Reklama

Reklama

Adam Nawałka: Kadra to nie piekarnia

- Czasem coś się nie udaje, trzeba wyciągać wnioski. Potrzebny jest czas, żeby robić postępy. Kadra to nie piekarnia, że można wszystko z dnia na dzień stworzyć - mówi w rozmowie z INTERIA.PL selekcjoner reprezentacji Polski Adam Nawałka.

Ze szkoleniowcem spotkaliśmy w warszawskim hotelu Hyatt, gdzie na kilkanaście godzin zakotwiczyła reprezentacja złożona z ligowych piłkarzy. W kadrze nie brakuje debiutantów, ale nowością jest także obecność w sztabie Marcina Dorny. Zaprosił go sam selekcjoner, który chce, aby opiekun kadry U-21 podpatrzył jak on pracuje z pierwszą reprezentacją. - Wszystko ustaliliśmy już dawno temu. Młodzieżówka to bezpośrednie zaplecze mojej drużyny, więc trudno, abyśmy nie współpracowali - powiedział Nawałka

Reklama

W środę rano piłkarzy czekał już lot do Abu-Zabi z przesiadką w Amsterdamie. W stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich "Biało-czerwoni" wystąpią w dwóch meczach towarzyskich. Zagramy z Norwegami, którzy wystawią kadrę złożoną z piłkarzy grających w klubach skandynawskich i występującą w krajowym składzie Mołdawią.

Choć Adam Nawałka ani myśli narzekać, że przychodzi mu zabierać drużynę prosto z urlopów i jechać na drugi koniec świata, aby grać z takim drużynami, to wiadomo, że w PZPN-ie nie są zadowoleni z tego wyjazdu. Obowiązek gry nakłada jednak kontrakt z firmą Sporfive. Umowę podpisał w 2009 roku Grzegorz Lato i będzie obowiązywać jeszcze przez... blisko pięć lat. Zbigniew Boniek i spółka szukają jednak sposobu, aby zmienić jej warunki. Jednym z nich ma być rezygnacja rozgrywania meczów poza terminem FIFA.

INTERIA. PL: Termin meczów z Norwegią i Mołdawią jest chyba najgorszy z możliwych. Przecież dostaje pan piłkarzy prosto z urlopów.

Adam Nawałka (selekcjoner reprezentacji Polski): - Data meczu została ustalona dużo wcześniej. Tylko tak się wydaje, że piłkarze przez minione tygodnie zajmowali się tylko leżeniem na plaży. Zawodnicy na poziomie Ekstraklasy i I ligi nigdy nie mają przerwy. Po roztrenowaniu ćwiczą indywidualnie.

Wytrzymają kondycyjnie oba mecze?

- Wystawimy dwie różne jedenastki. Chcemy zminimalizować ryzyko urazów, bo wiadomo, że spotkania będą w czasie, kiedy piłkarze dopiero budują motorykę.

Zgrupowanie nie odbywa się w terminie FIFA, więc kluby mogły nie zwolnić na nie swoich piłkarzy. Czy długo musiał pan namawiać Henninga Berga, aby oddał panu aż tylu zawodników?

- Rozmawialiśmy bardzo merytorycznie. Nie było żadnych problemów. On wie, że reprezentowanie kraju to największy zaszczyt dla każdego piłkarza. Podobnie z pozostałymi szkoleniowcami. Do tego byliśmy w kontakcie z trenerami przygotowania fizycznego wszystkich klubów, dużo dyskutowaliśmy na temat organizacji zajęć i byliśmy otwarci na każdą sugestię trenerów.

Wierzy pan w sens szkoleniowy takiego wyjazdu? Do tej pory niewielu piłkarzy, którzy zimą grali w kadrze, dostawało szansę występów w poważniejszych meczach.

- To nie jest jakiś typowo polski pomysł, żeby grać w tym czasie sparingi. W Azji są też Czesi, a Norwegowie będą trenować tam aż przez 12 dni. W dalszym ciągu trwa selekcja, zawodnicy mają okazję przyjrzeć się stylowi gry kadry, poznać ją od środka. Nie wiem, ilu piłkarzy zostanie wyselekcjonowanych z tej grupy. Może dwóch, może czterech. Ale to ma sens. Przecież nawet ci, którzy nie zagrają w meczu ze Szkocją, dalej mają otwartą drogę do drużyny narodowej. W tej grupie  jest wielu młodych. Mają przed sobą bardzo ciekawą przyszłość. Warto mieć ich pod obserwacją.

Niektórzy twierdzą, że nikt nie ma takiej wiary w naszych ligowców jak pan.

- Wierzę we wszystkich! Każdy piłkarz przedstawia dla mnie wartość, bo jestem selekcjonerem reprezentacji Polski. Prowadzimy bardzo szeroki monitoring zawodników. Widać to nawet po Macieju Wiluszu, który wyróżniał się w pierwszoligowym Bełchatowie i teraz jest z nami. Chcę się przekonać, czy jest piłkarzem, który rokuje nadzieje. Wiadomo, że szukamy środkowych obrońców i bocznych obrońców, bo te pozycje są słabiej obsadzone w kadrze.

Pan już przywykł do roli selekcjonera reprezentacji?

- Mam duże doświadczenie jako piłkarz i trener. Mam gotowy plan i strategię pracy z kadrą. Robię to, co nakazuje mi doświadczenie i wiedza. Do tego nie brakuje mi pasji.

Ponoć jest pan pracoholikiem. Od świtu do zmierzchu mecze, analizy i dyskusja ze współpracownikami.

- Korzystam z takiej możliwości, że praktycznie każde rozgrywane na świecie spotkanie mogę obejrzeć. Prowadzimy dokładną statystykę i głęboką analizę, ale nie zdradzę, ile meczów już obejrzałem.  Bardzo dużo też obserwujemy spotkań na żywo, jeździmy do klubów, spotykamy się z piłkarzami i ich trenerami. Nadal czeka nas dużo pracy, bo jeszcze wszystkich nie zdążyliśmy odwiedzić. Po powrocie z Emiratów wybieram się do Włoch na rekonesans. Chcę zobaczyć zawodników nie tylko podczas meczu, ale też w czasie treningów. Moi współpracownicy pojadą też do Francji, Niemiec i Holandii.

Jak na razie największym wygranym pana kadencji na stanowisku selekcjonera jest Krzysztof Mączyński. Niedawno debiutował u pana, a teraz podpisał kontrakt życia w Chinach.

- Zawsze powołanie do kadry to splendor nie tylko dla piłkarza, ale też dla klubu. Tak było w tym przypadku. Zresztą Dominik Furman też dzięki występom w młodzieżówce i pierwszej reprezentacji zapracował na transfer do Tuluzy.

Furman był na pana liście, ale nie pojedzie do Emiratów. Czy nie rozważał pan powołania kogoś w jego miejsce?

- Nie było takiego planu. Wcześniej wyznaczyłem dwudziestkę szóstkę, aby w razie gdy ktoś wypadnie, nie szukać na gwałt zastępców. Przewidywaliśmy pewne sprawy.

W meczach z Norwegią i Mołdawią liczy pan na pierwsze triumfy?

-  Po to wychodzi się na boisko żeby wygrywać, zresztą nie tylko w meczach, ale także w każdej gierce treningowej. Czasem coś się nie udaje, trzeba wyciągać wnioski. Potrzebny jest czas, żeby robić postępy. Kadra to nie piekarnia, że można wszystko z dnia na dzień stworzyć.

Rozmawiał Krzysztof Oliwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje