Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Kajakarstwo. Rosolska: Trener Kryk zbudował wielki team; czapki z głów

Trzykrotna medalistka olimpijska w kajakarstwie Beata Rosolska powiedziała PAP, że jej serce się raduje ze srebrnego medalu koleżanek kajakarek zdobytego w Tokio. "Trener kadry Tomasz Kryk zbudował wielki team. Czapki z głów, ale to jeszcze nie koniec" - powiedziała.

Karolina Naja i Anna Puławska zdobyły srebrny medal w konkurencji K2 500 m kajakarskich regatach olimpijskich w Tokio. Blisko podium była Marta Walczykiewicz, która zajęła czwarte miejsce w jedynce na 200 m.

Dwójki na 500 m to już polska olimpijska specjalność. Od igrzysk w Sydney (2000) kajakarki regularnie stają na podium w tej konkurencji, nie zabrakło ich także w Tokio. Naja (Posnania) i Puławska (AZS AWF Gorzów Wlkp.) w finale nie sprostały jedynie Nowozelandkom (Lisa Carrington, Caitlin Regal).

31-letnia Naja po raz trzeci stanęła na olimpijskim podium. Wcześniej z Beatą Mikołajczyk (obecnie Rosolską) dwukrotnie zdobyła brązowy medal w Londynie (2012) i Rio de Janeiro (2016). Po igrzyskach w Brazylii kajakarka zaszła w ciążę i wzięła roczny rozbrat ze sportem. Po urodzeniu syna szybko wróciła do kajaków i już po kilku miesiącach w czwórce zdobyła brązowy medal w mistrzostwach świata w Portugalii.

Reklama

"Chciałabym zacząć od tego, że czwarte miejsce Marty Walczykiewicz w jedynce na 200 m, to nie jest porażka. Wiadomo, że zawsze chciałoby się więcej, bo taki jest sens rywalizacji. Każdy mierzy w złoto olimpijskie i to jest normalne. Pamiętajmy jednak, że niewiele osób ma okazję być na czwartym miejscu na świecie w tak ważnych zawodach, jak igrzyska. (...) A dziewczyny w dwójce? Piszą historię. Serce się raduje" - powiedziała PAP Rosolska, bardziej znana pod panieńskim nazwiskiem Mikołajczyk.

Medalistka olimpijska z Pekinu (2008), Londynu (2012) i Rio de Janeiro (2016) w K2 na 500 m przyznała, że Naja już dawno zaczęła pisać piękną historię.

"Teraz ją tylko dopisuje, rozszerza. Medal olimpijski jest spełnieniem największych marzeń sportowych. A zdobycie trzeciego medalu na igrzyskach? To coś wielkiego. Coś o tym wiem i ciężko to opisać słowami. Sądzę, że Karolinie też będzie to trudno wyrazić. To wzór, do którego młodzi zawodnicy powinni dążyć" - powiedziała Rosolska.

Podkreśliła rolę w sukcesie polskich kajakarek, którą odgrywa trener kadry Tomasz Kryk.

"To człowiek, który ma wizję, pojęcie, wielkie doświadczenie. Ma olbrzymią wiedzę i wyczucie. Po prostu czapki z głów. Trener Kryk zbudował wielki team. Cały czas młodzież goni te starsze, a te uciekają przed młodszymi. To sukces. Kadra młodzieżowa jeździ na zgrupowania z seniorkami. To pomaga zdrowej rywalizacji. Przynosi efekt, bo realizowana jest cały czas ta sama wizja, jest ciągłość pracy" - wskazała.

Rosolska przyznała, że nie oglądała finałów z udziałem koleżanek na siedząco. "Emocje były ogromne. Pomiędzy finałami próbowałam spać, bo zaraz po zakończeniu transmisji o 6.30 wstał mój syn i zapytał: mamulka, co robimy na śniadanie? (śmiech). Dalej jestem więc w akcji. Chwila na radość jednak była. Serce się raduje, gdy ktoś zdobywa medale. Moich krążków nikt mi nie zabierze. Dziewczyny piszą swoją, piękną historię. Jestem szczęśliwa, że tacy ludzie jeszcze w sporcie są" - oceniła Rosolska.

"Na generalne oceny startu kajakarzy przyjdzie czas później, bo przecież są starty dwóch dziewczyn na jedynkach, a do tego jest jeszcze występ czwórki. Dziś można powiedzieć jednak na pewno, że cała grupa jest świetnie przygotowana do igrzysk i wykonała wspaniałą pracę" - podsumowała. 

autor: Tomasz Więcławski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje