Reklama

Reklama

Wybory prezesa PZPN

Józef Wojciechowski: Nie postawiłbym na Bońka ani na Koseckiego

Były właściciel Polonii Warszawa Józef Wojciechowski uważa, że zasłużeni piłkarze Zbigniew Boniek i Roman Kosecki nie są najlepszymi kandydatami na prezesa PZPN. Jego zdaniem nie osiągnęli nic jako menedżerowie.

Były właściciel Polonii Warszawa Józef Wojciechowski uważa, że zasłużeni piłkarze Zbigniew Boniek i Roman Kosecki nie są najlepszymi kandydatami na prezesa PZPN. Jego zdaniem nie osiągnęli nic jako menedżerowie.

- Wycofałem się z futbolu, przebywam obecnie w Ameryce, ale w miarę możliwości śledzę krajowe wydarzenia piłkarskie. Nie postawiłbym pieniędzy ani na Zbigniewa Bońka, ani na Romana Koseckiego, choć mieli sukcesy jako zawodnicy. Mnie bardziej interesuje to, że nie osiągnęli nic jako menedżerowie, a przecież już mają swoje lata (Boniek 56, Kosecki 46 - PAP). Nie wiem, kto powinien zostać szefem związku i będzie potrafił sprawnie nim zarządzać - powiedział Wojciechowski.

Oprócz Bońka i Koseckiego, w wyborach zaplanowanych na 26 października, wystartują były sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina oraz prezesi związków: wielkopolskiego - Stefan Antkowiak i łódzkiego - Edward Potok.

Reklama

Były sponsor Czarnych Koszul przekonuje, że polska piłka nożna potrzebuje zmian systemowych.

- Bardzo źle wróży to, że żaden z pięciu kandydatów nie mówi o swym programie wyborczym. W nowym, znów kilkunastoosobowym zarządzie, w którym nikt nie odpowiada indywidualnie, prezes ponownie będzie ubezwłasnowolniony przez działaczy. Oni przyjdą do tej pracy tylko po pensję - zaznaczył prezes J.W. Construction.

Przez kilka lat Wojciechowskiemu, jako prezesowi Polonii, nie udało się zdobyć mistrzostwa Polski. Parę miesięcy temu stołeczny klub trafił w ręce innego biznesmena, Ireneusza Króla. Pod wodzą trenera Piotra Stokowca zajmuje czwarte miejsce w ekstraklasie, mimo że latem nie wyjechał na żadne zgrupowanie, a kadra kompletowana była za pięć dwunasta.

- Nie miałem szczęścia do osoby, która by to wszystko poukładała. Drużyna była mocna, co widać po wynikach tego sezonu. Przecież odeszła połowa zawodników, a nadal jest w czubie tabeli. A my przegrywaliśmy ze słabeuszami i tym byłem rozczarowany. Stąd moje wyjście z piłki - stwierdził.

40-letni Stokowiec za czasów prezesa Wojciechowskiego prowadził zespół tylko w jednym meczu, przegranym z Widzewem Łódź.

- Może zrobiłem błąd zbyt szybko go zwalniając, jednak nie miałem wtedy czasu. Dostał szansę i jej nie wykorzystał. Dokonał wtedy naprędce zbyt wielu zmian personalnych, a one nie wypaliły. Dlatego musieliśmy się pożegnać i poszukać kogoś lepszego na jego miejsce. Dziś się cieszę, że on sobie radzi, w ogóle przyszłość przed młodymi szkoleniowcami, jak Tomasz Hajto z Jagiellonii czy Radosław Mroczkiewicz z Widzewa. Oby już na karuzelę trenerską nie wchodziły leśne dziadki, które po niepowodzeniu w jednym miejscu, zaraz odnajdowały się w następnym - zaznaczył były właściciel ekipy z Konwiktorskiej.

- Wojciechowski nie ukrywa, że przepłacał zatrudniając niektórych zawodników. - Największą wpadką była osoba Euzebiusza Smolarka; jemu na pewno płaciłem za dużo, nie pokazywał na boisku tego, co deklarował. W Polsce jest taki rynek, nie inny, dlatego kupowałem piłkarzy za bardzo ciężkie pieniądze. Nasz budżet wynosił 30 milionów złotych, a dla porównania Legii dwa razy więcej, Wisła porównywalnie. W lidze byliśmy w środku stawki. Dlatego tak wiele inwestowałem, aby osiągnąć cel. Niestety, płace okazywały się zbyt wielkie w stosunku do umiejętności - ocenił.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL