Reklama

Reklama

Zawód na planszy. To miał być nasz dzień

To nie tak miało wyglądać. Drużyna szpadzistek miała dać nam olimpijski medal, a skończyło się na sporym rozczarowaniu. Pogromczynie Polek Estonki sięgnęły jednak po złoty medal, po niezwykle zaciętym i emocjonującym boju w finale.

Po wylosowaniu Estonii w kraju zapanował umiarkowany optymizm. Co prawda w olimpijskich zmagań absolutnie nie było żadnej słabej drużyny, ale akurat Estonki były postrzegane jako zawodniczki absolutnie w naszym zasięgu. Co prawda start indywidualny nie wyszedł naszym szpadzistkom, ale w końcu rywalizacja drużynowa to coś zupełnie innego.

Zaczęło się całkiem nieźle, bo pierwsze walki toczyły się pod nasze dyktando, ale niestety im dalej w las, tym gorzej. Co prawda do ósmej, przedostatniej walki byliśmy jeszcze na plusie, ale dwa ostatnie pojedynki odebrały nam marzenia o medalu. Choć trzeba powiedzieć sobie wprost, że mniej więcej od połowy rywalizacji to Estonki dyktowały warunki, a ich wygrana absolutnie nie była przypadkowa.

Polkom należą się brawa, bo mimo dotkliwej porażki wróciły na planszę bardzo zmotywowane, dzięki czemu pokonały Rosyjski Komitet Olimpijski i miały szansę powalczyć o piąte miejsce. Ostatecznie jej nie wykorzystały, kończąc zmagania na szóstej pozycji. "Oczko" wyżej też byłoby rozczarowaniem, wcale nie mniejszym, toteż ostatnia porażka nie miała aż tak dużego znaczenia.

Tokio 2020 - bądź z nami na igrzyskach olimpijskich! Sprawdź

Duże nadzieje zakończyły się sporym rozczarowaniem. Tym hasłem można byłoby zresztą podsumować pierwsze dni startów Polaków na igrzyskach w Tokio. 

Szkoda, bo nasze szpadzistki to nie tylko znakomite sportsmenki, ale i kobiety z klasą. Pokazała to chociażby w przeszłości Ewa Trzebińska, która podczas zawodów Pucharu Świata wykazała się gestem fair-play, wskazując rywalkom błąd ustawienia, przez który mogły zostać zdyskwalifikowane. Takie rzeczy się ceni. I za takie kibicuje się poszczególnym zawodnikom. 

Niewielkim pocieszeniem dla Polek może być fakt, że lekko niedoceniane Estonki spisywały się w Tokio znakomicie, meldując się w wielkim finale. W składzie z 41-letnią Iriną Embrich, która pojawiła się na zmianę, po ośmiu pojedynkach remisowały z drużyną Korei Południowej 26:26, fundując wszystkim fanom szermierki wspaniałe, niezwykle emocjonujące widowisko. W ostatnim starciu Katrina Lehis stanęła naprzeciwko Injeong Choi. I to ona została bohaterką całego kraju, wyraźnie pokonując rywalkę i dając swojej drużynie wymarzone złoto. 

Reklama

Brązowe medale wywalczyły Włoszki, które pokonały Chinki. Tak więc w pojedynku Europa - Azja padł wynik 2:0. Szkoda tylko, że my się do tego nie przyczyniliśmy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje