Reklama

Reklama

Polak z trudem powstrzymywał łzy po finale w Tokio. Mówił o swoim synu i zmarłym ojcu

Radosław Kawęcki zajął szóste miejsce w finale igrzysk olimpijskich w Tokio na dystansie 200 metrów stylem grzbietowym. Po zakończeniu wyścigu z trudem powstrzymywał łzy, mówiąco o swoim synu oraz zmarłym ojcu.

Dziewięć lat - właśnie tyle czekał Kawęcki na występ w olimpijskim finale. W 2012 roku w Londynie zajął czwarte miejsce. Tym razem musiał zadowolić się szóstą lokatą, wywalczoną na ostatniej długości basenu.

Złoto na 200 metrów stylem grzbietowym wywalczył przedstawiciel Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego Jewgienij Ryłow, który wynikiem 1.53,27 ustanowił nowy rekord olimpijski.

Drugi był Amerykanin Ryan Murphy (1.54,15), a brąz wywalczył Luke Greenbank z Wielkiej Brytanii (1.54,72). Więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ - kliknij!

Reklama

Tokio 2020. Radosław Kawęcki szósty w finale

- Mogło być ciut lepiej. Jestem dobrze przygotowany. Dobrze przepracowałem ostatni okres, ale mógłbym jeszcze parę dni odpocząć. Może tego brakło. Porozmawiam z trenerem i może za trzy lata będzie lepiej - powiedział po finale Kawęcki w rozmowie z TVP Sport, deklarując chęć występu na igrzyskach w Paryżu w 2024 roku.

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Nasz pływak odniósł się także do swojego syna i zmarłego taty, z trudem powstrzymując łzy.

- To było niesamowite uczucie, że znowu wszedłem do finału. Mojemu świętej pamięci ojcu dziękuję za to, że zawsze był ze mną. Niesamowite jest to, że teraz mój syn jest "podjarany" i codziennie ogląda moje wyścigi. Z perspektywy ojca nie dziwię się, że mój ojciec płakał, oglądając moje zawody. Ja też na pewno będę płakał, gdy mój syn będzie coś trenował - przyznał Kawęcki, ocierając twarz.

TB

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje