Reklama

Reklama

Robert Lewandowski przeszedł do historii Złotej Piłki. A Francuzi niech się wstydzą...

Drugie miejsce, które Robert Lewandowski zajął w 65. plebiscycie tygodnika "France Football", to historyczny sukces. I chociaż Złota Piłka trafiła w ręce Leo Messiego, to 33-latek nie ma powodów do wstydu. Te mają organizatorzy, którzy po raz kolejny zignorowali formę Polaka z 2020 roku, doceniając go jedynie nagrodą pocieszenia…

Przez kilka ostatnich tygodni kibice futbolu na całym świecie zadawali sobie pytanie: kto otrzyma Złotą Piłkę za rok 2021? Czy będzie to Leo Messi? Czy może Robert Lewandowski? I chociaż przecieki jednoznacznie wskazywały na Argentyńczyka, to do końca mieliśmy nadzieję, że głosy elektorów finalnie sprawią, iż ważąca 12 kilogramów statuetka powędruje w ręce kapitana reprezentacji Polski. Tak się nie stało, chociaż i tak nie mamy powodów do niezadowolenia. Lewandowski został najlepszym Polakiem w historii Ballon d’or i na zawsze zapisał się na kartach historii.

Reklama

Nagroda pocieszenia dla „Lewego”

Pewną osłodą dla 33-latka miała być wręczona mu nagroda dla najlepszego napastnika. W kuluarach Théâtre du Châtelet dziennikarze z całego świata głośno komentowali jednak, że stworzona naprędce statuetka (której wygląd wzbudził więcej żartów niż podziwu), to fajka pokoju przekazana przez Francuzów obozowi snajpera. Bo prawdziwym zadośćuczynieniem dla Polaka byłoby wręczenie mu Złotej Piłki za rok 2020 - nawet jeżeli miałoby to być poprzedzone plebiscytem, który się nie odbył.

O ile wśród reporterów nie było zgodności czy tegoroczny tytuł dla najlepszego zawodnika świata należy się Messiemu czy Lewandowskiemu, o tyle w tej sprawie - przyznania nagrody za rok 2020 - panowała pełna zgodność. Inne zdanie miała tylko redakcja "France Football", która sama narobiła sobie kłopotów. Bo teraz coraz głośniej mówi się o tym, że obowiązująca dziś formuła Złotej Piłki już się wyczerpała.

Zresztą przedstawiciele zagranicznych mediów często używali ostrych sformułowań: "To nie była piłka, to była polityka", "Nie potrafią przyznać się do błędu", "Skrzywdzili najlepszego piłkarza dwóch ostatnich lat". Francuzi jednak w swoim stylu uśmiechali się, rozkładali szeroko ręce i... nic nie robili. I jeśli ceną za pojawienie się Polaka w progach Théâtre du Châtelet było wyróżnienie dla napastnika, to była to cena wyjątkowo niska. Bo głosów, że Lewandowski w ramach protestu powinien do Paryża nie przylatywać i zignorować zaproszenie "France Football" - również nie brakowało.

Gorący czerwony dywan

Jeśli chodzi o Francuzów, to nie okazali się oni także mistrzami organizacji. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie trwały nerwowe prace montażowe, a namiot - pod którym rozłożono słynny czerwony dywan - bardziej przypominał altanę z płyty pilśniowej i plastikowych szyb, niż miejsce w którym miały zebrać się gwiazdy futbolu.

Wrażenia nie robiło również pełne chaosu centrum prasowe, które składało się wyłącznie z kilkudziesięciu rzędów krzeseł i kilku telewizorów. To tam przychodzili triumfatorzy poszczególnych kategorii. Byli więc Pedri, Gianluigi Donnarumma, Alexia Putellas i Messi. Zabrakło jedynie Lewandowskiego, który nie zszedł do dziennikarzy.

Gala miała jednak swoją magię i nie popsuł jej nawet panujący w Paryżu mróz. Chociaż na zewnątrz było chłodno i wilgotno, kilka tysięcy francuskich kibiców uparcie oczekiwało przed Teatrem w oczekiwaniu w piłkarskich idoli. W tym roku wrażenie robiła także lista obecności. Poza Messim i Lewandowskim we wnętrzach zaprojektowanych przez Eugène'a Carrièresa i Armanda Cambona, pojawili się Kylian Mbappé, Luis Suárez, Donnarumma, Pedri, Nuno Mendes, trener Didier Deschamps, właściciel PSG Nasser Al-Khelaïfi czy też mer Paryża Anne’a Hidalgo.

Polak wróci do Paryża za rok?

Co ciekawe, zdaniem większości obserwatorów w europejskiej stolicy mody najlepiej wyglądającą parą byli... państwo Lewandowscy. Robert - w smokingu firmy Dolce&Gabanna - i jego żona Anna, zrobili olśniewające wrażenie. A paryżanie przywitali ich gorąco, wiwatując i skandując nazwisko Polaka. Bardziej efektowne wejście mieli tylko "miejscowi": Messi i Mbappé, oraz gospodarz gali Didier Drogba.

Razem z "Lewym" i Anną do Paryża przylecieli także: mama Iwona, siostra Milena z mężem Radosławem, Tomasz Zawiślak, Marek Kalitowicz, Kamil Gorzelnik i Marcin Kulczyk. Do stolicy Francji wybrał się także współpracujący z Polakiem Pini Zahavi, a także wierchuszka z Bayernu: Julian Nagelsmann, Oliver Kahn i Hasan Salihamidžić.

Wszyscy oni chcieli być blisko w być może najważniejszej chwili piłkarskiego życia Polaka - przynajmniej jeśli chodzi o nagrody indywidualne. Bo nie da się nie docenić faktu, że 33-latek, zajmując drugie miejsce, wyprzedził Kazimierza Deynę i Zbigniewa Bońka. I nawet jeżeli nasze oczekiwania były większe, to deprecjonowanie wyniku 65. plebiscytu, w którym wzięli udział reporterzy z całego świata, jest nieeleganckie.

Po ceremonii Lewandowski i jego najbliżsi udali się do jednego z paryskich klubów, aby tam, przy lampce prawdziwego szampana, świętować poniedziałkowy sukces kapitana reprezentacji Polski. I gdy dzień później opuszczali stolicę Francji, z pewnością nie powiedzieli "żegnam". Co najwyżej - "do zobaczenia". Oby już za rok.

Z Paryża Sebastian Staszewski, Interia



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama