Reklama

Reklama

Tokio 2020. Siatkówka. Polska – Francja. Earvin Ngapeth - genialny francuski skandalista

Prowokuje, bulwersuje, ale też gra w siatkówkę jak mało kto. Earvin Ngapeth, to jednak wciąż jeden z najbardziej wartościowych siatkarzy na świecie. Na tych igrzyskach nie zachwyca. Francuzi mówią i piszą o tym, że nawet na parkiecie zachowuje się tak jakby przebywał na kwarantannie.

Nie wiadomo, czy podczas turnieju w Rimini Ngapeth celowo chciał zdestabilizować polską reprezentację przed igrzyskami w Tokio, czy coś mu się przewidziało? Podczas turnieju Ligi Narodów w Rimini 30-letni Francuz oskarżył trenera Vitala Heynera i Michała Kubiaka o rasizm. FIVB wszczęło dochodzenie. Nic nie zarzucili belgijskiemu szkoleniowcowi i jednemu z liderów polskiej drużyny.

N’Gapeth nie zawsze najpierw myśli zanim coś powie, albo robi. Na parkiecie i poza nim. Od zawsze były z nim problemy. Mieli je trenerzy, klubowi działacze, stróże prawa.

"Zbrodnie i kary" Eaervina Ngapetha

Długo by wymieniać. Już w kadrze juniorów dostał zawieszenie. Podczas mistrzostw świata w 2010 roku chciał pobić w szatni trenera, który - zdaniem zawodnika - nie dawał mu zbyt wielu szans na grę., To był 2010 roku francuski sport cierpiał. Piłkarze właśnie w kompromitujący sposób pożegnali się z mistrzostwami świata, strajkując i występując przeciw trenerowi Raymondowi Domenechowi. Bunt piłkarzy stał się sprawą wagi państwowej. Dyskutowano o nim w parlamencie. Ngapeth został porównany do Nicolas’a Anelki, który został usunięty z piłkarskiej kadry na mundialu w RPA. Nazwano go "Anelką siatkówki". To nie był komplement.

Reklama

Roczna dyskwalifikacja mocno dała mu się we znaki. - Ciężko przeżyłem to zdarzenie. Moja mama płakała. Była zdegustowana tym, jak mówiono o mnie w mediach. Zachowanie niektórych ludzi mnie załamało - opowiadał potem we francuskiej telewizji.

Ta "zbrodnia i kara" niewiele go nauczyła. Dalej dał się unosić emocjom. W minionej dekadzie uczestniczył w bójce w dyskotece w Montpellier. Pokłócił się z działaczami swojego rosyjskiego klubu Kemerowo, którzy nie pozwolili mu wrócić do domu, by być przy narodzinach syna. W Kazaniu, gdzie grał ostatnio, również nie informował szefów klubu o nagłych wylotach do rodziny we Francji. Pobił konduktora TGV, gdy ten nie pozwolił na opóźnienie pociągu, by znajomy siatkarza mógł zdążyć na odjazd. Sprawę po kilku miesiącach umorzono. We włoskiej Modenie został zatrzymany przez policję za kierowanie samochodem po pijanemu. Dostał wyrok w zawieszeniu. W Brazylii trafił za kratki oskarżony o napaść seksualną.

Chciał być piłkarzem, został siatkarzem

Nie ma jednak wątpliwości, że przy swoich życiowych wadach, jest genialnym siatkarzem. Francuzi, pewnie trochę na wyrost piszą, że jest w tej chwili tylko dwóch tak zdolnych zawodników: Ngapeth i Wilfredo Leon.

Potrafi zachwycić i dać "Trójkolorowym" ważne zwycięstwa. W 2015 roku w czasie finału mistrzostw Europy ze Słowenią to jego genialne zagranie tyłem do siatki dało Francuzom złoto. Ngapeth wprowadził swoją narodową drużynę do igrzysk w Tokio po wspaniałym asie serwisowym w meczu z Niemcami podczas turnieju kwalifikacyjnego. Ma na koncie mistrzostwo Europy, dwa zwycięstwa w Lidze Narodów w 2015 i 2017 roku.

Ten syn byłego zawodnika reprezentacji Kamerunu dał dzięki tym sukcesom siatkówce we Francji impuls do rozwoju i wzrostu popularności. On sam jest dobrym przykładem jak bardzo siatkówka w tym kraju była traktowana po macoszemu. W dzieciństwie chciał być piłkarzem. Trenował w jednym zespole we Frejus z Layvinem Kurzawą, dziś piłkarzem Paris Saint-Germain. W Poitiers, gdzie przeprowadzili się jego rodzice, za namową ojca poszedł na testy do klubu siatkarskiego. Szkoleniowcy od razu poprosili, by wyrobić mu licencję. Początkowo łączył piłkę nożną z siatkówką, ale kiedy zdobył młodzieżowe mistrzostwo Francji z lokalnym klubem, postawił na siatkówkę.  I tak zostało.

W Tokio magia Ngapetha nie działa

Siatkówka nadal jest we Francji sportem zespołowym ustępującym pod względem popularności piłce nożnej piłce nożnej, rugby, koszykówce, piłce ręcznej. Niedawno reprezentacyjni siatkarze musieli zgodzić się na obniżkę premii, bo federacji nie udało się znaleźć tytularnego sponsora. Awans do ćwierćfinału turnieju olimpijskiego odnotowano jako gigantyczny sukces. "Pokonanie Polski w ćwierćfinale byłoby czymś magicznym - napisał dziennik "L’Equipe".

Aby tego dokonać "Trójkolorowi" potrzebowaliby siatkarskiego czarodzieja, jakim bywa na parkietach, Ngapeth. W Tokio jego magia na razie nie działa. Zawodzi, ma słabe statystyki, wcale nie jest gwiazdą tej drużyny. "Ngapeth, diabelski, magiczny, nie do powstrzymania wydaje się cały czas jakby w Japonii przebywał na kwarantannie" - napisał po meczu z Argentyną dziennik "L’Equipe". W kolejnych spotkaniach z Rosyjskim Komitetem Olimpijskim i Brazylią nadal nie zagrał na swoim normalnym wysokim poziomie. Dla Polaków to dobra wiadomość.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje