Reklama

Reklama

Wybory prezesa PZPN

Jego taśmy skompromitowały PZPN. "30 przykładów na niegospodarność Kręciny"

- Kręcina zebrał podpisy, wykorzystując ignorancję klubowych działaczy. Zdziś, to taki miły miś, który komuś podaruje bilecik na mecz lub zapłaci za niego rachunek używając złotej karty PZPN. On lubi szastać cudzymi pieniędzmi - mówi na trzy dni przed wyborami prezesa PZPN Grzegorz Kulikowski, którego nagrania skompromitowały rządy Grzegorza Laty.

- Kręcina zebrał podpisy, wykorzystując ignorancję klubowych działaczy. Zdziś, to taki miły miś, który komuś podaruje bilecik na mecz lub zapłaci za niego rachunek używając złotej karty PZPN. On lubi szastać cudzymi pieniędzmi - mówi na trzy dni przed wyborami prezesa PZPN Grzegorz Kulikowski, którego nagrania skompromitowały rządy Grzegorza Laty.

Wybierz swojego prezesa polskiej piłki! Pokaż, kogo popierasz!

Zdzisław Kręcina, to jeden z pięciu kandydatów na zaplanowane na 26 października wybory prezesa PZPN. Stawkę uzupełniają Stefan Antkowiak, Zbigniew Boniek, Roman Kosecki i Edward Potok.

INTERIA.PL: Zdzisław Kręcina chce być prezesem PZPN. Jest w piątce kandydatów, zebrał wymagane minimum podpisów. Co pan na to?

Grzegorz Kulikowski: - Ogarnia mnie pusty śmiech. Podpisy zebrał, wykorzystując ignorancję klubowych działaczy. Zdziś, to taki miły miś, który komuś podaruje bilecik na mecz lub zapłaci za niego rachunek używając złotej karty PZPN. Nie da się go nie lubić. Wbrew pozorom to jednak człowiek inteligentny i przebiegły. Prezesem nie zostanie, ma za małe poparcie, ale swoje ugrać może. W ostatecznej rozgrywce odda głosy innemu kandydatowi w zamian za etat w PZPN. On był bardzo przywiązany do swojej posady i złotej pezetpeenowskiej karty. Lubi szastać cudzymi pieniędzmi.

Reklama

Ale przecież on przedstawia się jako sprawny menedżer, który dla PZPN zarobił miliony?

- Mogę podać 30 przykładów niegospodarności Kręciny na stanowisku sekretarza generalnego PZPN.

Cztery najbardziej spektakularne poproszę?

- To sekretarz na posiedzeniu zarządu argumentował, że konieczna jest zmiana siedziby związku. Podczas przeprowadzki z ul. Miodowej przy poszukiwaniu nowej siedziby PZPN na pośrednika wydano 175 tys. złotych. A przecież nowy lokal mógł zaleźć w Internecie pracownik związku. Byłoby za darmo. Zwłaszcza, że obecna siedziba jest tylko przejściowa, na dwa-trzy lata, bo PZPN buduje nową. Wzrost kosztów utrzymania biura wyniósł jakieś 120 tys. zł miesięcznie, poprzednia siedziba kosztowała związek 80 tys. miesięcznie, obecna - 200 tys. miesięcznie.

- Druga rzecz to przetarg na budowę nowej siedziby. Kręcina mówił, że był to najczystszy przetarg w historii PZPN. Tymczasem jakimś cudem wygrała go firma Warbud popierana przez Kręcinę, w której pracuje jego przyjaciel z rodzinnego Żywca, a projektant, przypadkiem także z Żywca, wziął 2,8 mln zł za projekt. Wyboru firmy dokonano, pomimo iż rzeczoznawca wynajęty przez PZPN stwierdził, że firma Warbud nie spełnia czterech kryteriów przyjętych przez Związek.

- Trzecia rzecz to konkurs na przetarg na utworzenie spółki sprzedającej karty kibica. Do konkursu ogłoszonego przez PZPN zgłosiła się spółka giełdowa, która gwarantowała 100 procent kapitału na założenie firmy. Zysk miał być dzielony pół na pół, nowa spółka posiadałaby wspólną z PZPN-em radę nadzorczą. W latach 2011-2012 zysk PZPN wyniósłby około pięć milionów złotych. Minimum dwa miliony, bo tyle wynosiła kwota gwarantowana - milion za rok. Kręcina i Lato mieli inne zdanie. Samowolnie podpisali umowę ze spółką "Klub Kibica". Oburzeni członkowie zarządu zerwali tę umowę, co kosztowało PZPN karę w wysokości 200 tys. złotych. To, co miało być czystym zyskiem przyniosło straty.

A czwarta sprawa?

- Chodzi o kontrakt ze Sportfive, który według Laty i Kręciny miał dać PZPN 100 mln euro tylko za sprzedaż praw telewizyjnych. Na posiedzeniu Zarządu Kręcina referował, iż jest możliwość dodatkowego zarabiania pieniędzy poprzez utworzenie biura marketingowego wspólnie z firmą Sportfive i dzielenie się zyskiem: 80 proc dla PZPN, 20 proc dla Sportfive. Tymczasem została zawarta umowa o współpracy agencyjnej, tj. na pośrednictwo przy zawieraniu umów na rzecz PZPN z 20 procentową prowizją dla firmy Sportfive. Jako kwota gwarancyjna widnieje 60 mln euro płatne do końca 2020 roku. O 100 mln nie ma w dokumentach słowa.

To dziwne, bo po podpisaniu umowy głośno było właśnie o tych stu milionach.

- Tak naprawdę oddano wszystkie dobra PZPN firmie, która nie zapłaciła ani złotówki, a od każdej podpisanej umowy pobiera 20 procent prowizji. Konkurs ofert w PZPN wyglądał kuriozalnie: omówienie umowy omawiano na zarządzie 22 kwietnia 2009 roku w porządku obrad pod hasłem "różne". Zrobiono to pomimo, iż poprzednia umowa ze Sportfive obowiązywała do 30 czerwca 2010 roku z możliwością przedłużenia do roku 2014. Gdy na posiedzeniu zarządu Lach spytał Latę, czy były inne oferty, prezes odparł: "inne oferty były znacznie niższe". Z wypowiedzi prezesa firmy UFA, konkurencyjnej wobec Sportfive, wynika natomiast, że Grzegorz Lato nie dopuścił do złożenia ich propozycji.

- Umowa z Nike. To samo. Firmę Puma potraktowano arogancko, bo w zarządzie PZPN i komisji był człowiek związany z Nike... Nie przygotowano wzoru umowy, co spowodowało, iż po wyborze jeszcze przez 9 miesięcy negocjowano warunki. Ponieważ nie było podpisów firma Nike nie musiała przez ten czas wpłacić do PZPN miliona euro, jak było umówione. Pieniądze nie "pracowały" na koncie PZPN.

I za tym wszystkim stał Kręcina? To, co pan opowiada nie pachnie niegospodarnością, ale wręcz przekrętami.

- Zdzisio to łebski facet. I wielki obrońca firmy Zubrzycki, mającej z PZPN umowę na ochronę meczów. Firma ta miała kilka wpadek, m.in. zawaliła finał Pucharu Polski w Bełchatowie, finał Pucharu Polski w Bydgoszczy. Po aresztowaniu prezesa Zubrzyckiego Andrzej Strejlau zgłosił na posiedzeniu Zarządu wniosek o rozwiązanie umowy z tą firmą. Zdzisław Kręcina do tego nie dopuścił tłumacząc się zbliżającym meczem i prosząc by do sprawy wrócić później. Kiedy po aferze z "taśmami prawdy" Kręcina podał mnie do prokuratury, niech pan zgadnie, kto zeznawał na jego korzyść? Oczywiście Sylwester Zubrzycki.

Kręcina oskarżył pana o szantaż za pomocą taśm prawdy.

- Sprawa była prowadzona przez Prokuraturę Warszawa Mokotów i została umorzona. Teraz to ja mogę oskarżyć Zdzisława Kręcinę o składanie fałszywych zawiadomień.

"Szykuje się następna sprawa" - czytaj dalej na stronie drugiej!

Nie czekaj! Kliknij i wybierz swojego prezesa polskiej piłki! Pokaż, kogo popierasz!

Szykuje się następna sprawa. Kręcina ma wyrok sądu na spłatę 108 tys franków szwajcarskich z weksla, które jest mu pan ponoć winien. Twierdzi, że nagrania na "taśmach prawdy" nie świadczą o przekrętach i łapówkach przyjmowanych przez niego i Latę, ale są fragmentami rozmów z panem, w których próbował nakłonić pana do spłaty długu.

- Na ten wyrok dali się nabrać naiwni działacze klubów piłkarskich. Na przykład Polonii Warszawa dając Kręcinie swój podpis, jako wsparcie w wyścigu po fotel prezesa PZPN. Czy jestem coś winny Kręcinie, wyjaśnię na drodze prawnej. Nie pożyczałem żadnych pieniędzy od niego. To kolejna manipulacja. Jak mówiłem, Kręcina to jednak bardzo sprytny gość.

Ma głowę na karku.

- Ma wyrok sądu w postępowaniu nakazowym na spółkę, która wystawiła weksel, a ja byłem poręczycielem. W postępowaniu nakazowym sąd opiera się tylko na pozwie i przedstawionym dokumencie. Wyrok taki jest nieprawomocny, bo dopiero teraz ja mogę złożyć swoje dokumenty i dopiero wtedy zacznie się postępowanie przed sądem. Wyjaśni się, jakimi wekslami posługuje się Kręcina, w jaki sposób je zdobył, czy nie są sfałszowane? Ja ich nie widziałem, a adwokaci Kręciny odmówili mi wglądu do nich.

- Zagrywka Kręciny była jednak bardzo sprytna. Ma rzekomo moją umowę pożyczki i weksel, ale nie ujawnia go po wybuchu afery z "taśmami prawdy", tylko ukrywa przez dziewięć miesięcy. Biegnie z nim do sądu dopiero tuż przed wyborami na prezesa, żeby proces, w którym oczyszczę się z zarzutów skończył się długo po wyborach. Gdyby wystąpił do sądu w grudniu 2011 to już od kilku miesięcy toczyłoby się postępowanie. Zanim sąd wyda wyrok, Zdzisław osiągnie już wtedy swoje cele. Sprytne?

- Na początku 2012 roku, po wybuchu skandalu z "taśmami prawdy" Kręcina twierdził, że on jest już uniewinniony, a ja będę miał do kwietnia postawione zarzuty. Tymczasem to mnie uniewinniono, a postępowanie w sprawie taśm wciąż trwa.

Jak to było z "taśmami prawdy"? Jak wpadł pan na pomysł nagrywania Kręciny i Laty?

- "Taśmy prawdy" nie były przeznaczone dla mediów, ale dla członków Zarządu. Chciałem, żeby Zarząd PZPN poznał przekręty Kręciny i Laty i położył im kres. Wymyśliłem sobie intrygę z facetem, który sprzedaje PZPN ziemię pod budowę siedziby. Powiedziałem Lacie i Kręcinie, że mogę od niego załatwić łapówkę, jeśli wybiorą jego ofertę. Obaj się zgodzili. Kiedy zaczęli naciskać na mnie, bo chcieli dostać swoją dolę, zaniosłem im swoje prywatne pieniądze. Lato dostał 15 tys. Kręcina 10 tys. Nagrywałem przy tym nasze rozmowy, by ludzie z Zarządu mi uwierzyli. Wiedziałem też, że muszę się zabezpieczyć, gdy Lato z Kręciną się we wszystkim połapią i zaatakują mnie. "Taśmy prawdy" trafiły do ludzi z Zarządu, a tym w ręce Kazimierza Grenia. On, wbrew mojej woli, pognał z nimi do mediów. I zrobiła się afera.

Chciał się Pan poddać badaniu wariografem, żeby udowodnić, że mówi prawdę.

- Tak. Zaproponowałem Lacie i Kręcinie, żebyśmy na mój koszt podali się badaniu we trzech w redakcji Super Ekspressu. Wyjaśniłoby się kto mówi prawdę. Jest to jedyny szybki sposób sprawdzenia kto z nas kłamie, bo sprawy w sądzie trwają u nas latami. Obaj powiedzieli jednak, że nie zgadzają się na dyktat szantażysty. Jeżeli mają czyste sumienie, to czego się bali?

Kto będzie nowym prezesem PZPN?

- Wiem, że chciałby pan ode mnie usłyszeć, że Zbigniew Boniek, albo Roman Kosecki. Wy w mediach łatwo ulegacie magii nazwisk. Niech mi pan powie, czego to dokonał Boniek jako wiceprezes PZPN przy Michale Listkiewiczu, albo Kosecki jako poseł PO, lub jako wiceprezes Mazowieckiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej? Ich wybór nie będzie oczekiwaną przez kibiców rewolucją w PZPN, ponieważ aby zostać wybrani muszą uzyskać poparcie tzw "baronów". O wiele bardziej istotne jest nie to, kto zostanie prezesem, tylko jakimi ludźmi się otoczy - kto zostanie wiceprezesami oraz członkami zarządu.

Czyli Potok, Antkowiak, albo Kręcina? Kibice się z tego nie ucieszą.

- Potoka i Antkowiaka popierają największe okręgi piłkarskie. Potoka Małopolski, Śląski i Łódzki, Antkowiaka Wielkopolski, Dolnośląski, Lubuski, Warmińsko-Mazurski.  Kosecki, czy Boniek mieliby szansę na wybór, gdyby weszli w koalicję. Kosecki z Potokiem, a Boniek z Antkowiakiem. Tylko czy Kosecki zgodzi się być wiceprezesem przy Potoku, lub odwrotnie? Lub Boniek wiceprezesem przy Antkowiaku? W innym wypadku myślę, że wygra ktoś z dwójki baronów: Potok lub Antkowiak.

Słowem: na rewolucyjne reformy w PZPN widoki są marne?

- Nie zapewni ich sam wybór prezesa. Trzeba, by do zarządu dostali się również nowi ludzie jak na przykład Jerzy Dudek. Tacy, którzy będą zainteresowani reformą szkolenia, zmianami w związku, a nie obracaniem złotą kartą kredytową. Szastać nie swoimi pieniędzmi, udawać panisko za cudze, to perspektywa, która w PZPN zdemoralizowała już niejednego.

Rozmawiał: Dariusz Wołowski

Wybierz swojego prezesa polskiej piłki! Pokaż, kogo popierasz!

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy