Reklama

Reklama

Ambicja po polsku, czyli pycha?

Czy nam się to podoba, czy nie status piłkarskiej reprezentacji Polski jest dziś taki, że mecze o wszystko gra w Kiszyniowie. Doprowadzili do tego piłkarze i tylko oni mogą to zmienić.

Kiedy w stolicy Mołdawii dobiegał będzie końca mecz Polaków, na Estadio da Luz w Lizbonie Portugalczycy rozpoczną swój bój z Rosjanami. Cristiano Ronaldo i jego partnerzy muszą pokonać liderów grupy, by zachować realne szanse na mundial w Brazylii. As Realu Madryt negocjuje właśnie z klubem przedłużenie kontraktu, jak donoszą hiszpańskie media chce podwyżki z 10 do 18 mln euro za sezon i 100 procent praw do swojego wizerunku (teraz 40 procent posiada klub). Nikt w Portugalii nie rozpacza jednak z tego powodu, że Ronaldo, zamiast włożyć wszystkie siły w kluczowe spotkanie drużyny narodowej, będzie myślał o sprawach prywatnych.
 
Mistrzostwa świata to ważna sprawa dla kibica, ale dla piłkarza zdecydowanie bardziej. Dlatego nie specjalnie martwi mnie kwestia, czy Robertowi Lewandowskiemu i Kubie Błaszczykowskiemu starczy motywacji, by niedługo po finale Champions League na Wembley, wypruwać z siebie żyły w Kiszyniowie. Jestem daleki od tego, by przyłączać się do chóru frustratów, którzy za wszystkie nieszczęścia reprezentacji Polski chcieliby winić wyłącznie graczy Borussii Dortmund. Nie zmienia to faktu, że także oni zapracowali na obecny status zespołu i sytuację w grupie eliminacji brazylijskich mistrzostw świata.
 
Porażka z Ukrainą w Warszawie skazuje drużynę Waldemara Fornalika na pogoń za Czarnogórą i Anglią. Stąd zwycięstwo w Kiszyniowie jest obowiązkiem Polaków. Czy Błaszczykowski z Lewandowskim rzucą do gry wszystkie siły i umiejętności? Zakładam, że nie mają innego wyjścia. Gdyby sukces zespołu narodowego ich nie interesował, to by oznaczało przede wszystkim, że nie interesuje ich sukces własny. To nie kibic obgryzający paznokcie do kości walczy o prawo wyjazdu do Brazylii, ale piłkarz mogący zaprzepaścić, lub wygrać życiową szansę.
 
Dlatego rozgrzanym kibicowskim głowom zalecam spokój. Lewandowski z Błaszczykowskim pracują przede wszystkim na własne konto, nawet w drużynie narodowej. Jeśli nie dają z siebie 100 procent, selekcjoner powinien zdjąć ich z boiska, lub w ogóle na nie nie wpuszczać. Sprawa jest w zasadzie prosta i debatę, czy Fornalikowi starcza do tego charakteru, czy nie uznaję za jałową. Jeśli szef nie ma wpływu na podwładnych, nie powinien być szefem.
 
Oczywiście te same zasady dotyczą wszystkich graczy drużyny narodowej. Jeśli komuś nie podoba się Kiszyniów, jako miejsce, gdzie trzeba walczyć o życie, mógł wybrać lepsze, na przykład Wembley. By grać jeszcze o stawkę z Anglikami, trzeba dziś pokonać Mołdawię. Sytuacja w grupie jest taka, jaka jest z winy piłkarzy. Błaszczykowski z Lewandowskim, jako liderzy zespołu muszą to wziąć na klatę.
 

Reklama

Oczywiście nie zawsze da się rozdzielić interesy własne, od interesów drużyny. Piłka to jednak sport, w którym tylko od wielkiego dzwonu gracz może czuć się wygrany po porażce zespołu. Zakładam, że kadra Fornalika wie, o co gra. Jeśli jej kibicuję, to znaczy, iż obdarzam elementarnym zaufaniem. Inaczej związek kibica z wspieranym przez niego zespołem nie ma sensu.
 
Można być wobec reprezentacji Polski surowym i wymagającym, ale nie wypada napastliwym. Tymczasem po porażkach mam wrażenie, że część fanów traktuje piłkarzy jak chłopców do bicia wylewając na nich frustracje wszelkiego typu. Oczywiście najwięcej razów dostają Lewandowski z Błaszczykowskim, jako najbardziej znani gracze, którzy w klubie odnoszą sukcesy. Skoro potrafią wygrywać dla Borussii Dortmund, dlaczego nie potrafią dla drużyny narodowej?
 
Taka dyskusja jest jak najbardziej uzasadniona. Być może Fornalik popełnia błędy, może taktyka jest nieodpowiednia, lub zawodzą partnerzy? A może sami gracze Borussii nie robią wszystkiego, co mogą? Podkreślanie na każdym kroku braku chęci i ambicji u piłkarzy, wydaje się jednak podważać sensowność kibicowania im. A już kpiny i sugestie, że mecz o wszystko w Kiszyniowie jest poniżej naszej godności, to już megalomania trudna do zniesienia. To nie rywale z Mołdawii sprawili, że status piłkarskiej reprezentacji Polski jest niski.
 
Droga na Maracanę wiedzie dla Polaków przez Kiszyniów. Włosi rywalizują na Malcie i w Armenii, Niemcy z Wyspami Owczymi i Kazachstanem, Holandia z Andorą, a Portugalia z Luksemburgiem. I nikomu z wielkich ambicji nie brakuje, bo są świadomi herarchii celów. Tymczasem 65. drużyna rankingu FIFA ma rozterki? Gdyby tak rzeczywiście było, to dziś koło 22 będzie po wszystkim.

Autor: Dariusz Wołowski

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Mołdawia - Polska!

Relację z meczu można również śledzić na urządzeniach mobilnych

Wyniki, terminarz i tabela grupy H eliminacji MŚ 2014

Czy Polacy wygrają z Mołdawią? Dyskutuj!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje