Reklama

Reklama

Tokio 2020. Żeglarstwo. Igrzyska mimo przeciwności losu – po starcie Polacy w dziesiątce

Na olimpijskim akwenie w Enoshimie odpoczywali dziś deskarze, za to do gry weszły łodzie w klasie 49er – męskie i kobiece. A tu mamy reprezentantów Polski, w tym męski duet Łukasz Przybytek – Paweł Kołodziński, który stać na miłą niespodziankę. Na razie Polacy są w czołowej dziesiątce.

Obaj gdańszczanie są już po 30-stce, to dla nich trzecie igrzyska. W Londynie debiutowali po zaledwie półtorarocznej współpracy, zajęli 13. lokatę. W Brazylii cztery lata później było już lepiej, ale dziewiąta pozycja i tak ich nie satysfakcjonowała. - Rozmawiamy z Łukaszem tylko o najwyższych celach - mówił mi Paweł Kołodziński w marcu, gdy okazało się, że może wrócić do łodzi i powalczyć o olimpijski start, co wcześniej wydawało się niemal pewne.

Złamana kość udowa Polaka w Kieler Woche

Tyle że 12 września zeszłego roku sytuacja się zmieniła - Polacy znakomicie radzili sobie w prestiżowych regatach Pucharu Świata Kieler Woche. Łodzie w klasie 49er są spore -  tu powierzchnia żagla wynosi blisko 60 metrów, na pełnym wietrze płyną nawet 40 km na godzinę. I właśnie w Kilonii łódź rywali przepłynęła za blisko Polaków - zahaczyła skrzydłem wiszącego nad wodą Kołodzińskiego, który zdołał jednak upaść na podkład. Przybytkowi udało się przewrócić łódź, bo inaczej trudno by ją było zatrzymać, a jego załogant został przekazany ratownikom. Okazało się, że Kołodziński ma złamaną lewą kość udową, doszło do jej przemieszczenia i naruszenia nerwów. To oznaczało, że już nie tylko sezon dla Polaków się zakończył, ale i start w igrzyskach został poważnie zagrożony. Wcześniej bowiem Przybytek z Kołodzińskim wywalczyli olimpijską kwalifikację dla kraju, a w ich miejsce mogli jeszcze wskoczyć Dominik Buksak i Szymon Wierzbicki. 33-letni żeglarz z Gdańska przeszedł operację, a później cały proces rehabilitacji nadzorowany przez dr. Witolda Dudzińskiego z kliniki Rehasport, lekarza głównego kadry narodowej. Sprawność udało się odzyskać niemal w ostatniej chwili - na początku kwietnia Przybytek z Kołodzińskim byli już na wodzie, a w czerwcu Polski Związek Żeglarski ogłosił, ze to jednak oni popłyną w Tokio.

Reklama

Ten akwen leży Polakom

A Polacy w Enoshimie pływać potrafią, dwa lata temu byli tu na podium w Pucharze Świata, rok wcześniej w Japonii też zajęli trzecie miejsce. - Nam ten akwen leży, jest wymagający, potrafi tam wejść fala oceaniczna. Do tego są mocne prądy, których nie da się przewidzieć i zróżnicowany brzeg - mówił Paweł Kołodziński. I takie kłopoty były już dzisiaj - trzy wyścigi w męskiej klasie 49er zaplanowano na samym końcu, ale udało się rozegrać tylko jeden. Na pięć minut przed startem wiatr bowiem osłabł i zmienił kierunek. Start przesunięto, zawodnicy spędzili w oczekiwaniu na wodzie prawie półtorej godziny. Gdy już w końcu ruszyli, to na drugim znaku pomiarowym wiatr znowu zmienił kierunek, więc rywalizację przerwano. Dopiero w kolejnej próbie udało się go przeprowadzić od początku do końca, ale już dwa kolejne przełożono na jutro. Polska łódź od początku płynęła w okolicach siódmego-ósmego miejsca, ale linię mety przecięła jako dziewiąta, skutecznie broniąc się przed Austriakami i Portugalczykami. W klasie 49er oraz kobiecej 49erFX rywalizacja odbywa się w dwunastu wyścigach (najgorszy wynik nie liczy się do punktacji), a czołowa dziesiątka stanie jeszcze do biegu finałowego, liczonego podwójnie.

Polski trener ma liderkę

W kobiecych zmaganiach w klasie 49erFX nasz kraj reprezentuje załoga Aleksandra Melzacka - Kinga Łoboda. Polki nie mają wielkiego doświadczenia, choć raz w karierze były drugie w Pucharze Świata, w 2019 roku w Marsylii. Dziś w stawce 21 łodzi zaczęły obiecująco, od ósmej lokaty. W dwóch kolejnych wyścigach było już gorzej, bo do mety przypłynęły na 14 i 16 pozycji. W łącznej klasyfikacji Polki są na 15. miejscu, ale strata do dziesiątej łodzi z Argentyny nie jest wielka.

Dwa kolejne wyścigi ma też za sobą Magdalena Kwaśna w najliczniejszej klasie Laser Radial, która dziś była 15. i 18. Tu zawodniczki mają już za sobą sześć wyścigów z dziesięciu, czyli minęły półmetek. Polka jest 15., ale choć nie ma dużych strat do dziewiątej Franzucki Bolou, to raczej ciężko wierzyć w tak duży awans. Problem w tym, że Kwaśna tylko raz dopłynęła do mety w dziesiątce. Wyraźnie prowadzi zaś Dunka Anne-Marie Rindom, którą trenuje polski szkoleniowiec Piotr Wojewski.

W środę do zmagań przystąpią kolejne klasy, w tym kobieca 470. W niej zaś nadzieje na dobre lokaty możemy wiązać z występem duet Agnieszka Skrzypulec - Jolanta Ogar-Hill.

Andrzej Grupa

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL