Reklama

Reklama

Lekkoatletyka. Kornelia Lesiewicz dla Interii: Lepiej wyrwać zęba teraz niż przed igrzyskami

17-latka to rewelacja obecnego sezonu lekkoatletycznego. - Wiem po co trenuję, wiem, po co tu jestem i wiem, co chcę osiągnąć. Myślę, że takie podejście bardzo pomaga mi z radzeniem sobie ze stresem - podkreśla Kornelia Lesiewicz.

Kornelia Lesiewicz to obecnie jeden z największych talentów polskiej lekkoatletyki. Jej forma wystrzeliła w obecnym, 2021 roku. Niedawno w Toruniu została halową wicemistrzynią Polski na 400 m, niedawno pobiła też rekord Polski juniorów na tym dystansie. Jest również brązową medalistką tegorocznych halowych mistrzostw Europy w sztafecie 4x400 m. W niedzielę będzie można ją zobaczyć w Memoriale Janusza Kusocińskiego na Stadionie Śląskim. W Chorzowie zdobyła już w tym roku srebro na World Athletics Relays.

Paweł Czado, Interia: Ostatnio słyszy pani pod własnym adresem mnóstwo miłych słów, niezwykłych komplementów. Słyszy się, że to pani ma być nową siłą Aniołków Matusińskiego. Panią tego rodzaju słowa peszą czy raczej wzmacniają?

Kornelia Lesiewicz: - Ja tak naprawdę od samego początku nie czuję żadnej presji. Każdy bieg traktuję bardzo zadaniowo. Wiem po co trenuję, wiem po co tu jestem i wiem co chcę osiągnąć. Myślę, że takie podejście bardzo pomaga mi z radzeniem sobie ze stresem. Miłe słowa, które słyszę od kibiców czy dziennikarzy tylko i wyłącznie motywują mnie do działania. Wiem, że mam ogromne wsparcie, tym bardziej, że mam wokół siebie ludzi na których zawsze mogę liczyć. A to tylko napędza mnie do działania.

Reklama

Zobacz nasz codzienny program o Euro - Sprawdź!

Mówi pani, że wie co chce osiągnąć. O czym więc pani marzy?

- Jeszcze rok temu marzyłam tylko i wyłącznie o tym żeby pojechać na mistrzostwa Europy do lat 20. Wyrobiłam już na nie minimum na 200 i 400 m. Nie pomyślałabym że będzie mnie stać na to żeby głośno powiedzieć: chciałabym pojechać na igrzyska olimpijskie do Tokio. A teraz nie boję się i mówię: chciałabym pojechać na te igrzyska! (uśmiech). Do tego dążę i mam nadzieję, że to się uda z dziewczynami ze sztafety. Wierzę, że to marzenie się spełni.

Czy to jak wystrzeliła pani forma, jaka jest progresja wyników to przerosło pani wyobrażenia?

- Może to zabrzmi dziwnie, ale ten przeskok z juniorki na poziom seniorski nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Dlatego, że ja od początku robię to co kocham, realizuję się w pasji a to jest najważniejsze. Fakt czy rywalizuję z dziewczynami w moim wieku czy starszymi nie ma dla mnie takiego znaczenia. Spełniam się w tym, zajmuje mnie to bardzo a jeśli coraz lepsze wyniki idą w parze to tylko jest z czego się cieszyć.

Gdziekolwiek jesteś, słuchaj meczu na żywo! - Relacja live tylko u nas!

A jak przyjęły panią starsze koleżanki ze sztafety? Z dystansem do młodej czy z serdecznością?

- Miałam już okazję poznać wszystkie dziewczyny ze sztafety i złapałam bardzo dobry kontakt z Małgosią Hołub-Kowalik, Natalią Kaczmarek, Justyną Święty-Ersetic czy Olą Gaworską. To są dziewczyny najbliższe mojemu serce, z nimi zawsze mogę szczerze o wszystkim porozmawiać. Takie wsparcie jakie od nich mam, mimo tego, że przecież na co dzień rywalizujemy, bardzo mnie cieszy. Tworzymy jeden team, walczymy o jedno wspólne marzenie i to jest piękne. 

A jak radzi pani sobie w szkole. Łączenie poziomu sportowego, który pani teraz osiągnęła z obowiązkami szkolnymi nie jest chyba prostą sprawą?

- Nie jest, nie ukrywam. Nie jest mi łatwo, nigdy nie było. Mam jednak ogromne wsparcie od nauczycieli z mojego I Liceum Ogólnokształcącego w Gorzowie Wlkp. Wiedzą, że realizuję pasję, oglądają każdy mój bieg. Kiedy były zajęcia zdalne było to dla mnie łatwiejsze, bo mogłam uczestniczyć w niektórych lekcjach będą nawet na obozie przygotowawczym. Teraz wróciliśmy do szkoły. Lecę tam na 8 rano, potem minimum dwie godziny treningu po którym wracam do domu i lecę na zajęcia dodatkowe. Mam ogromne wsparcie od rodziców, zawsze mogę liczyć na to, że tata mnie gdzieś podwiezie albo odbierze.

Jak pani trafiła do sportu? Kiedy zaczęła trenować?

- Od pierwszej klasy podstawówki jeździłam z rodzicami co roku na biegi przełajowe i co roku te biegi wygrywałam. Aż pewnego dnia pomyślałam sobie, że może warto spróbować lekkoatletyki? Moja mama mi to odradzała, bo sama kiedyś trenowała właśnie lekkoatletykę razem z siostrami. Specjalizowały się w biegu na 300 i 400 m. Mama odradzała, bo wiedziała ile m to zabierze czasu, który mogłabym przeznaczyć na naukę. Kiedy jednak dostrzegła, że to naprawdę jest moja pasja, że to coś co chcę robić - wparła mnie. No i wspiera mnie teraz razem z tatą w realizacji moich marzeń. Mój młodszy o dokładnie pięć lat brat Mateusz, urodziliśmy się dokładnie tego samego dnia, też już trenuje. Gra w tenisa, zaczyna przygodę z tym sportem. Rodzice dbają o jego rozwój i wspierają na każdym kroku.

Na początku tygodnia przeżyła pani paskudne dni.

- Po mityngu Grand Prix w Poznaniu wróciłam do domu z wielkim bólem zęba. Okazało się, że jest to ósemka do ekstrakcji (uśmiech). Przecierpiałam naprawdę bardzo dwa dni. Przez poniedziałek i wtorek nie mogłam trenować, nie dało się. Dopiero w środę zrobiłam lekkie ćwiczenia na siłowni a w czwartek trochę pobiegałam. Nie jest mi łatwo. Memoriał Kusocińskiego jest dla mnie ważny, porządnie się do niego przygotowywałam. Wyszło jak wyszło... Ale lepiej było wyrwać zęba teraz niż obudzić się z wielkim problemem przed najważniejszym startem. Ale ja się nigdy nie poddaję, mam taką naturę, że zawsze dają z siebie sto procent. Dlatego mimo bólu pobiegnę w Chorzowie najlepiej jak będę umiała, ile będę miała sił.  

rozmawiał: Paweł Czado

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje