Reklama

Reklama

Tokio 2020. Amelia Brodka: Deskorolka to bardziej styl życia niż sport

Tę nową dyscyplinę olimpijską nie wszyscy traktują poważnie. Nawet sami skateboardziści mają wątpliwości, czy powinna znaleźć się w programie igrzysk. - Wielu z nas nigdy nie nazwałoby jej sportem – mówi Interii Amelia Brodka, najlepsza polska specjalistka od jazdy na deskorolce.

Skateboarding będzie jedną z pięciu dyscyplin, które po raz pierwszy pojawią się w programie igrzysk. Nie w tym roku, jak jeszcze wydawało się to dwa tygodnie temu, ale w przyszłym. Polskę będzie najprawdopodobniej reprezentować Amelia Brodka.

30-letnia skaterka pochodzi z Nowej Sarzyny na Podkarpaciu. Od dzieciństwa mieszka i trenuje w USA. Z niezłym skutkiem. Zdobywa medale mistrzostw Europy, w 2017 roku w Nanjing wywalczyła brązowy medal mistrzostw świata. Nie ukrywa nadziei i marzeń o medalu olimpijskim, choć teraz myśli przede wszystkim o tym, by świat poradził sobie z pandemią koronawirusa.

Reklama

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Jak pani przyjęła informację o przełożeniu na przyszły rok igrzysk olimpijskich w Tokio. Dla pani to dobrze, czy źle?

Amelia Brodka, brązowa medalistka mistrzostw świata z 2017 roku w jeździe na deskorolce: Gdyby igrzyska zostałyby rozegrane w tym roku i nie byłoby już dodatkowych zawodów, znalazłabym się w gronie zakwalifikowanych. Sądzę, że po tych zmianach, jestem bardzo blisko igrzysk. Z jednej strony, nie mogę doczekać się tego wyjątkowego wydarzenia i pewność startu byłaby czymś cudownym. Z drugiej, czeka mnie kolejny rok treningów i rywalizacji. Ta podróż jeszcze się nie kończy. To dobrze. Będę robić to, co kocham i podążać za marzeniami.

Na ile poważnie wy, deskorolkarze, traktujecie włączenie ich sportu do programu igrzysk olimpijskich?

- Większość deskorolkarzy ma z tym problem. Wielu z nich boi się, że to za bardzo zmieni kulturę skateboardingu. Zniszczy ją. Z drugiej jednak strony, ta zmiana daje szanse na rozwój i popularyzację naszego sportu na całym świecie.


Wewnątrz środowiska słychać było bardziej głosy krytyki. Jazda na deskorolce to do tej pory sport undergroundowy, dyscyplina uliczna, rozwijająca się z dala od sportowego mainstreamu.

- To bardziej styl życia niż sport, bardziej sztuka niż sport. Podchodzimy do tego zajęcia na luzie, dla funu. Wielu z nas nigdy nie nazwałoby jazdy na deskorolce sportem. To słowo wypacza sens tego, co robimy. Jeszcze niedawno nie do pomyślenia było, żeby skojarzyć skateboard z ruchem olimpijskim. To zaprzeczenie naszej kultury. Ale to się zmienia.

Do programu igrzysk weszły dwie konkurencje - street i park. Pani jest specjalistką w park. Na czym on polega?

- Jeździ się w betonowych basenach. Przez 45 sekund wykonujemy tricki. W street pokonuje się przeszkody. To zupełnie inna konkurencja.

Jak zaczęła się pani przygoda z tym sportem?

- Jeżdżę na desce od 12 lat. Zaczęłam od street. W New Jersey, gdzie wtedy mieszkałam, brakowało skateparków. Od dziesięciu lat specjalizuję się w parku. Przeprowadziłam się do Kalifornii, do San Diego. To mekka tej dyscypliny. Ostatnie sezony miałam bardzo dobre. Dwa razy wygrałam mistrzostwa Europy, byłam trzecia na mistrzostwach świata rozegranych w chińskim Nanjing w 2017 roku.

Czy skateboardzista potrzebuje trenera? Może trening też traktujecie na luzie?

- Oczywiście są skaterki, które mają własnych trenerów. Częścią kultury jazdy na deskorolce jest jednak brak trenera. Jeździmy razem i obserwujemy się nawzajem. W domu oglądamy filmiki. Potem godzinami uczymy się nowych tricków, ulepszamy je i wprowadzany do swojego programu. Rywalizujemy, ale nawzajem udzielamy sobie wskazówek. W San Diego jeżdżą najlepsi skaterzy na świecie. Jest od kogo się uczyć. Jeździmy dużo. Po trzy, cztery godziny dziennie.

Od zawsze wiedziała pani, że będzie reprezentować Polskę?

- Nie miałam wątpliwości. Wyjechałam z kraju kiedy byłam dzieckiem, nadal jednak wracam do Polski. Jestem w kraju kilka razy w roku, mam tu rodzinę. Nie mogłabym reprezentować innego kraju.

Jakie kraje są potęgą w jeździe na deskorolce?

- Stany Zjednoczone, Japonia, Szwecja, Brazylia, Australia....

A Polska? Pani jest jedyną zawodniczką z olimpijską szansą?

- Mocne są również polskie deskorolkarki i deskorolkarze w streecie.


Zmienił się termin igrzysk, ale rozegrane one zostaną o tej samej porze roku - latem. Nie obawia się pani warunków w lipcu Tokio - wysokiej temperatury i wilgotności?

- Jestem przyzwyczajona do upałów. Trenuję w San Diego. Taka pogoda mi odpowiada. Będą inne problemy. Nie wiem jak będzie wyglądał skatepark. Nikt tego nie wie. To najtrudniejsza rzecz w tej dyscyplinie. Nie ma za wiele czasu, żeby zapoznać się z parkiem. Na olimpijskich zawodach dostaniemy godzinę, dwie na rekonesans. Wtedy jednak wszyscy jeżdżą, jest tłum, trudno się w spokoju dostosować do takich warunków.

Wierzy pani w medal?

- Zawsze jest szansa. Trzeba zrobić wszystkie triki które się planuje, dobrze przejechać konkurs. To dynamiczna dyscyplina, dużo się w niej dzieje i nie jest tak przewidywalna jak inne sporty.

Czy jazda na deskorolce jest dyscypliną z której można się utrzymać?

- Jest z tym coraz lepiej. Zostałam powołana do Team Visa i mogę się bardziej skupić na jeździe na desce. Wcześniej studiowałam, prowadzę także swoją fundacjdę. Miałam propozycje pracy w korporacji, ale musiałam wybrać coś, co pozwoliłoby mi się utrzymać, a jednocześnie jeździć na zawody.

Czy po przełożeniu igrzysk pani nowy sponsor będzie nadal panią wspierał?

- Przedstawiciele mojego partnera natychmiast wysłali wiadomość do nas, że przedłużają wsparcie do końca 2021 roku. Bardzo mi to ułatwi przygotowania.

 Jak pani znosi pandemię? Mieszka pani w USA, gdzie w ostatnim tygodniu nastąpił gwałtowny wzrost liczby zakażonych? Może pani trenować?

 - Jesteśmy z mężem w Kalifornii. Zdrowi. Tam, gdzie mieszkam, mamy podwórko, a na nim kilka ramp betonowych, a także małą drewnianą trampolinę, jest sprzęt do ćwiczeń, więc mogę nie tylko trenować, ale i wyjść z domu. Jestem szczęściarą, bo mój brat mieszka w Nowym Jorku i niestety, musi siedzieć w mieszkaniu. 

 Jak Amerykanie podchodzą do koronawirusa?

- Nigdzie nie jest dobrze. I u mnie - w Kalifornii, i w New Jersey, i Nowym Jorku, gdzie mieszkają moi najbliżsi. Tam jest gorzej, bo występuje najwięcej zachorowań. Na samym początku ludzie lekceważyli zagrożenie, szczególnie młodzi - wychodzili z domu, spotykali się w grupach, wspólnie się bawili. Nadal wśród wielu moich znajomych panuje niedowierzanie, że to coś groźnego i beztroska. Może dlatego, że tutaj epidemia dopiero się zaczyna. Ale szkoły działają online, sklepy, poza spożywczymi, zostały zamknięte, podobnie jak parki, obiekty sportowe i skateparki. Bronimy się jak możemy przed wirusem.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski


Dowiedz się więcej na temat: Amelia Brodka | jazda na deskorolce | skateboarding | Team Visa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje