Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Kaczmarek: Nacieraliśmy się przed biegiem medalem wioślarek

Talizmanem polskiej sztafety mieszanej 4x400 m, która zdobyła złoty medal olimpijski w Tokio, okazał się srebrny krążek wywalczony trzy dni wcześniej przez wioślarską czwórkę podwójną kobiet. "Nacieraliśmy się nim przed biegiem" - przyznała z uśmiechem Natalia Kaczmarek.

Wioślarska osada zdobyła w środę długo wyczekiwany pierwszy medal dla Polski podczas zmagań olimpijskich w stolicy Japonii. Podopieczne trenera Jakuba Urbana mówiły wówczas, że mają nadzieję, iż ich śladem pójdą kolejni krajowi sportowcy. W sobotę zrobiła to lekkoatletyczna sztafeta mieszana w składzie: Karol Zalewski, Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński. Ich czas w finale - 3.09,87 - to rekord Europy (poprawili wynik własnej sztafety z piątkowych eliminacji) oraz rekord olimpijski.

"To prawda, że nacieraliśmy się przed biegiem medalem wioślarek. To było niesamowite uczucie. Nacieraliśmy się srebrem, a wyszło złoto. Teraz będziemy innych polskich sportowców naszymi medalami nacierać" - zaznaczyła szczęśliwa Kaczmarek.

Reklama

23-letnia lekkoatletka przyznała, że bardzo stresowała się swoim sobotnim występem.

"Bo odbierałam pałeczkę od Karola, który jest bardzo szybki i bałam się, że może na mnie wpaść. Pierwszy raz w życiu też biegałam na drugiej zmianie, więc trochę mnie niepokoiło to zejście. Wiedziałam, że bardzo szybkie dziewczyny biegają ze mną. Martwiłam się, że mnie +zamkną+, ale starałam się ruszyć jak najszybciej. Wydaje mi się, że dobrze sobie poradziłam. Brytyjka mnie trochę zaskoczyła, ale cały czas kontrolowałam sytuację i nie zrobiłam niczego głupiego, więc jestem bardzo zadowolona" - podsumowała.

Przyznała, że obserwowanie po zakończeniu swojego występu biegnącego na ostatniej zmianie Duszyńskiego dostarczyło jej wielu emocji.

"Co ja mogę powiedzieć? Jak pobiegłam swoją zmianę, to po prostu usiadłam z Karolem i czekaliśmy na to, co się wydarzy. Jak najpierw Kajtek wyszedł na ostatnią prostą, a potem zaatakował, to krzyczeliśmy. Ja mam zdarte gardło. Ale myślę, że nie ma co się nam dziwić też. To są takie emocje, że my sami jeszcze nie wiemy, co się wydarzyło i to do nas nie dociera. Dotrze może jutro. Na razie po prostu nie wiemy, co się dzieje" - stwierdziła z uśmiechem.

Kaczmarek ma na koncie już sporo sukcesów, z których część osiągnęła w seniorskich imprezach, a część w młodszych kategoriach wiekowych.

"Z trenerem planowaliśmy budowanie szczytu formy na igrzyska. W przeszłości szykowałam się na młodzieżowe mistrzostwa Europy i tam zdobyłam dwa złote medale (w 2019 roku - PAP), więc wszystko przychodzi etapami. Trener bardzo mądrze mnie przygotowuje i za to mu dziękuję. Tak miało być...Ale że aż tak dobrze będzie, to nie wiedziałam. Jest super, bardzo dużo pewności siebie zdobyłam przez te pierwsze biegi. Jestem bardzo zadowolona" - relacjonowała.

Na pytanie o to, komu dedykuje wywalczony w sobotę olimpijski krążek, wymieniła najbliższych.

"Rodzicom i mojemu chłopakowi Konradowi (Bukowieckiemu, kulomiotowi - PAP). Miał on bardzo dużo problemów zdrowotnych i przez to jest trochę w dołku. Mimo to mnie, przy moim supersezonie, wspiera" - zaznaczyła.

Z Tokio Agnieszka Niedziałek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy