Reklama

Reklama

48 zespołów na mundialu? Decyzja FIFA we wtorek

To może być prawdziwa rewolucja! Już we wtorek okaże się, czy szef FIFA Gianni Infantino zdoła przeforsować swoją wizję zwiększenia liczby uczestników mundialu do 48.

Pięć opcji

37 członków Rady FIFA będzie wybierać z pięciu możliwości:

Reklama

1. Zostanie stary format z 32 zespołami (64 mecze)

2. 40 zespołów w ośmiu pięciodrużynowych grupach (88 meczów)

3. 40 zespołów w dziesięciu grupach (76 meczów)

4. 48 zespołów, z których 16 z bezpośrednią kwalifikacją i 32 grające w barażach, które stanowiłyby wstępną fazę MŚ (80 meczów - 16 w barażach i 64 w turnieju głównym)

5. 48 zespołów w szesnastu grupach po trzy drużyny; awansują dwie najlepsze z każdej grupy (80 meczów).

Prezydent FIFA chce, żeby na mistrzostwach świata w 2026 roku grało 48 zespołów podzielonych na 16 grup. Każdą tworzyłyby trzy drużyny, z których dwie najlepsze awansowałyby do kolejnej fazy, od której rywalizacja toczyłaby się już systemem pucharowym. Przy takim rozwiązaniu finaliści rozegraliby siedem meczów, a więc dokładnie tyle samo, ile obecnie.

Nie tylko według szefa PZPN Zbigniewa Bońka właśnie taka opcja najprawdopodobniej wygra.

Z myślą o biednych, czyli zarobi... FIFA

"Zrób to dla biednych, dla tych, którzy nie zawsze mają szansę grać w Pucharze Świata" - apelował niedawno do Infantino były gwiazdor Barcelony Samuel Eto'o wstawiając się za biednymi krajami Afryki i Azji. One mają zyskać najbardziej na rozszerzonej formie turnieju. Teoretycznie, bo głównym beneficjentem nowego systemu będzie oczywiście FIFA.

Zwiększenie ilości zespołów na MŚ pozwoli piłkarskiej centrali zwiększyć zyski z imprezy o 605 mln euro. Chociaż wzrosłyby koszty organizacji turnieju, to większa liczba meczów dałaby większe wpływy z praw telewizyjnych, poważnie wzrosłyby także dochody z praw marketingowych.

Infantino walczy nie tylko o pieniądze, ale także o wzmocnienie swojej swojej pozycji w FIFA. Może to osiągnąć zdobywając poparcie mniejszych federacji narodowych.

Czego się nie robi dla kasy?

Pomysł rozszerzenia grona uczestników mundialu otwarcie skrytykował trener niemieckich mistrzów świata Joachim Loew. Według niego 32 drużyny to optymalne rozwiązanie, a dołączenie kolejnych oznaczać będzie obniżenie poziomu mistrzostw świata, bo z szesnastu nowych przepustek na MŚ tylko trzy-cztery mają otrzymać zespoły z Europy. Nie jest tajemnicą, że zyskają Azjaci, za którymi stoją bogate rynki.

"Powiększenie turnieju jest umotywowane kwestiami politycznymi" - wypalił wprost Loew.

Wtórował mu Karl-Heinz Rummenigge, szef Bayernu Monachium i stowarzyszenia 220 największych europejskich klubów: "Polityka i sukces komercyjny nie mogą być priorytetami w piłce".

Z drugiej jednak strony hiszpańska prasa twierdzi, że Infantino przekonał do niego m.in. szefów Realu Madryt i Barcelony. W ostatnich dniach wypowiedział się za nim nawet menedżer Manchesteru United Jose Mourinho.

Dzień przed głosowaniem zachodnie media twierdzą, że FIFA jest gotowa przyjąć plan swojego szefa i powiększyć liczbę drużyn na Pucharze Świata do 48. "Czego się nie robi dla kasy?" - skwitował na Twitterze Zbigniew Boniek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje