Reklama

Reklama

Anglia - Polska: Piłkarze, bierzcie przykład z dzieci

W ośrodku treningowym Tottenhamu nie wolno robić zdjęć bez zezwolenia. Nie wolno też, bez asysty menedżera, przespacerować się po budynku, ani wkroczyć na murawę jednego z tutejszych boisk. Można, a nawet trzeba, dobrze grać w piłkę. Tak jak młodzi polscy piłkarze, którzy pokonali swoich rówieśników ze szkółki "Kogutów" 6-1 udowadniając, że można postawić się mocnemu rywalowi na jego terenie.

Uniknęliśmy godzin szczytu, dlatego do ośrodka z centrum Londynu dotarliśmy w trzy kwadranse. Ochroniarz z białej budki podniósł szlaban, jedziemy wąską aleją. Po obu stronach drogi rosną drzewa (zasadzono ich tutaj ponad 150), efektownie podświetlane po zmroku. Wokół urocze kwietniki i perfekcyjnie, pedantycznie wręcz utrzymana trawa, chociaż do najbliższego boiska jeszcze kawałek.

Na końcu alei stoi nowoczesny piętrowy budynek. Jest sporej wielkości, ale sprawia lekkie, przyjemne wrażenie i świetnie komponuje się z okolicą. Mieści się w nim wszystko, czego może potrzebować piłkarz: szatnie, miejsce na odnowę biologiczną, pralnia (nawet najmłodsi piłkarze po treningu wrzucają swoje rzeczy do podpisanych worków i oddają je do pralni, do domu zabierając wyłącznie korki - przed następnymi zajęciami ubranie na nich czeka), basen, siłownia, sale przeznaczone do rehabilitacji, a także odpraw z trenerem i spotkań biznesowych.

Reklama

Przyjechaliśmy tutaj ze zwycięzcami turnieju "Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku", czyli mistrzami Polski do lat 10. Chłopców czekał sparing z rówieśnikami ze szkółki Tottenhamu. Dziewczynki również mogły zasmakować tutejszego futbolu i zobaczyć z bliska w jakich warunkach trenują ich brytyjskie koleżanki. Podzielone na dwa zespoły rozegrały sparingi z dziewczynkami trenującymi na co dzień w centrum futbolu kobiecego prowadzonego przez Federację Angielską.

Wchodzimy do budynku. Chłopcy dostają przydzielonego opiekuna i wraz z trenerem lecą do szatni. Reszta wycieczki przechodzi do recepcji i czeka na wytyczne menedżera. Bez jego zgody za wiele tu nie wolno. O zdjęciach czy samodzielnym zwiedzaniu obiektu nie ma mowy.

Czekając na pracownika klubu i na mecz chłopaków obserwujemy, jak na trening zjeżdżają londyńskie dzieciaki. Ubrane od stóp do głów w stroje "Kogutów" małe szkraby (na oko ośmio-, dziewięcioletnie) łapią za serca nawet zagorzałych fanów innych tutejszych klubów. Na zewnątrz pada deszcz, w końcu to okolice Londynu. Obserwuję jak na hali trenują młode roczniki Tottenhamu. W niewielkich sześcioosobowych grupach, każda z własnym trenerem, dzieciaki bawią się piłką. Przyjmują ją, dryblują i zawstydzają chyba nie tylko mnie.

Jest sygnał od menedżera, idziemy na mecz. Chłopcy kończą rozgrzewkę, w samą porę się wypogadza. Zagrają na jednym z kilkunastu tutejszych boisk.  W miejscowej akademii piłkarskiej trenują już ośmiolatki. Płynnie przechodzą od dziecięcego do dorosłego futbolu. Mają się na kim wzorować. Obok nich ćwiczy pierwsza drużyna Tottenhamu, która ma zarezerwowane cztery boiska treningowe z nawierzchnią identyczną jak na White Hart Lane.

Oficjalnie nie wolno, ale wchodzę na moment na murawę. Gładka jak stół, starannie przygotowana. - Ależ oni mają tutaj warunki! Bajka! W Polsce o czymś podobnym możemy tylko pomarzyć - rzuca z uznaniem kierownik naszej drużyny Jarosław Padyk.

Podchodzi kolega z "Faktu".

- To kiedy stracą bramkę?

- Nie no co ty, powalczą.

Nie zdążyłem postawić kropki w zdaniu, kiedy padł gol dla Tottenhamu. Świetni technicznie, zwinni i bardzo dobrze wyszkoleni chłopcy momentalnie rozklepali obronę mistrzów Polski. Zaczęliśmy już skreślać naszych chłopaków i martwić się, jak wpłynie na nich ewentualny pogrom, ale ci, jak mawia Henryk Kasperczak "zareagowali pozytywnie" i wbijali gospodarzom kolejne bramki.

Ok, dla małych "Kogutów" to była tylko gierka na treningu, ale nasze dzieciaki pokazały wielkie serducha i pasję do futbolu. Darli ziemię, zdominowali rywali warunkami fizycznymi (aż dziw, że to te same roczniki - czym karmią tych małych Brytyjczyków?) walczyli w każdej akcji i robili co mogli, żeby nadrobić techniczne braki. Udało się i to z nawiązką. Mistrzowie Polski wygrali 6-1 (łupem bramkowym podzielili się: Szymon Chomicz, Marcel Żurek, Mateusz Peda i Mateusz Maryniak)  spełniając prawdopodobnie jedno z większych marzeń w życiu.

Chłopcy, z którymi wygrali podopieczni trenera Dawida Kroczka, już teraz wyróżniają się umiejętnościami technicznymi. Widać, że gra sprawia im frajdę. Wyniki przyjdą same i pewnie kilku z nich za 10 lat zobaczymy w pierwszym składzie Tottenhamu, a może nawet w reprezentacji Anglii?

Trzymamy kciuki, aby nasi mistrzowie rozwijali się równie dynamicznie i po latach przynieśli sobie i nam wiele radości w dorosłej piłce. A póki co, mając w pamięci zaangażowanie i radość chłopaków, życzę nam wszystkim, aby przykład wzięli z nich reprezentanci Polski i dali dzisiaj z siebie wszystko i zostawili na Wembley całe serce. Wtedy wynik będzie sprawą drugorzędną.

Skład chłopców (województwo łódzkie):

Jakub Zwoliński, Nikodem Sujecki, Hubert Lenart, Oliwier Matuszewski, Sebastian Padyk, Marcel Przybylski, Szymon Chomicz, Wiktor Florczak, Adam Dela, Mateusz Maryniak, Mateusz Peda, Marcel Żurek.

Trenerzy: Dawid Kroczek, Marcin Perliński (został w Polsce), Jarosław Padyk (kierownik drużyny).

Skład dziewczynek (województwo małopolskie):

Andżelika Badylak, Małgorzata Cieślak, Alina Czerniawska, Karolina Gec, Zuzanna Kapcia, Magdalena Kapusta, Anna Kowalczyk, Amelia Kowalska, Maryna Kukla, Maja Nowak, Małgorzata Przybyłko, Natalia Wróbel.

Trenerzy: ks. Stanisław Jachym, Piotr Bukowiec.

Dariusz Jaroń, korespondencja z Londynu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje