Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Taekwondo - Paziński: Ola Kowalczuk była o włos od medalu

"Ola Kowalczuk walczyła o brąz igrzysk jak równy z równym; otarła się o medal, była o włos" - powiedział PAP piąty zawodnik igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro Piotr Paziński. Jego zdaniem już za trzy lata w Paryżu o medalu w taekwondo będzie można mówić w trybie dokonanym.

Taekwondzistka Aleksandra Kowalczuk miała szansę zdobyć pierwszy medal dla Polski na igrzyskach w Tokio. 24-letnia zawodniczka OŚ AZS Poznań w kategorii +67 kg przegrała walkę o brązowy medal z utytułowaną Brytyjką Biancą Walkden.

W turnieju spisywała się znakomicie, ale w ćwierćfinale musiała uznać wyższość późniejszej mistrzyni olimpijskiej Serbki Milicy Mandic. Po wygranej w repasażu o brąz przyszło jej się zmierzyć z Walkden. Przez długi czas walczyła jak równy z równym, ale większe doświadczenie Brytyjki wzięło górę. Ostatecznie Polka została sklasyfikowana na piątym miejscu.

Reklama

Paziński, który pięć lat temu w Rio de Janeiro zajął także piąte miejsce w turnieju olimpijskim, przyznał w rozmowie z PAP, że towarzyszą temu mieszane uczucia.

"Człowiek zdaje sobie sprawę, że bardzo niewiele zabrakło do upragnionego medalu olimpijskiego. I tego jest żal. Z drugiej strony, gdy emocje opadają, to zaczyna się doceniać swój wynik. Po Oli widać było, jak mocno to przeżywała od razu po walce. W tym momencie cierpko leciały jej łzy po policzkach, ale teraz myślę, że dociera do niej to, co zrobiła. Była w pierwszej siedemnastce najlepszych ludzi na globie podczas najważniejszej imprezy — tym razem pięciolecia — i doszła do walki o brąz. Nikt jej tego nie dał, sama to sobie wywalczyła" - wskazał Paziński.

Olimpijczyk z Rio de Janeiro obecnie jest trenerem taekwondo w Klubie Sportowym Tebek. Jego zdaniem w walce o brąz zaważyło doświadczenie rywalki z Wielkiej Brytanii, która rozstawiona była w turnieju olimpijskim z numerem 1.

"Na pewno Ola będzie po czasie zadowolona z tego rezultatu. Znając jej charakter, pewnie będzie w tym doza żalu, bo przegrana 3:7, to porażka o włos. Było naprawdę blisko niespodzianki sprawionej przez zawodniczkę z naszej dyscypliny. Byłby to pierwszy medal naszej reprezentacji w Tokio, no i pierwszy w historii taekwondo olimpijskiego dla Polski. Brytyjka wykazała się dużą elastycznością i świetnie dostosowywała się do tego, co działo się na macie. Punktowała ciosami ręką, co dało jej przewagę. Potem Ola musiała się już otworzyć i nadziała się na kontrę. Walka była jednak bardzo wyrównana" - ocenił Paziński.

Kowalczuk była jedną z dwóch Polek, które wystąpiły w Tokio. Startująca w kategorii 57 kg Patrycja Adamkiewicz odpadła w 1/8 finału. Paziński ma nadzieję, że podczas kolejnych igrzysk olimpijskich za trzy lata w Paryżu reprezentacja Polski będzie liczniejsza i w końcu wróci z medalem.

"Po starcie w Rio bardzo ruszyło do przodu nasze taekwondo. Świadomość trenerów, że trzeba się edukować wzrosła. Zawodnicy zobaczyli, że nie jesteśmy daleko za całym światem, ale ocieramy się o medale. Ola była jeszcze bliżej medalu niż ja, bo walczyła ze świetną Brytyjką równorzędnie. (...) Obyśmy w Paryżu już nie otarli się o medal, ale mogli porozmawiać o tym, co da dla rozwoju tej pięknej dyscypliny przywieziony z igrzysk krążek" - dodał Paziński.

autor: Tomasz Więcławski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje