Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Lekkoatletyka. Krzysztof Augustyn: To nie jest przypadkowy medal

Trener kadry narodowej w chodzie sportowym Krzysztof Augustyn zapewnił, że złoty medal igrzysk Dawida Tomali nie jest przypadkowy. "Ten wyścig rozpracował po mistrzowsku i zwycięstwo mu się należało" - ocenił w rozmowie z TVP.

Krzysztof Augustyn jest jednym z trenerów, którzy wraz z zawodnikami przebywa w Sapporo. To właśnie tam przeniesiono rywalizację w chodzie oraz maratonie. Uznano, że w Tokio panują zbyt ekstremalne warunki, by startować na tak długich dystansach.

"Przepiękny, ostatni w historii wyścig na 50 km. To nas cieszy, on to rozegrał po mistrzowsku. Wszyscy trzymaliśmy kciuki za Dawida. Polacy będą mieli dużo radości z tego sukcesu" - ocenił Augustyn.

Dawid Tomala mistrzem olimpijskim

Dawid Tomala pokonał dystans w 3.50,08. Srebro zdobył Niemiec Jonathan Hilbert, a brąz Kanadyjczyk Evan Dunfee.

Polak od samego początku rywalizacji szedł w czołowej grupie. Prowadził ją przez wiele kilometrów, a w okolicach 30-tego kilometra postanowił zaatakować. Z każdym kilometrem rosła jego przewaga, która na sześć kilometrów przed metą wynosiła nawet ponad trzy minuty. Wtedy stało się jasne, że nikt nie doścignie Polaka. Słabł na ostatnich dwóch kilometrach, ale stał się autorem jednej z największych sensacji tegorocznych igrzysk.

Reklama

Zdaniem Augustyna duży wpływ na wygraną Tomali miał sposób chłodzenia ciała w trakcie rywalizacji.

Najnowsze informacje z igrzysk olimpijskich - Sprawdź

"Świetnie to rozpracował. Trzeba pamiętać, że ten złoty medal to też zasługa jego trenera i ojca Grzegorza. Tworzą bardzo zgrany duet, który doskonale się rozumie. Z tego miejsca, jako trener-koordynator chciałbym złożyć gratulacje. Wykonaliście ciężką pracę, cały czas jesteście we dwoje i rozumiecie się jak łyse konie" - podsumował.

Trener wiedział, że Tomala jest w formie. Zadowolony był już z jego występu w marcu, kiedy wygrał mistrzostwa Polski.

"Widać było, że wybrany trening specjalistyczny mu służy. Świetnie go dobrali. Już w Japonii było też widać, że świetnie znosi warunki atmosferyczne, które tu panują. Szybko się zaaklimatyzował. A już w trakcie wyścigu poczuł krew, poszedł po swoje, rozegrał to po mistrzowsku" - ocenił Augustyn.

Tomala dopiero trzeci raz startował na tym dystansie - za pierwszym razem nie ukończył, za drugim wypełnił minimum olimpijskie, za trzecim zdobył złoto igrzysk. W Paryżu "królewskiego" dystansu nie będzie już w programie. Ma go zastąpić rywalizacja mieszana, ale szczegółów jeszcze nie podano.

"Trochę miałem obaw, czy ten jego atak nie nastąpił zbyt wcześnie. On jednak na 35 km się uśmiechnął do nas. Wtedy wiedziałem, że będzie wielka bomba. Na szczęście tak się stało. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana, a dzisiaj to my go pijemy" - powiedział.

Złoto Tomali jest czwartym polskim złotym medalem igrzysk olimpijskich w chodzie na królewskim dystansie. Wcześniej - trzy razy z rzędu - triumfował Robert Korzeniowskim, który został mistrzem olimpijskim w Atlancie, Sydney i Atenach.

To jedenasty medal, a czwarty złoty wywalczony przez polskich sportowców w igrzyskach w Tokio.

Wszystkie cztery złota w tegorocznych igrzyska są dziełem lekkoatletów. Wcześniej na najwyższym stopniu podium stanęli sztafeta mieszana 4x400 m oraz Anita Włodarczyk i Wojciech Nowicki w rzucie młotem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje