niego o końcowy wynik...

- Czy Robert grał w tym meczu jakoś wyśmienicie? W porządku, strzelił dwa gole. Ale od kogo mamy wymagać zdobywania bramek, jeśli nie od środkowego napastnika? Nie mam pretensji do Szczęsnego, że nie strzelił, bo on broni. Tak samo nie mam pretensji do Glika, bo jest środkowym obrońcą. Trafił dwa razy "Lewy", bo to jego zadanie. Ale z samej gry taki doskonały nie był. Gdyby go nie było na murawie, nie drżałbym o wynik. Pewnie i tak byśmy to spotkanie wygrali.

Z ostatnich prognoz wynika, że Lewandowskiemu być może uda się zagrać w sobotnim szlagierze z RB Lipsk. Kibice z przesadnie bogatą wyobraźnią zdążyli już wywęszyć spisek z udziałem szefów Bayernu - co wydaje się czystym absurdem...

- Nawet nie przeszła mi przez głowę taka myśl. Robert jest zawodowcem i pewnie z przyjemnością i wielkim zaangażowaniem zagrałby z Anglią, gdyby pozwoliło na to zdrowie. Nie doszukuję się tutaj drugiego dna. Przydarzyła się kontuzja i nikt nie chce ryzykować pogorszenia sytuacji.

Pana zdaniem zawodnicy z Andory grali nad wyraz brutalnie?

- Na pewno grali bardzo ostro i za często przekraczali przepisy. Moim zdaniem sędzia powinien ich bardziej wykartkować. A po faulu na Krzysztofie Piątku, jeśli dobrze pamiętam, powinniśmy mieć rzut karny. Arbiter bardzo pobłażliwe traktował Andorę, pozwalał na niebezpieczne starcia i zbyt twardą grę.

Przed nami Anglia. Na kim oparłby pan siłę ognia w meczu z liderem eliminacyjnej grupy?

- Mamy Milika, Świderskiego i Piątka. To ból głowy trenera. Na pewno nie zagrałbym tak, jak zaproponował to Paulo Sousa w meczu z Andorą. Powiem szczerze, że taktycznie to ja nie wiem, jak grała nasza drużyna. Z trzema napastnikami ustawionymi w środku? Nie widziałem jeszcze takiej taktyki. Nie wiem, na jakich pozycjach oni zostali ustawieni. Albo lewa strona - o co tam chodziło po wejściu Grosickiego i Płachety? Tego też nie wiem. Dwóch skrzydłowych na jednym skrzydle? Nie mogę powiedzieć, żeby mi się to podobało.

Rywal dał się nabrać, skończyło się 3-0.

- Wygraliśmy, bo mamy lepszych piłkarzy, a nie dlatego, że ze strategią i taktyką trafił Paulo Sousa. Strategii nie widziałem ani w meczu z Węgrami, ani w meczu z Andorą. Mimo to w niedzielę zawodnicy wykonali swoje zdanie, czyli wygrali spotkanie.

Za najsłabszego gracza w polskim zespole niemal jednogłośnie uznany został Milik. Warto teraz przez moment pomyśleć - wobec absencji "Lewego" - czy krytyka go zdeprymuje, czy wyzwoli w nim dodatkową motywację...

- Każdy piłkarz musi być gotowi na taką krytykę. Nawet jak zagrasz dobrze, to znajdą się specjaliści, którzy powiedzą, że zagrałeś fatalnie. Nie chcę Arka tłumaczyć, ale może czuł się po prostu źle w tym ustawieniu z trzema środkowymi napastnikami. Na Wembley wystawiłbym go z przodu - ale w duecie. Umie utrzymać się przy piłce, potrafi ją rozegrać i potrafi uderzyć na bramkę.

Mówimy cały czas o ataku, a może rozmowę powinniśmy zacząć jednak od defensywy? Można śmiało założyć, że w środę od jej niezawodnej postawy będzie zależało więcej niż od dyspozycji dnia napastników.

- Szaleństwem była zmiana ustawienia po 3-4 treningach. Selekcjoner zdecydował się na rewolucję, która nie wypaliła. Jeśli zagramy w środę jak w dwóch poprzednich meczach, to będzie katastrofa. Nie znam się, ale miałbym plan, jak zaskoczyć Anglików - nastawienie na kontrę, z szybkimi bokami i z dwoma napastnikami, przy czym jeden musi być cofnięty. Jak już jechać na Wembley, to po to, żeby wygrać.

Intuicja podpowiada panu, że to się uda?

- Po dwóch pierwszych meczach w tych eliminacjach wydaje mi się, że... może być słabo. Ale nawet bez Roberta jesteśmy w stanie powalczyć. Może jakąś kontrę uda się wyprowadzić albo poszukamy szansy w stałych fragmentach gry. Mamy zawodników, którzy potrafią grać głową. Na razie Paulo Sousa zaskakuje nas na każdym kroku. Oby dało to wymierny efekt w postaci punktowej. Na razie ugraliśmy absolutne minimum. W pierwszej połowie meczu z Węgrami chłopaki wyglądali, jak gdyby się w ogóle nie znali. Nie chciałbym tego samego zobaczyć w środę.

Rozmawiał Łukasz Żurek

El. MŚ 2022 - wyniki, tabela, strzelcy, terminarz grupy I

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje