Reklama

Reklama

​Tokio 2020. Aneta Stankiewicz: Każdy, kto będzie w finale, może zdobyć medal

Aneta Stankiewicz jako pierwsza z polskiej reprezentacji na igrzyska w Tokio stanie przed szansą na zdobycie medalu, startując w konkurencji karabinu pneumatycznego 10 m. "Każdy, kto wejdzie do finału, ma szansę zdobyć krążek" - powiedziała PAP strzelczyni.

To olimpijski debiut Stankiewicz, a osoby rywalizujące w imprezie tej rangi szczególnie marzą o udziale w ceremonii otwarcia. 26-letnia zawodniczka jednak nie miała złudzeń i od początku wiedziała, że nie będzie w niej uczestniczyć.

"Od wielu lat podczas igrzysk karabiniarki, które strzelają pneumatykiem i jest to pierwsza konkurencja igrzysk, niestety pozbawione są tej przyjemności, jaką jest udział w ceremonii. Wiadomo, to zajmuje bardzo dużo czasu. Trzeba długo stać. Nawet nie chcę się narażać na jakieś wielkie emocje. Dzięki temu będę mogła się położyć dosyć wcześnie spać i skupić się na starcie, żeby mnie nic nie rozproszyło. To ma więc swoje plusy i minusy. Później sobie obejrzę w telewizji albo internecie jak to wyglądało. Ogólnie we wszystkim staram się dostrzegać plusy. Nie będę się użalać nad sobą" - zapewniła.

Reklama

W przeszłości sukces karabiniarek rozwiązywał worek z polskimi medalami na igrzyskach. Tak było w Atlancie za sprawą Renaty Mauer-Różańskiej oraz w Londynie w przypadku Sylwii Bogackiej.

"Oczywiście, że chętnie przyjęłabym prawo serii w tym wypadku. Każdy startujący marzy o podium, a już w ogóle rozpoczynający, żeby fajnie wyszło. Dobrze się złożyło, że karabin pneumatyczny jest pierwszy, a potem dopiero będzie moja druga konkurencja - karabin małokalibrowy trzy postawy 50 m. Ten ostatni działa trochę destrukcyjne na mój pneumatyk. Staram się więc rozłączyć w treningach te konkurencje. Fajnie, że tu mogę to zrobić. Najpierw skupię się na pneumatyku, a potem na +kuli+. Odstępy czasowe są korzystne" - podsumowała bydgoszczanka.

Stwierdziła, że sama nie myślała o presji związanej z tym, że będzie ową rozpoczynającą szanse medalowe biało-czerwonych.

"Ale w wiosce olimpijskiej wszyscy się skupili na tym, że moja konkurencja jest pierwsza i rozpoczniemy od tego. Tak naprawdę jednak już wiele sportów zaczęło nawet przed oficjalnym otwarciem imprezy" - zwróciła uwagę.

Przyznała, że to właśnie karabin pneumatyczny jest jej ulubioną konkurencją. W ubiegłym roku zdobyła w niej brązowy medal mistrzostw Europy w drużynie.

Trzymamy kciuki za Polaków w Tokio! Sprawdź terminarz Igrzysk Olimpijskich

"Przez pandemię COVID-19 nie udało mi się może za wiele pokazać ostatnio, ale od dwóch lat prezentuję dosyć wysoki i stabilny poziom w pneumatyku" - zapewniła.

Stankiewicz przyznała, że zna wiele historii sportowców, którzy opowiadali, że pierwsze igrzyska boleśnie zweryfikowały ich mniemanie o swoich możliwościach.

"Wydaje mi się, że nie jestem aż taka zielona. Każdy mówi, że to wielkie wydarzenie, które pokazało, że myśleli, że zwojują świat, a potem spadli na ziemię. Ja tak nie myślę. Wydaje mi się, że jestem dobrze przygotowana psychicznie i treningowo. Nie chcę się ograniczać do tego, że są faworytki, które powinny wygrać. To są igrzyska - i stawka może się bardzo mocno przetasować. Każdy tak naprawdę, kto wejdzie do finału, ma szansę zdobyć medal. Moje założenie jest takie - jeśli strzelę swoje, jeśli będę zadowolona, to będzie najlepsza nagroda. Chciałabym po prostu zrobić swoje i czerpać z tego przyjemność" - zaznaczyła.

Cieszy są, że w sobotę w Tokio odbędą się zarówno eliminacje, a zaraz potem finał.

"W mistrzostwach Europy czasem zdarza się, że na finał się czeka np. dzień. Nie za dobrze to wspominam. Bo człowiek się rozgrzeje, wie już, o co chodzi i można pójść z rozpędu. To lepsze niż konieczność odnajdywania się od nowa" - podsumowała.

Miłość do strzelectwa tej zawodniczki trwa od 12 lat. Przygodę ze sportem zaczęła zaś od lekkoatletyki.

"Chodziłam do szkoły sportowej, jeździłam na zawody. W pewnym momencie złapałam kontuzję i przez rok czy dwa biegałam z urazem. Nie robiłam już jednak progresu. Miałam w klasie kolegę-strzelca. Pomyślałam, że spróbuję. Trener Tadeusz Czerwiński mnie wyhaczył od razu. Zauważył, że wiem, o co chodzi, że łapię ruchy ciała. Uczyłam się szybko nowych rzeczy, które innym zajmowały znacznie więcej czasu. Miałam coraz lepsze wyniki, rozwijałam się. W liceum trzeba było wybrać, bo nie byłam w stanie łączyć treningów w dwóch sportach, i postawiłam na strzelectwo. Oczywiście nie żałuję" - dodała z uśmiechem.

Przyznaje, że miała jednak też moment zwątpienia.

"To było ok. dwa lata temu. Nie miałam wówczas zbytnio wyników, skończyłam studia i pokończyły się stypendia. Trzeba było podjąć decyzję, co dalej robić. Powiedziałam sobie, że jeśli nie przyjdą wyniki w Europie, to kończę. No i przyszły" - wspominała.

Stankiewicz nie ukrywa, że początkowo zareagowała śmiechem, gdy zobaczyła strój, w jakim startują rywalizujący w konkurencji karabinu pneumatycznego.

"Jest skórzany, trochę taki toporny. Można powiedzieć, że wygląda trochę jak rycerski. Jest w nim bardzo ciepło. Na początku to była dla mnie abstrakcja, ale teraz jest dla mnie jak druga skóra" - stwierdziła.

W Tokio rozmawiała Agnieszka Niedziałek (PAP)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje