Reklama

Reklama

Tokio 2020. Robert Korzeniowski: Potrzebujemy takich ikon jak Anita Włodarczyk

Anita Włodarczyk rzuciła młotem 78,48 m i została w Tokio po raz trzeci z rzędu mistrzynią olimpijską. "Potrzebujemy takich ikon sportu jak Anita. To piękne, że każda epoka ma swojego bohatera" - powiedział czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie Robert Korzeniowski.

Włodarczyk wygrała rywalizację na igrzyskach trzeci raz. Wcześniej triumfowała w Londynie oraz Rio de Janeiro.

W Tokio brązowy medal wywalczyła Malwina Kopron - 75,49, a siódme miejsce zajęła Joanna Fiodorow - 73,83. Srebro zdobyła Chinka Zheng Wang - 77,03.

Konkurs ułożył się po myśli Włodarczyk. Wprawdzie w pierwszej kolejce rzuciła w siatkę i spaliła, ale po drugiej objęła prowadzenie i nie oddała go już do końca. Na jej twarzy od początku malował się spokój. Nawet po nieudanych próbach widać było, że wie, czego chce i jest na to przygotowana.

Reklama

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Korzeniowski: Każda epoka ma swojego bohatera

Zdaniem Roberta Korzeniowskiego polski sport potrzebuje jak najwięcej takich historii podobnych do kariery i drogi do sukcesu Anity Włodarczyk.

"Bardzo Anicie kibicowałem. Uważam, że potrzebujemy takich ikon, nawiązania do tego, co w żeńskiej lekkiej atletyce robiła Irena Szewińska. Ona oczywiście jako sprinterka miała więcej konkurencji, w których można było sięgać po medale. To piękne jednak, że każda epoka ma swojego bohatera" - powiedział Korzeniowski, który podczas igrzysk w Tokio jest ekspertem Eurosportu.

W ocenie wybitnego lekkoatlety kariera trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej udowadnia, że sport nie jest przypadkowy. "To pokaz tego, że sport może być długodystansowy. To także dowód na to, że wielkie sukcesy rodzą się często w okolicznościach, które są krytyczne. (...) Ten dzisiejszy konkurs i dwa medale to w końcu świetne potwierdzenie istnienia polskiej szkoły rzutu młotem, kolejne potwierdzenie" - mówił Korzeniowski.

Zapytany, czy przez ostatnie dwa lata — gdy Włodarczyk mierzyła się z poważną kontuzją — miał moment zwątpienia, przyznał, że tak.

"Był taki moment. To było chwilę przed tym, gdy ogłoszono przełożenie igrzysk. Przecież one miały być rok temu. Wydawało nam się wtedy wszystkim, że Anita po prostu nie zdąży się przygotować i koniec, bo takie są prawa biologii i reguły medycyny. W tym sezonie też miałem chwile wątpliwości, czy na pewno się to uda. Ona prezentowała na zewnątrz optymizm, ale wiem, że on często musiał ją wiele kosztować" - przyznał.

"Anita Włodarczyk to zawodniczka na trudne czasy"

Mistrz olimpijski z Atlanty, Sydney i Aten nazwał Włodarczyk zawodniczką kompletną.

"Ona przeszła bardzo trudną próbę. To nie jest zawodniczka na dobre, ale na trudne czasy, jak się okazuje. To coś kapitalnego, w jakim stylu ona wróciła do sportu" - dodał.

Jego zdaniem w sporcie "trzeba być absolutnie bezkompromisowym".

"Trzeba być bezkompromisowym, jeżeli chodzi o wybory życiowe. Nie można być trochę sportowcem, czy mistrzem olimpijskim. Nie ma miejsca na żadne inne wątki życiowe. Dojrzały sportowiec zawsze powinien też odkryć swoją misję życiową. To nie jest już tylko wygrywanie zawodów. To jest coś, co mówi, że jest jakaś racja naszego sportowego bytu. Anita znalazła znakomity dialog ze społeczeństwem. Kochają ją nawet ci, którzy nie interesują się lekką atletyką. Oni wszyscy chcą, aby ona ich reprezentowała. Kolejnym elementem jest etapowe zdobywanie kolejnych stopni wtajemniczenia. Ostatnie lata wielkich karier sportowych rozgrywają się na poziomach intelektualnie niedostępnych dla sportowców, którzy nie przeszli podobnej ścieżki. Są zawodnicy, którzy zadowalają się kolekcjonowaniem archiwaliów, a są tworzący swoją historię dalej" - powiedział Korzeniowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje