Reklama

Reklama

Tokio 2020. Piotr Lisek szósty w konkursie tyczkarzy. Nie spełnił marzenia

Medal olimpijski w Tokio miał być dla polskiego tyczkarza Piotra Liska spełnieniem marzeń. Wynik 5,80 w finale starczył jednak tylko do szóstej pozycji. - Nie każdy może wystartować w finale igrzysk. Mnie się udało. Walczyłem do końca - powiedział. Wygrał fenomenalny Szwed Armand Duplantis 6,02 m, przed Amerykaninem Chrisem Nilsenem 5,97, oraz Brazylijczykiem Thiago Brazem 5,87 m.

- Dziś toczyliśmy walkę ze sobą. Z presją, którą sami na siebie nałożyliśmy i którą wy nam nakładacie - powiedział Piotr Lisek po eliminacjach konkursu skoku o tyczce na igrzyskach w Tokio. Jedyny Polak, który pokonał granicę sześciu metrów drżał o olimpijski awans. Pięć lat temu w Rio de Janeiro był czwarty. Do Tokio przyjechał jako kandydat do olimpijskiego medalu. Wysokość 5,65 m pokonał jednak dopiero w trzecim skoku. Zawadził przy tym poprzeczkę, która w jakiś cudowny sposób utrzymała się na stojakach.

Tokio 2020. Samotność Piotra Liska

Przeżył chwilę ogromnego stresu, by potem dwa razy nie dać sobie rady z wysokością o 10 cm większą. Dla Liska to nie powinien być problem. Rekord życiowy 6,02 m ustanowił w 2019 roku. Granicę sześciu metrów złamał dwa lata wcześniej.

Reklama

W kwalifikacjach w Tokio 5,75 m pokonał jednak dopiero w trzeciej próbie. Także dotknął poprzeczki, ale i tym razem pozostała na miejscu. Ulga była wielka. To był bardzo trudny dzień dla polskich tyczkarzy. Mistrz świata z 2011 roku Paweł Wojciechowski nie poradził sobie z wysokością 5,50. Robert Sobera pokonał 5,65 m, ale wyeliminowała go kontuzja. Lisek pozostał w olimpijskiej rywalizacji w Tokio samotny.

A przecież, gdy w zdobywał tytuł halowego mistrza Europy w Belgradzie w 2017 roku powiedział, że złoto zawdzięcza rywalizacji z trzecim wtedy Wojciechowskim. Dwa lata później w Glasgow role się odwróciły. Wojciechowski zdobył złoto, Lisek srebro. - Absolutnie nie czuję zawodu - powiedział Piotr. - Przegrać z Pawłem to czysta przyjemność - dodał. Już w 2015 roku na mistrzostwach świata w Pekinie Lisek i trzy lata starszy Wojciechowski zdobyli wspólnie brązowe medale. Ich rywalizacja przez lata nakręcała rozwój tej konkurencji.

Wojciechowski powtarzał, że osiągnięcie przez Liska granicy 6 m jest dla niego natchnieniem i motywacją. - Jeśli jeden Polak tego dokonał, dlaczego nie miałby tego zrobić także drugi? - pytał retorycznie. Dotąd mu się to jednak nie udało, mimo pięciu medali wielkich imprez.

Tokio 2020. Lisek w hali i na stadionie

29-letni Lisek ma takich medali 10, łącznie z tym najcenniejszym z Tokio. Sportem zaraziła go mama Beata. Zaczynał od biegów przełajowych i skoku wzwyż. Jego pierwszym klubem była Olimpia Poznań. Od 2012 roku startuje w OSOT Szczecin. W Szczecinie mieszka z żoną Aleksandrą, która też kiedyś skała o tyczce.

W czerwcu 2012 roku Lisek skoczył 5,30 m i zajął drugie miejsce w mistrzostwach Polski seniorów w Bielsku Białej. Testy dopingowe wykazały metyloheksaminę w jego organizmie po wypiciu ogólnodostępnego napoju energetycznego. Został zdyskwalifikowany na sześć miesięcy (od 15 czerwca do 14 grudnia 2012 roku).

Swój pierwszy medal Lisek zdobył w 2009 roku na ogólnopolskiej olimpiadzie młodzieży (brąz). Od 2012 do 2015 roku jego trenerem był Wiaczesław Kaliniczenko pracujący wcześniej z Moniką Pyrek. Sześć lat temu zastąpił go asystent Marcin Szczepański, z którym Lisek pracuje do dziś. Zdobyli razem trzy medale mistrzostw świata - srebrny w Londynie w 2017 roku, brązowe w Pekinie w 2015 roku i w Doha w 2019.

Pozostałe miejsca na podium wywalczył w halowych mistrzostwach świata i Europy. Długo uchodził za zawodnika, który lepiej skacze pod dachem, z czym Piotr nie chciał się zgodzić. Wynik 6 m osiągnął w hali w Poczdamie, ale 6,02 uzyskał w Monaco na otwartym stadionie 12 lipca 2019 roku. To oczywiście rekord Polski.

Dariusz Wołowski



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje