Reklama

Reklama

Żołnierz, szlachcic, "czarodziej" i... zdobywca Złotej Piłki. Poznajcie Stanley'a Matthewsa

Do dziś nie wiadomo, czy bardziej drwił sobie z boiskowych przeciwników, czy też z czasu, który zdawał się patrzyć na niego łaskawym okiem. Bywał porywczy, choć na boisku prezentował maniery godne dżentelmena. Nigdy w karierze nie zobaczył żółtej kartki i jako pierwszy piłkarz w historii otrzymał Złotą Piłkę, o której marzy teraz Robert Lewandowski. Stanley Matthews - bo o nim mowa - zasłużył sobie na miano legendy angielskiej piłki jak mało kto. Jego historia mogła jednak potoczyć się zupełnie inaczej.

Jego ojciec znany był z tego, że nie tylko golił, ale i obijał głowy mieszkających w okolicy mężczyzn. Zajmował się bowiem fryzjerstwem, a także boksem. Stąd jego pseudonim "Walczący Barber".

Nic dziwnego, że Matthews senior chciał, by jego syn - który przyszedł na świat w 1915 roku - poszedł w jego ślady i z lubością zakładał na dłonie rękawice bokserskie. Zgłaszał także syna do udziału w biegach, następnie obstawiając jego triumf. Stanley rzeczywiście uwielbiał biegać, lecz zwłaszcza z piłką przy nodze. Miłość do piłki szła u niego w parze z niebywałym talentem. Nie bez kozery nazywano go "Czarodziejem dryblingu".

Reklama

Można pokusić się o stwierdzenie, że ojciec miał wpływ na przebieg piłkarskiej kariery Stanleya. Przyszły triumfator Złotej Piłki obiecał mu na łożu śmierci, że zdobędzie Puchar Anglii. Dokonał tego w 1953 roku z ekipą Blackpool po szalonym finale z Boltonem, który w pewnym momencie wygrywał już 3-1.

Wtedy jednak musiały zadziałać nadprzyrodzone moce, a 38-letni już wówczas Matthews wszedł na wyższe obroty - zanotował trzy asysty i pomógł swojej drużynie wygrać 4-3. Trzy gole strzelił w tamtym meczu Stan Mortensen, lecz do dzisiaj tamto spotkanie jest nazywane "Finałem Matthewsa".

Interia Sport - Gramy Dalej prosto z gali rozdania Złotej Piłki - SPRAWDŹ!

"Prototyp" Roberta Lewandowskiego

Do Blackpool nasz bohater trafił ze Stoke City, w którym rozpoczął karierę. Klub zapłacił za niego ponoć 11 500 funtów i dorzucił do tego... butelkę whisky. Sam Matthews nigdy nie pił. Nie palił także tytoniu i dbał o odżywianie. Śmiało można powiedzieć, że był doskonałym prototypem współczesnego piłkarza, który w swojej karierze dba o każdy detal. Jak wielu sportowców miał swoje rytuały - jednym z nich było codzienne spożywanie "magicznego" koktajlu z mleka, surowych jajek i cukru. Może dzięki temu grał zawodowo w piłkę przez 33 lata. Swój ostatni oficjalny mecz w karierze (miał ich na koncie 704) rozegrał w wieku 51 lat.

10 lat wcześniej - w 1956 roku - zdobył Złotą Piłką, pierwszą w historii, do dziś będąc jej najstarszym laureatem. Innym historycznym wyczynem Anglika było uzyskanie tytułu szlacheckiego - żaden inny zawodnik nie dostąpił wcześniej tego zaszczytu.

Piłkarz, żołnierz i szlachcic. W skrócie - legenda

Liczba dokonań Matthewsa mogłaby być zdecydowanie bardziej okazała, gdyby nie wojna, podczas której służył w Królewskich Siłach Powietrznych, odpowiadając za przygotowanie fizyczne żołnierzy. W wolnym czasie występował w meczach pokazowych.

Honoru kraju Matthews bronił także w barwach reprezentacyjnych. Rozegrał 54 mecze dla Anglii i dwa dla Wielkiej Brytanii.

Najlepszym podsumowaniem jego kariery są słowa, którymi opisał go Pele. - Nauczył nas, w jaki sposób powinno się grać w piłkę - mówił o Angliku legendarny Brazylijczyk.

Kontynuatorem dziedzictwa Matthewsa może dziś poniekąd stać się dziś Robert Lewandowski, który ma szansę na to, by zapisać się na liście, którą otwiera nazwiska Anglika. Liście triumfatorów Złotej Piłki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy