Reklama

Reklama

Tomasz Adamek

Adamek po porażce z Głazkowem, czyli musztarda po obiedzie

Po niespodziewanej porażce Tomasza Adamka z Wiaczesławem Głazkowem, przekreślającej ambitne plany „Górala”, trwa paniczne poszukiwanie jej przyczyn. Dlaczego dopiero teraz? Przecież pewne niepokojące zjawiska widoczne były od dawna.


Reklama

Dobra krytyka sportowa powinna być na czasie, nie zaś musztardą po obiedzie. Dzisiaj wszyscy wiemy, co spowodowało przegraną Adamka z Głazkowem: Bloodworth jako trener był za słaby i za stary, Adamek też nie uchronił się przed mijającym czasem, na dodatek opuszczał prawa rękę - to główne watki wielu analiz, jakich nie brak po walce.

Pytanie jest inne: te wszystkie mankamenty aktualne były również w piątek, przed walką, dlaczego nie można było o nich przeczytać w zapowiedziach?

Nie byliśmy tak blisko Adamka jak eksperci bokserscy mieszkający w USA bądź podróżujący za ocean na jego walki, więc trudno nam było śledzić warsztat pracy "Górala".

Mateusz Borek z Polsatu Sport solidnie podszedł do walki Adamka z Głazkowem - wybrał się do USA kilka dni wcześniej i zrealizował reportaż o tym, jak wygląda dzień Tomasza.

Film zawiera kilka uderzających scen. Tomasz przed treningiem w domu sam przygotowuje sobie miksturę. Wsypuje proszek do plastikowego bidonu i miesza go z płynem. Na pytanie redaktora Borka odpowiada: "Przygotowuję 'Powera' na trening".

Robi tak samo jak np. maratończycy amatorzy. Też sami szykują sobie napoje z elektrolitami. Ale czy podobnie powinien robić Tomasz Adamek? Czy najlepszy wśród najcięższych polski bokser, walczący za gaże sięgające setek tysięcy dolarów, nie powinien mieć dietetyka, który zadba o jego posiłki?!

Co się dzieje dalej na filmie Polsatu Sport? Adamek jedzie na trening. Przyjeżdża do gymu, przebiera się, przed ringiem się rozciąga, robi kilka pompek i wchodzi między liny, gdzie czeka już trener Roger. Zaczynają się zajęcia bokserskie...

Okazuje się, że w składzie Adamek Team zabrakło także trenera przygotowania fizycznego (fitness coach). Mając 37 lat na karku, chcąc przedłużać jakże trudną karierę (13 walk w kategorii ciężkiej w ciągu czterech i pół roku) warto byłoby mieć specjalistę od przygotowania fizycznego. Kogoś, kto doradziłby, ile i jakich ćwiczeń na siłowni, ile i jakim tempem pokonać kilometrów na ścieżce biegowej itd.

Władymir Kliczko, gdy przez kłopoty zdrowotne upuścił go trener Emanuel Steward (dziś już nieżyjący), którego zastępował młodszym od siebie bokserem Johnathonem Banksem, oprócz zwyczajowych komplementów pod adresem nowego coacha ("On wie, na czym ten biznes polega"), powiedział coś bardzo ważnego: "Nie chcę nic zmieniać, bo u Stewarda wszystko świetnie działało. Mój ojciec ukształtował mnie jako człowieka, a Emanuel zrobił ze mnie boksera. Jednocześnie jestem bardzo doświadczony i posiadłem wiedzę z wszystkich lat kariery. Z tego teraz korzystam".

Władymir Kliczko i jego starszy brat Witalij nie mieli nigdy problemów z pogodzeniem przygotowania siłowo-wytrzymałościowego z szybkościowym. Tego nie da się powiedzieć o Tomaszu Adamku. Gdy "Góral" wyglądał ociężale na tle starszego z Kliczków podczas pamiętnej walki w Arenie Wrocław, całą winę zrzucił na problemy z pokonaniem różnicy czasowej i zbyt późny przylot do Polski ("Ostatnią fazę przygotowań powinienem przeprowadzić w kraju" - mówił).

Później mijały kolejne walki, już w USA, z Nagym Aguilerą, Eddiem Chambersem, Stevem Cunninghanem, a szybkości nadal nie było. I nie dało się tego już zwalić na różnicę czasu, bo Polak przygotowywał się do tych batalii w Stanach Zjednoczonych.

O trenera od przygotowania fizycznego nikt się nie upomniał. Czy w przedsiębiorstwie Ziggiego Rozalskiego nie wytarczyło na to funduszy? Dziś się nie dowiemy.

Porozmawiaj o karierze Tomasza Adamka

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Adamek | Wiaczesław Głazkow | Władimir Kliczko