Reklama

Reklama

Tokio 2020

Tokio. Mateusz Borkowski chce już w maju uzyskać minimum na 800 m

Halowy wicemistrz Europy w biegu na 800 m Mateusz Borkowski chce już w maju uzyskać minimum na igrzyska w Tokio na swoim koronnym dystansie. Obecnie po raz kolejny trenuje w Szklarskiej Porębie. 24-letni zawodnik przyznał, że motywacji do ciężkiej pracy mu nie brakuje.

W marcu w Toruniu Borkowski finiszował drugi za Patrykiem Dobkiem. Srebro HME to pierwszy medal 24-latka w seniorskiej imprezie międzynarodowej. Potem było zaledwie kilka dni przerwy i obóz w Centralnym Ośrodku Sportu w Wałczu.

"Po nim mieliśmy w planach obóz w Portugalii, ale tam czekałaby nas 14-dniowa kwarantanna. Dlatego zmieniliśmy koncepcję i pojechaliśmy do Szklarskiej Poręby. Byłem tam z trenerem sam. W spokoju wykonaliśmy ciężką robotę. Po drodze przytrafiło się trochę problemów ze zdrowiem, ale teraz znów jesteśmy na kolejnym obozie w Szklarskiej. Wiele osób z kadry tu trenuje obecnie, więc praca idzie łatwo. Jest z kim pogadać, wypić kawkę, wymienić doświadczenia" - podkreślił Borkowski.

Reklama

Pierwszy start w sezonie letnim trenowany przez Stanisława Jaszczaka zawodnik planuje 18 maja w Ostrawie. Już tam liczy na dobry rezultat, a być może od razu minimum na igrzyska olimpijskie w Tokio. Później czeka go rywalizacja w mityngu w Niemczech.

"Trochę propozycji jest. Moje nazwisko stało się nieco bardziej rozpoznawalne dla organizatorów zawodów. Czy wystartuję w DME w Chorzowie? Nie mam pojęcia. Zobaczymy, jaki będzie skład kadry, a także, jak będę wyglądał po pierwszych biegach. Forma jeszcze nie jest stuprocentowa, ale czuję, że rośnie" - przyznał Borkowski.

Dodał, że uraz, z którym walczył, ukradł kilka tygodni treningów, ale motywacji do pracy mu nie brakuje. Nawet trener już zimą wspominał, że go nie poznaje.

"Sam po sobie widzę zmiany. Od półtora roku współpracuję z prof. Blecharzem. To świetny specjalista. Kiedyś bardzo stresowałem się zawodami, dużymi imprezami. Teraz jest po prostu we mnie ciekawość, na co mnie stać. W Toruniu dodatkowo udowodniłem sobie, że mogę wygrywać z tuzami na 800 metrów. Jestem pewniejszy w treningu. Te same obciążenia przychodzą mi lżej. Zakwaszenie mięśni jest mniejsze. Mogę "dołożyć" na siłowni. Zbierając to wszystko do kupy, można śmiało zauważyć progres i postęp" - zaznaczył zawodnik RKS Łódź.

Zdaniem Borkowskiego, sezon olimpijski przyniesie po dziwnym 2020 roku, gdy mało było startów, wystrzały wynikowe w wielu mityngach.

"Takich świetnych rezultatów w niektórych biegach należy się spodziewać. Zawodnicy są głodni startów, organizatorzy też muszą zadbać o jakość swoich mityngów. Czy to się przełoży na kosmiczny poziom na igrzyskach? Nie byłbym tego taki pewien. Tam jest turniejowe bieganie. Ono znacznie bardziej mi leży. Wiem, że mogę wówczas nadrobić taktyką, inteligentnym rozpracowaniem rywali" - wspomniał średniodystansowiec.

Bardzo cieszy go krajowa rywalizacja, bo widać wyraźnie, że polska lekkoatletyka stoi poza rzutami, właśnie średnimi dystansami.

"U dziewczyn są Asia (Jóźwik) i "Angie" (Cichocka). U nas jest Adam Kszczot, Patryk Dobek, Marcin Lewandowski. Jest z kim się ścigać. Dobry występ w Tokio potwierdzi nasze osiągnięcia z ostatnich lat. Celem krótkoterminowym jest minimum. Niby jestem w rankingu 24. i powinno to dać olimpijską przepustkę, ale wynik poniżej 1.45,20 byłby i minimum, i moją życiówką. W to mierzę, celuję i absolutnie jest to do osiągnięcia. Starty w hali dały mi mocnego motywacyjnego kopa i chcę pokazać latem, na co mnie stać" - podsumował Borkowski.

Autor: Tomasz Więcławski



Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Borkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje