Reklama

Reklama

Polska - Japonia. Nie zlekceważyć ostrzeżenia

Po wygranej z Wenezuelą Polacy przewodzą grupie A olimpijskiego turnieju siatkarzy. Wciąż nie rozwinęli jednak w pełni skrzydeł i nie mogą być pewni awansu z pierwszego miejsca. W piątek zagrają z Japonią - niemal równe 45 lat po boju, który dał ich poprzednikom przepustkę do finału igrzysk. Początek meczu Polska - Japonia o godz. 7.20, relacja tekstowa w Interii.

Z każdym kolejnym dniem olimpijskiego turnieju siatkarzy coraz wyraźniej widać, jak duże znaczenie może mieć rywal, na którego polscy siatkarze trafią w ćwierćfinale. W “polskiej" grupie A nie brakuje niespodzianek, ale w drugiej jest jeszcze ciekawiej. Co kolejkę mierzą się tam siatkarskie potęgi i gołym okiem widać, że z niektórymi lepiej skrzyżować rękawice jak najpóźniej.

Formą imponują Rosjanie, moc zdążyli już pokazać Amerykanie, a o atutach Brazylijczyków “Biało-Czerwoni" przekonali się na własnej skórze jeszcze w czasie Ligi Narodów w Rimini. Mimo że trener polskiej kadry Vital Heynen stwierdził niedawno, że jego zespół przygotowuje się do ćwierćfinału igrzysk od dwóch lat, a siatkarze podkreślali, że nikogo się nie boją, całej wymienionej trójki zespołów zdecydowanie warto na tym etapie uniknąć.

Reklama

Najsłabiej wśród faworytów grupy B wypadają Francuzi - ich kosztem w drugiej rundzie mogą zameldować się rewelacyjni Argentyńczycy. By zagrać z kimś z tej dwójki trzeba będzie najpewniej awansować do drugiej fazy turnieju z pierwszego miejsca. To powinien być cel Polaków, którego warto pilnować do końca rywalizacji w grupie.

Tokio 2020. Zadbać o pierwsze miejsce w grupie

To ważne tym bardziej, że siatkarze Heynena na razie nie rozwinęli w Tokio w pełni skrzydeł. W dwóch z trzech spotkań stracili kontrolę nad meczem. Za pierwszym razem skończyło się to porażką z Iranem, za drugim stratą seta z Wenezuelą.

- Cieszmy się i nie róbmy tragedii z jednego seta, bo każdy na tym turnieju ma swoje problemy. Mniejsze lub większe. To jest siatkówka, więc trzeba grać na dłuższym dystansie, a nie pięciu minutach - stwierdził po wygranej 3-1 w ostatnim meczu Fabian Drzyzga. Ale i rozgrywający polskiej kadry pewnie wolałby uniknąć następnych wpadek i nie utrudniać sobie zadania w boju o awans do strefy medalowej. Ostrzeżeń z pierwszych spotkań lepiej nie lekceważyć.

Drzyzgi nie było co prawda na igrzyskach w Londynie w 2012 r., ale z pewnością oglądał, jak Bartosz Kurek i kilku jego starszych kolegów niespodziewanie przegrywa na zakończenie fazy grupowej z Australią, skazując się na ćwierćfinałowy bój z Rosją lub Brazylią. Ostatecznie Polacy wpadli na “Sborną" i odpadli z turnieju po laniu 0-3, choć do Londynu jechali w glorii zwycięzców Ligi Światowej. A Rosja i Brazylia spotkały się później w olimpijskim finale.

Polska - Japonia. Mecz 45 lat po półfinale Wagnera

Na razie jednak siatkarze i kibice liczą, że forma “Biało-Czerwonych" w Tokio będzie rosnąć. W piątkowym spotkaniu z Japonią po raz kolejny będą faworytem. Rywali znają dobrze, bo Kurek i Michał Kubiak na co dzień występują na japońskich parkietach. Z niedawnego wyniku 3-0 z Rimini nie ma jednak co wyciągać wniosków, bo tam Japończycy wyszli na Polaków nieco eksperymentalnym składem. Największą uwagę trzeba będzie zwrócić na Yukiego Ishikawę. On akurat gra na co dzień w lidze włoskiej, a w Tokio jest jak na razie drugi na liście najlepiej punktujących zawodników turnieju - zdobył już 59 punktów.

Polaków w tej klasyfikacji próżno szukać na wysokich miejscach, bo Heynen z Wenezuelą dał odpocząć Wilfredo Leonowi oraz Kurkowi. Ten ostatni pojawił się na boisku dopiero wówczas, gdy drużyna zaczęła przeżywać problemy. Plusem spotkania z pewnością był powrót do gry Kubiaka, czyli kapitana i serca zespołu. W meczu z Japonią roszad powinno być mniej.

Ekipa Heynena zagra z Japonią niemal równe 45 lat po tym, jak na igrzyskach w Montrealu mierzyła się z nią “złota" drużyna Huberta Wagnera. Wówczas azjatycki zespół bronił olimpijskiego złota wywalczonego w Monachium. Polacy trafili na Japonię w półfinale, spotkanie rozegrano 29 lipca. Do wywalczenia przepustki do olimpijskiego finału trzeba było wygranej w tie-breaku. Ostatecznie pokonani Japończycy zajęli w Montrealu czwarte miejsce. Ich następcy od lat nie potrafią nawiązać do tych sukcesów - w Tokio zanotowali pierwsze zwycięstwo w turnieju olimpijskim od 29 lat.

IO: szanse medalowe, wyniki, informacje. Bądź na bieżąco

Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje