Reklama

Reklama

Tokio 2020

Tokio 2020. Judoka Jarosław Lewak: Marzą mi się niespodzianki w Tokio

“Każdy wielki turniej ma to do siebie, że zdarzają się niespodzianki. Mam nadzieję, że na igrzyskach w Tokio sprawi ją ktoś z Polaków" - powiedział były wicemistrz Europy w judo Jarosław Lewak. Najbliżej medalu olimpijskiego był w Atlancie.

Z powodu pandemii koronawirusa igrzyska w stolicy Japonii zostały przełożone na 2021 rok. Odbędą się ćwierć wieku po pamiętnych zawodach w Stanach Zjednoczonych, gdzie złoto zdobył Paweł Nastula (95 kg) i srebro Aneta Szczepańska (66 kg).

Reklama

Lewak wygrał wtedy dwie walki, a w ćwierćfinale spotkał się z Belgiem Philipem Laatsem, którego od marca do maja 1996 pokonał trzy razy. To Polak był faworytem starcia, którego dawało "przepustkę" do strefy medalowej.

"Wygrałem z nim m.in. dwa miesiące przed igrzyskami, a było to podczas mistrzostw kontynentu w Hadze. Miałem więc przewagę psychologiczną, a tymczasem okazało się w Ameryce, że Laats jest wyjątkowo silny... To nie był ten sam Belg, co w poprzednich pojedynkach" - stwierdził wychowanek Gwardii Warszawa.

47-letni Lewak był obiecującym zawodnikiem, w juniorach trzykrotnie sięgnął po krążek ME. W pierwszym sezonie w seniorach (1994) wywalczył wicemistrzostwo Starego Kontynentu w Gdańsku.

"Co ciekawe, wystąpiłem nie w swojej kategorii do 71 kg, lecz w niższej 65 kg. W ciągu trzech miesięcy zbiłem 13 kilogramów, by móc rywalizować w polskich ME. Nie było to nic strasznie trudnego, mój młody organizm dobrze sobie poradził i udało mi się solidnie przygotować do zawodów. Jeśli chodzi o finał z Władimirem Draczko nie brakowało opinii, że zostałem skrzywdzony. Rosjanin wykonał rzut przez głowę, który później był pokazywany na szkoleniach sędziów jako przykładowa sytuacja kwalifikująca się na dyskwalifikację" - relacjonował judoka wydarzenia z 1994 roku.

Lewakowi, którego trenerem w Gwardii był Sławomir Smater (dziś selekcjoner reprezentacji w judo form kata), nie udało się zdobyć medalu MŚ, natomiast w ME poza wspomnianą Hagą 1996, na piątej pozycji uplasował się również we Wrocławiu w 2000 roku. Rywalizował wówczas w kat. 66 kg.

"Wcale nie było przesądzone, że pojadę na swoje drugie igrzyska w Sydney, bowiem byłem rezerwowym na liście uczestników. Brakowało mi dwóch punktów. Tuż przed olimpiadą okazało się, że nie wystąpi kontuzjowany Rafał Kozielewski z wagi 73 kg, a ja zająłem jego miejsce. 15 września wieczorem wyleciałem, na miejscu byłem 17.09, a następnego dnia wyszedłem na tatami w tej wyższej kategorii. W pierwszym pojedynku pokonałem Austriaka Christopha Stangla, a w drugim przegrałem ze złotym medalistą z Atlanty i byłym mistrzem świata Japończykiem Kenzo Nakamurą" - przyznał Lewak.

Po bardzo trudnym losowaniu Polak nie robił sobie nadziei na sukces, ale okazało się, że w Australii tylko on wygrał walkę w judo. Przegrywali m.in. Nastula, Rafał Kubacki i Beata Maksymow, gwiazdy kadry biało-czerwonych.

"Kilkanaście miesięcy później zakończyłem karierę judo, którą od 1995 roku łączyłem z pracą w Biurze Ochrony Rządu, czyli dzisiejszej Służbie Ochrony Państwa. Można powiedzieć, że z judo definitywnie nie zerwałem, gdyż prowadzę zajęcia jako trener m.in. technik interwencji, samoobrony itd." - dodał.

W krajowej i międzynarodowej rywalizacji Lewak dał się poznać jako zawodnik bardzo błyskotliwy.

"Byłem bardzo szybki i potrafiłem zaskakiwać rywali z pierwszego uchwytu. Tak jak wspomnianego Stangla, którego pokonałem w Sydney w osiem sekund" - powiedział.

W przyszłym roku minie 25 lat od ostatnich sukcesów Polaków w olimpijskich zawodach w judo.

"Każdy wielki turniej ma to do siebie, że zdarzają się niespodzianki. Mam nadzieję, że na igrzyskach w Tokio sprawi ją ktoś z Polaków. Osobiście nie znam obecnych kadrowiczów, ale może swoją szansę wykorzysta brązowa medalistka ostatnich MŚ Julia Kowalczyk (57 kg), a może któryś z zawodników. Jestem przekonany, że ambicje mają wielkie" - podsumował.

giel/ sab/

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Lewak | Tokio 2020