Reklama

Reklama

Tokio 2020: Piotr Lisek bez medalu

Piotr Lisek stracił szansę walki o medal na igrzyskach w Tokio. Polak zakończył konkurs z wynikiem 5,80 m, co dało mu szóstą pozycję. Złoty medal zdobył Armand Duplantis ze Szwecji.

Spośród trzech Polaków, którzy wzięli udział w eliminacjach skoku o tyczce mężczyzn, tylko Piotr Lisek zdołał zakwalifikować się do finałowej rywalizacji. Choć i on miał bardzo nerwowe chwile. Podopieczny Marcina Szczepańskiego zaczął bezbłędnie od 5.50 m, po czym pojawiły się schody. Już wysokość 5.65 m sprawiła nie lada problemy Polakowi, który dwa razy sobie nie poradził i stał pod ścianą. Ostatnia próba jednak zakończyła się sukcesem.

Gdzie i kiedy oglądać Polaków w Tokio - Sprawdź teraz!

Reklama

- To był dla mnie szalenie trudny konkurs, dzisiaj wygrała moja głowa - powiedział Lisek tuż po eliminacjach w rozmowie z Interią.

W finale głównym faworytem był rekordzista świata Armand Duplantis ze Szwecji, ale i Polak wymieniany był przez ekspertów jako kandydat do podium. 

Konkurs rozpoczął się od wysokości 5,55 m. I tę wysokość zaatakował również Lisek, bardzo pewnie pokonując poprzeczkę. Kłopotów nie mieli również Duplantis, Thiago Braz z Brazylii i Brytyjczyk Harry Coppell. Renaud Lavillenie z Francji opuścił tę wysokość. Kibice niepokoili się o jego zdrowie, bo po upadku podczas rozgrzewki wyglądał na mocno obolałego.

Na szczęście Francuz się pozbierał i w pierwszej próbie pokonał 5,70 m. Problemy miał za to Lisek, który zrzucił poprzeczkę przy swojej pierwszej próbie. Polak postanowił przenieść dwie kolejne próby na wysokość 5,80 m. I jak się okazało, była to znakomita decyzja, bowiem Polak doskonale sobie poradził i wrócił do walki o medale.

Jak się okazało, tę wysokość pokonało tylko siedmiu zawodników, natomiast Lavillenie, zmagający się z bolącą stopą, nie atakował poprzeczki zawieszonej na 5,80 m. Francuz podjął próbę na 5,87 m, ale widać było, że odczuwa ból, bo za pierwszym podejście właściwie przebiegł przez materac, nawet się nie wybijając. 

Na 5,87 m swoją pierwszą próbę strącił także Lisek, który znów znalazł się w trudnej sytuacji, bo Thiago Braz z Brazylii i Christopher Nilsen z USA zaliczyli tę wysokość za pierwszym razem. Niestety również i za drugim razem polskiego tyczkarzowi nie udało się pokonać poprzeczki i medal zaczął uciekać. Trzecia próba również okazała się nieudana i nasz tyczkarz stracił szasnę na miejsce w pierwszej trójce.

Ostatecznie okazało się, że właśnie 5,87 dawało już medal. Właśnie taki wynik do brązu wystarczył Brazowi, który nie poradził sobie już z kolejnymi wysokościami. Dziesięć centymetrów wyżej udało się skoczył Nilsenowi i to Amerykanin zakończył konkurs na drugiej pozycji. Zwycięzcą został Duplantis, który jako jedyny przekroczył granicę sześciu metrów, zdobywając pierwszy w swojej karierze złoty medal igrzysk olimpijskich.

Po skoku na wysokość 6,02 m próbował atakować rekord świata i zawiesił poprzeczkę na 6,19 m! Niestety, mimo tego, że było blisko, ostatecznie nie udało mu się ponownie pobić rekordu świata, ale i tak może być zadowolony ze swojej postawy.
KK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje