Reklama

Reklama

Afera w reprezentacji Polski i wojna o fotel prezesa PZPN-u

Polską wstrząsnęła afera karciano-alkoholowa z udziałem piłkarskich reprezentantów Polski. Dziś już nikt nie mówi o cudownym zwycięstwie nad Armenią, czy o przyczynach dla których potrzebowaliśmy pięciu doliczonych minut, by zgarnąć trzy punkty w starciu z osłabionymi Ormianami, za to każdy mówi o tym, kto i ile wypił; kto i ile przegrał w karty, kto miał nagłe kłopoty z trawieniem i musiał zwymiotować.

Ujawnienie akcji to sukces "Przeglądu Sportowego". Takie teksty są głośne, omawiane, komentowane, podnoszą nakłady. Pewnie lepiej by było, gdyby informacja była bardziej konkretna, z podaniem personaliów antybohaterów. Na razie pełno jest domysłów, a błoto ochlapało każdego za wyjątkiem Roberta Lewandowskiego.

Reklama

W doniesieniach medialnych, z dnia na dzień, selekcjoner Adam Nawałka z fachowca, który trzyma kadrę twardą ręką, zamienił się w pana niekumającego, co się dzieje nocną porą na organizowanym przez niego zgrupowaniu. Tym bardziej że sodoma i gomora miała przeniknąć pod skóry kadrowiczów już przed i nawet w trakcie Euro 2016.

Adam Nawałka zachowuje spokój. W PZPN-ie trwa analiza zapisu hotelowego monitoringu, głowy polecą. Jeśli już mają, niech lecą sprawiedliwie, a nie na zasadzie: ty jesteś piątym napastnikiem, a ty trzecim bramkarzem, to cię wyrzucę; ty jesteś w podstawowym składzie, więc ci się upiecze.

W 2008 roku, po zakrapianej aferze we Lwowie, z wyrywaniem umywalek, szturmowaniem pokoju pracownicy hotelu, za czasów Leo Beenhakkera z kadrą pożegnali się: Artur Boruc, Dariusz Dudka, Radosław Majewski. Później Franz Smuda przekreślił Sławomira Peszkę, który późną porą zderzył się na korytarzu z asystentem Franza - Jackiem Zielińskim. Podczas powrotu zza oceanu, w samolocie całe wino wypili Boruc z Żewłakowem. Pierwszy wyleciał z kadry, drugiemu zakończono karierę. Wtedy nazwiska były znane od razu. Teraz są domysły.

Coraz ciekawiej jest przed wyborami w PZPN-ie. Mocny sztab poparcia zebrał Józef Wojciechowski. W Dolnośląskim ZPN lobbował za JW, będący od 10 lat w rezerwie, generał dywizji Marek Smarcew, który od 2012 r. zasiada w radzie nadzorczej JW. Construction Holding, wcześniej, od 2009 r. był tam dyrektorem działu zarządzania nieruchomościami, a w latach 2010-2011 członkiem zarządu. Tacy ludzie jak gen. Smarcew, który swego czasu dowodził kompanią czołgów, a później dywizją zmechanizowaną, łatwo się nie poddają.

Tymczasem w Krakowie, szef MZPN-u Ryszard Niemiec zdecydowany jest głosować na Zbigniewa Bońka, po wnikliwej analizie - na forum zarządu MZPN-u - kandydatury JW. Nie zmienia to faktu, że prezydent miasta Jacek Majchrowski namawia Niemca do poparcia Wojciechowskiego. Wydawać by się mogło, że na co dzień futbol nie jest konikiem prezydenta podwawelskiego grodu. Teraz postanowił jednak lobbować i jego prawo.

Pamiętacie nadtytuł z "Trybuny Ludu"? "Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!"

Trudno nie odeprzeć wrażenia, że na fotelu prezesa PZPN-u bardziej zależy Cezaremu Kucharskiemu niż samemu JW. Cztery lata temu nie udała mu się akcja "Kosecki na prezesa", więc teraz próbuje z JW.

Boniek zachowuje spokój i przedwyborczego zamieszania nie chce komentować. Obiecał sobie, że aż do 28 października z jego ust publicznie nie padną słowa "Józef Wojciechowski". Na razie jest konsekwentny.

Michał Białoński


Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | Adam Nawałka | Józef Wojciechowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje