Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Wszoła: 31 lipca to dzień pamiętny dla mnie, a teraz dla naszych biegaczy

31 lipca to dzień pamiętny dla mnie, a od dziś będzie taki także dla zawodników z naszej sztafety mieszanej 4x400 m - powiedział PAP Jacek Wszoła, który dokładnie 45 lat temu został mistrzem olimpijskim w skoku wzwyż. Dodał, że dziś o medale igrzysk jest trudniej.

Polska sztafeta mieszana 4x400 m zdobyła złoty medal igrzysk olimpijskich w Tokio. Biało-czerwoni w finale poprawili rekord Europy czasem 3.09,87. Drugie miejsce zajęli reprezentanci Dominikany, a trzecie Amerykanie.

Polacy biegli w finale w składzie: Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński. Ich czas jest rekordem Starego Kontynentu, a także rekordem olimpijskim. To drugi wynik w historii tej konkurencji.

45 lat temu 31 lipca 1976 roku mistrzem olimpijski został w Montrealu 19-letni wówczas skoczek wzwyż Jacek Wszoła.

Reklama

Gdzie i kiedy oglądać Polaków w Tokio - Sprawdź teraz!

"Dla mnie jest to dzień pamiętny i dla naszej sztafety mieszanej też taki będzie. Więcej - zostanie pamiętny dla całej polskiej lekkiej atletyki i olimpizmu. Trzeba też pamiętać, że tego samego dnia co ja w Montrealu srebro zdobyła - nomen omen - sztafeta męska 4x400 m. (...) Cała ta numerologia dla wyniku sportowego oczywiście nie ma większego znaczenia, ale daty żyją później zarówno w pamięci sportowców, jak i kibiców. Igrzyska najczęściej są rozgrywane w podobnych terminach, więc trochę takich sympatycznych dni, które będziemy zawsze pamiętać jest" - powiedział w rozmowie z PAP Wszoła.

Pytany o to, jak to jest możliwe, że Polska nie ma obecnie biegaczy na 400 m, którzy mogą się liczyć w walce o medale mistrzostw świata czy igrzysk, a jednak potrafi zbudować zespół na złoto.

"Też czasami sobie zadaję takie pytanie (śmiech). Wydaje mi się jednak, że wiem jak to jest możliwe. Sam w sporcie też kilka razy chyba to udowodniłem. (...) Gdyby można było wziąć tabelki z wynikami sezonu czy wcześniejszymi rekordami, to wystarczyłoby ich podstemplowanie, a igrzyska byłyby zbędne. (...) Zobaczmy, co dzisiaj zrobił Duszyński na ostatniej zmianie. Ten chłopak biegał wcześniej na 400 m na poziomie 45,5 sekundy. A dziś, w tłoku, przy walce ramię w ramię, obiegając rywali - oczywiście, że ze startu lotnego, ale robi wynik nieco ponad 44 sekundy. To kolosalna różnica" - ocenił Wszoła.

Przyznał, że przy każdej dużej imprezie aktywizuje się jako kibic, przegląda rankingi, tabele, statystyki.

"Zawsze staram się na to wszystko patrzeć racjonalnie, oceniając możliwości poszczególnych osób czy zespołów. Nie wszystko jak widać w sporcie da się przewidzieć przed startem. A tu dziś facet (Duszyński - PAP) wykręca nieprawdopodobny rezultat. To fantastyczne. Zalewski robi swoje. Były sprinter ustawia sztafetę. Natalia Kaczmarek staje na głowie i wyprowadza ją na świetną pozycję. Justyna robi to, co do niej należy, nie daje się sprowokować. Czy może być coś piękniejszego? W tym biegu było wszystko, cały urok sztafety, z jej taktyką i pięknem" - ocenił Wszoła.

Dodał, że oczywiście 400-metrowcy przechodzą dziś do historii polskiego sportu. Dodatkowo zaznaczył, że dziś jest jeszcze trudniej o medale igrzysk, bo wiele państw po upadku komunizmu się rozpadło i teraz chętnych do medali nacji jest więcej.

"Po prostu kandydatów do medali z różnych państw jest coraz więcej. (...) Sztafeta mieszana to nowa konkurencja, ale zwycięzców się nie sądzi. Nie ma znaczenia kto na świecie się do niej przygotował, kto wystawił jaki skład. Nieobecni nie mają racji" - zakończył Wszoła.

Złoty medal sztafety mieszanej 4x400 m jest drugim krążkiem dla Polski podczas igrzysk w Tokio. Wcześniej rywalizujące w wioślarskiej czwórce podwójnej Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak i Katarzyna Zillmann zdobyły srebrny medal. 

autor: Tomasz Więcławski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje