Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Lekkoatletyka. Fajdek i Nowicki - zupełnie inni, tak samo wielcy

Rzut młotem jest jedyną konkurencją podczas igrzysk olimpijskich w Tokio, w której Polacy mogą realnie liczyć na trzy medale. Anita Włodarczyk dwa mistrzostwa olimpijskie już ma. Czas na panów. W gronie murowanych faworytów są Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki - zupełnie inni, tak samo wielcy.

Włodarczyk to jedno z najważniejszych nazwisk w polskim sporcie w XXI wieku. Zawodniczka, która zdobyła już wszystko, niczego nie musi ścigać, niczego nikomu udowadniać. Przez ostatnie dwa lata walczyła jednak jak lew o to, aby wygrać... z kontuzją, bo z rywalkami zdrowa wygrywała już tyle razy, że trudno to policzyć. W Tokio wystąpi po raz pierwszy od dawna w nieco innej roli. Oczywiście - faworytki, ale nie liderki światowych tabel w tym roku. W tych prowadzi Amerykanka DeAnna Price, która jako jedyna kobieta w 2021 roku rzuciła powyżej 80 metrów.

Reklama

Polka rozkręcała się jednak ze startu na start i w Bydgoszczy pod koniec czerwca uzyskała 77,93. W jej przypadku nie trzeba się zastanawiać, czy wytrzyma presję igrzysk. Wygrywała je bowiem w 2012 i 2016 roku. Gdyby dołożyła trzecie złoto - nikt nie mógłby powiedzieć, że to niespodzianka. Sama przyznaje jednak, że po zaledwie kilku miesiącach treningów po powrocie do zdrowia nie można od niej oczekiwać wyniku powyżej 80 metrów. Jako realne wskazuje 77-78 metrów.

"Dalej tak sądzę. Jeżeli jednak przekroczę granicę 80 metrów w tym roku, to będę zaskoczona, ale bardzo zadowolona i szczęśliwa. Po tych wszystkich perturbacjach zdrowotnych przyjmę każdy medal w Tokio z uśmiechem" - mówiła przed wylotem do Japonii. Nieco z drugiej linii polską mistrzynię postara się w walce o medal wesprzeć Malwina Kopron. Optymiści twierdzą, że ona także nie jest bez szans w rywalizacji o podium, ale jej krążek w tak mocnej stawce pań byłby jednak zaskoczeniem na plus.

Realne są natomiast dwa medale Polaków w rywalizacji mężczyzn w rzucie młotem. Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki to zupełnie inni ludzie, ale tak samo wielcy sportowcy. Ten pierwszy jest czterokrotnym mistrzem świata. Drugi ma w dorobku brązowy medal olimpijski z Rio de Janeiro, trzy brązowe krążki z mistrzostw świata i złoto mistrzostw Europy 2018.

Fajdek po to w ubiegłym roku rozpoczął współpracę z Szymonem Ziółkowskim (mistrzem olimpijskim z Sydney), aby zdjąć z siebie "klątwę igrzysk". Te w Tokio będą już jego trzecimi. W 2012 roku spalił wszystkie trzy próby w eliminacjach. Cztery lata później był dominatorem na światowych arenach, ale przegrał sam ze sobą oraz z upalną pogodą. Rzutów w eliminacjach nie palił, ale były one o 10 metrów krótsze od jego najlepszych prób w sezonie. Znów nie pozwoliło to na awans do finału.

"Eliminacje są kluczem do wszystkiego. Gdy już byłem w finałach, to zawsze sobie świetnie radziłem. W Tokio także największy stres będzie właśnie w walce o wejście do finału" - podkreślił Fajdek.

82,98 to jego najlepszy wynik w sezonie, który jednocześnie jest najlepszym na świecie.

"To prawda, czuję się w tym roku mocny, ale przecież były sezony, gdy byłem nie do pokonania. W tym roku stawiam na to, aby w konkursie poprawiać się z rzutu na rzut. Jestem coraz starszy. Nie chcę ryzykować na początku konkursu, tylko małymi krokami wykonywać swoje cele" - wskazał Fajdek po jednych z wygranych w tym roku zawodów. Po innych dodawał, że sama seria w konkursie nie ma większego znaczenia, bo w rzucie młotem liczy się tylko jeden, najdalszy rzut. Zapewne tylko jego w światowej stawce stać na "petardę" pod 84 metry. Doświadczenia z Rio uczą jednak, że kluczem będzie mocna głowa. Nad tym pracował przez ostatnie miesiące jego szkoleniowiec Szymon Ziółkowski, który chce mieć w dorobku tytuł mistrza olimpijskiego jako zawodnik i trener.

Spokojniejszy, mniej ekspresyjny, niezwykle równy. To można powiedzieć o drugim polskim mistrzu w rzucie młotem. Powiedzieć, że Wojciech Nowicki to oaza spokoju, to nic nie powiedzieć.

"Bardzo się cieszę z równej serii. Wszystkie rzuty były na dobrym poziomie. Widać, że jestem stabilny" - takie i bardzo podobne słowa Nowicki wypowiadał w tym roku po niemal wszystkich zawodach.

Po każdych dodawał, że dla niego najważniejsze jest, aby na podium w Tokio stanęli dwaj reprezentanci Polski.

"Każda konfiguracja, w której obaj z Pawłem zdobędziemy medale jest dla mnie do przyjęcia. Z każdej będę bardzo szczęśliwy. Znam już smak olimpijskiego medalu i wiem, jak cenny jest to krążek. Drugi w kolekcji byłby jeszcze większym osiągnięciem" - mówił Nowicki.

Fajdek dodawał jeszcze przed wylotem do Japonii, że "wcale nie jest murowanym faworytem do złota, chociaż pewnie będzie tak nazywany".

W gronie głównych rywali - poza Nowickim - wymieniał Amerykanina Rudego Winklera, o którego aktualnej dyspozycji jednak niewiele wiadomo, a także młodego Ukraińca Mychaiło Kochana. "Kluczem są w moim przypadku jednak eliminacje. Najpierw się na tym skupmy" - dodawał czterokrotny mistrz świata.

Między Fajdkiem i Nowickim nie ma żadnej złej krwi. Wielokrotnie wypowiadali się o sobie w samych superlatywach, szanując swoją klasę sportową. Ich dublet w rywalizacji w Japonii byłby potwierdzeniem dominacji na światowych arenach w ostatnich latach. "Na pewno obaj jesteśmy przygotowani do walki o medale. O tym mogę zapewnić" - powiedział Nowicki.

Kwalifikacje w rzucie młotem mężczyzn zaplanowane na poniedziałek 2 sierpnia. Finał rozegrany będzie dwa dni później. Anita Włodarczyk w eliminacjach wystartuje 1 sierpnia, a o trzeci tytuł mistrzyni olimpijskiej powalczy 3 sierpnia. Medale w tej konkurencji mogą wyraźnie poprawić bilans polskiej reprezentacji na igrzyskach w Tokio, który do tej pory jest niezwykle skromny. Dotychczas jedyny krążek - srebro - wywalczyły wioślarki w czwórce podwójnej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje