Reklama

Reklama

Cezary Kowalski: Kluczowa jest zbiorowa wyobraźnia

Cezary Kowalski, komentator i ekspert Polsatu Sport zauważył, że choć Robert Lewandowski, strzelając kapitalną bramkę w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Dynamo Kijów (2-1) przypomniał o sobie światu, głosowanie na Złotą Piłkę... już się zakończyło. Ten błysk geniuszu nie będzie mieć już na wynik żadnego wpływu.

Z wpisów na Twitterze wiceprezydenta UEFA Zbigniewa Bońka da się między wierszami wywnioskować, że... może nas czekać przyjemna niespodzianka. Tymczasem według doniesień zachodnich mediów jeden z hiszpańskich dziennikarzy blisko związanych z Leo Messim miał zdradzić, że Argentyńczyk został już poinformowany, że to on zgarnie prestiżową nagrodę, a "Lewy" będzie drugi. Tak czy inaczej, dawno wynik głosowania nie był tak hermetycznie utrzymywany w tajemnicy.

Przypomnijmy: Lewandowski pierwszy raz o Złotą Piłkę walczył w 2013 roku, jeszcze jako gracz Borussii Dortmund. Wśród 23 zawodników był trzynasty. W 2014 nominacji nie dostał. W 2015 roku Robert znalazł się tuż za Neymarem, Ronaldo i Messim (najlepszy wynik Polaka od czasów trzeciego miejsca Zbigniewa Bońka w 1982 roku). To wtedy był królem strzelców eliminacji Euro 2016 i zaaplikował pięć goli w dziewięć minut Wolfsburgowi. 

Reklama

Tradycja została złamana w 2010 roku. Messi z Diego Maradoną jako selekcjonerem, przegrali mundial z Niemcami 0-4 już w ćwierćfinale, a mimo to Argentyńczyk dostał Złotą Piłkę. A przecież gwiazdami turnieju byli Hiszpan Andres Iniesta, Urugwajczyk Diego Forlan, Niemiec Thomas Mueller czy Holender Wesley Sneijder. W Barcelonie też Messi nie miał wtedy sezonu życia.

Wszystkie skróty Ligi Mistrzów online w Interia Sport - ZOBACZ!

Akurat wtedy "France Football" eksperymentalnie połączył siły z FIFA i obok dziennikarzy do głosowania na gracza roku włączono selekcjonerów i kapitanów drużyn narodowych. Jak byłoby, gdyby głosowali tylko dziennikarze, trudno powiedzieć, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że Messi wygrał wtedy, bo wyjątkowo nie patrzono na konkretne osiągnięcia, ale doceniono geniusz rozwijającej się w tamtym czasie gwiazdy futbolu. Argentyńczyk był po prostu najefektowniej, najpiękniej grającym piłkarzem na Kuli Ziemskiej.

Teraz, niestety z naszego punktu widzenia, może być podobnie. Co prawda Robert pobił rekord Gerda Muellera i wbił w Bundeslidze aż 41 goli w minionym sezonie, ale z Bayernem w Lidze Mistrzów poszło mu już gorzej. Nic nie osiągnął również z reprezentacją Polski na mistrzostwach Europy. Messi zmieniając Barcelonę na PSG również w kwestii klubowej obniżył loty, ale poprowadził Argentynę po Copa America, wreszcie osiągnął namiastkę tego co jego wielki poprzednik, zmarły w ubiegłym roku Maradona.

"Wydaje się, że Lewandowski nie ma szans być lepszym"

Dodając do tego wciąż powszechnie obecne uwielbienie i zachwyt jego piłkarskim geniuszem, a także utrzymujący się od lat wizerunek, skromnego chłopaka z sąsiedztwa, wydaje się że bez jakiejś spektakularnej przewagi Polaka, Lewandowski nie ma szans być lepszym od Argentyńczyka w oczach głosujących.

Czy ewentualnie przyznając Robertowi prestiżowa nagrodę, mogła by być ona jakąś formą zadośćuczynienia za 2020 rok? Raczej tak to nie działa. Tutaj kryterium bez wątpienia nie jest jakaś sprawiedliwość dziejowa, czy nawet tylko szczegółowe porównanie i wyważenie poszczególnych osiągnięć.


Kluczowa jest raczej zbiorowa wyobraźnia, tzw. medialność. Ile by Lewandowski nie wbił tych goli dla Bayernu, to będzie on jednak zawodnikiem klubu znacznie mniej spektakularnego niż te z Hiszpanii, Anglii a nawet Włoch. Owszem, Messi odszedł niedawno do milionerów z Paryża, ale nikt się jeszcze do tego na dobre nie przyzwyczaił i w świadomości ludzi świata piłki sytuowany jest wciąż gdzieś indziej. Przede wszystkim jako marka globalna, ponad chwilową przynależnością klubową.

Z tym mierzył się i wciąż się będzie mierzyć napastnik reprezentacji Polski. Próbując zburzyć hierarchię w światowej piłce, musiałby chyba zmienić ligę i spróbować jeszcze gdzieś indziej. Na jego korzyść działa też fakt, że jest nieco młodszy od Messiego i Cristiano Ronaldo. Niewykluczone, że on wciąż będzie strzelał, gdy tamci definitywnie zejdą ze sceny i naturalnie przesunie się na ich miejsce. Może też wtedy głosujący dadzą coś Polakowi za całokształt?

Nadzieją, także na jednak pozytywny dla nas scenariusz podczas obecnego rozdania, jest fakt, że raz od 2008 roku udało się przełamać hegemonię argentyńsko-portugalską. W 2018 roku plebiscyt wygrał Luka Modrić. Tyle, że Chorwat zdobył wówczas w pięknym stylu wicemistrzostwo świata i poprowadził Real Madryt do trzeciego z rzędu, a czwartego w ciągu pięciu lat triumfu w Lidze Mistrzów. No i gra w najbardziej medialnym klubie świata.

Czytaj całość na Polsatsport.pl!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje