Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Oto cel polskich siatkarzy. Padła jasna deklaracja

Po zwycięstwie 3:1 z Wenezuelą polscy siatkarze awansowali na pierwsze miejsce w swojej grupie na igrzyskach olimpijskich w Tokio. - Zrobimy wszystko, by je utrzymać - zadeklarował po zakończeniu środowego meczu Mateusz Bieniek.

Polscy siatkarze nie dopuścili do sensacji i pewnie pokonali Wenezuelę. Niespodziewanie jednak stracili jednego seta, przegrywając trzecią partię.

- My zaczęliśmy w niektórych elementach grać gorzej. Oni też poprawili swoją grę. Pare szczęśliwych piłek im wpadło i przegraliśmy seta. Zostawiamy to. Mamy trzy punkty. Szybko się otrząsnęliśmy i to jest najważniejsze - tłumaczył po meczu Bieniek. - Wszystkie nasze elementy przestały funkcjonować, mimo że wcześniej działały bez zarzutu. W tym trzecim secie to się trochę zacięło. Oni polepszyli grę. Zawsze, gdy prowadzisz 2:0, wychodzisz, żeby wygrać. Czasami zdarza się, że nagle przeciwnik zaczyna grać lepiej, tobie coś nie wyjdzie. Chcieliśmy szybko zamknąć mecz, w trzech setach. Nieudało się, ale najważniejsze, że mamy kolejną wygraną. Wszystko mamy w swoich rękach. Zrobimy wszystko, żeby zdobyć pierwsze miejsce w grupie - dodał.

Reklama

Najnowsze informacje z igrzysk olimpijskich - Sprawdź

Mecz z Wenezuelą był wyjątkowy dla Michała Kubiaka, który pierwszy raz na igrzyskach w Tokio zagrał od początku. Wcześniej narzekał na problem z plecami.

- Dla Miśka fajnie, bo nie miał za dużo okazji przebywać na parkiecie w tym turnieju. Miał cztery sety do grania, więc to na pewno dobrze - przyznał Bieniek.

Tokio 2020. Polscy siatkarze pokonali Wenezuelę

Nasz środkowy zdradził, co polscy siatkarze robią w wolnym czasie.

- Mamy kilku zawodników, którzy grają w grę "Among Us", jak Bartosz Kurek czy Grzegorz Łomacz. Śmiesznie się w to gra. Mamy zajęcie między meczami. Gramy praktycznie wszyscy, poza jedną osobą - powiedział Bieniek.

Opisał także, jak wygląda rzeczywistość w wiosce olimpijskiej.

- Spotykamy się z innymi sportowcami. Mieszkamy w tym samym budynku. Cieszymy się, że przychodzą na nasze mecze i nas wspierają. Zawsze fajnie się gra, gdy na hali są rodacy - przyznał.

Dzisiaj, po wielkim sukcesie w Tokio, nasze "srebrne" wioślarki z czwórki podwójnej opowiedziały, że minionej nocy w wiosce olimpijskiej, a przynajmniej w tej części, gdzie one są zakwaterowane, pojawił się alarm przeciwpożarowy. Najpierw bagatelizowały komunikaty w języku japońskim, ale gdy pojawiły się wiadomości już po angielsku, wówczas postanowiły podejść do sprawy poważnie i wyszły na korytarz. Ostatecznie nic złego się nie stało, alarm został wyłączony, jednak Polki nie do końca wiedziały, co wywołało tę sytuację.

Zapytaliśmy Bieńka o to, czy siatkarze również usłyszeli alarm, który rozbrzmiał około godziny 21:30. Nasz siatkarz potwierdził i rzucił nowe światło na sprawę. - Rzeczywiście coś tam było, ale ja pokoju nie opuszczałem. Z tego, co słyszałem, podobno ktoś się ganiał po korytarzu i nacisnął jakiś przycisk, ale żadnego pożaru nie było - wyjaśnił nasz środkowy.

TB/AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje