Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Francuzi już się przełamali, Polacy muszą się przełamać

Pal sześć godzinę. Polscy siatkarze grają najważniejszy mecz od 45 lat i nie mogą się rozpraszać. Dla nas ich ćwierćfinał to kulminacja igrzysk w Tokio. Cztery poprzednie przegrali, ale wtedy nie byli tak mocni jak dziś.

Miała być druga w nocy czasu polskiego, będzie 14,30 we wtorek 3 sierpnia. Organizatorzy japońskich igrzysk zmienili plany, by jak najwięcej kibiców w Europie mogło obejrzeć walkę o strefę medalową. Francuzi dłużej odpoczną po morderczym starciu z Brazylią (2-3) na koniec fazy grupowej. Przełamali się w końcu - w piątym starcie na igrzyskach po raz pierwszy awansowali do play off. Kosztem Amerykanów brązowych medalistów z Rio de Janeiro. W bezpośrednim meczu przegrali z nimi gładko 0-3, ale potem walczyli coraz dzielniej.

Tokio 2020. Przełamywanie barier

Trener Polaków Vital Heynen przygotował zespół do gry o wcześniejszej porze, ale będzie musiał się dostosować. Dla jego siatkarzy ćwierćfinał z Francją jest kluczem - wygrana faza grupowa uważana była za formalność. Polacy zaczęli od porażki z Iranem 2-3, ale potem zaliczyli cztery zwycięstwa - wszystkie za trzy punkty. Iran podzielił los Amerykanów.

Reklama

Turniej olimpijski jest specyficzny. Polacy są w ćwierćfinale po raz piąty. Cztery razy przegrali, co potęguje napięcie. Nasi siatkarze wygrali ostatnie dwa mundiale. Wzmocnił ich taki gigant jak pochodzący z Kuby Wilfredo Leon. Polska jest w siatkówce potęgą, która na medal olimpijski czeka od 45 lat. Zdecydowanie za długo.

Tokio 2020. Cała presja na Polakach

Francuscy siatkarze zrobili już to, co mieli w Tokio do zrobienia. Przełamali się i awansowali do ćwierćfinału. Polacy mają za sobą plan minimum i tak na serio walka zaczyna się dla nich dopiero teraz. Cała presja jest po stronie siatkarzy Heynena. Są zdecydowanym faworytem, co jeszcze powiększa obawę o ich odporność. Rywal zagra bez żadnych obciążeń. Dla niego świat się nie zawali, cokolwiek się wydarzy.

Nie ma sportu zespołowego, w którym Polska czułaby się tak mocna jak w siatkówce męskiej. Do Rio de Janeiro nasi siatkarze jechali jako mistrzowie świata. Marzenia legły w ćwierćfinale po gładkiej porażce 0-3 z Amerykanami. Teraz USA na drodze Polaków już nie stanie.

Gdyby drużyna Heynena pokonała Francję, w półfinale będą czekali na nią Włosi lub Argentyńczycy. Ktoś w polskich mediach nazwał to autostradą do meczu o złoto. Łatwo się mówi. Żeby ją przebyć trzeba klasy, formy, odporności, a może i odrobinę szczęścia.

Dariusz Wołowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje