Reklama

Reklama

Dawid Tomala dla Interii: Chcę dobrze wykorzystać ten najbliższy czas

- Świat jest w dalszym ciągu ten sam, choć na pewno coś się zmieniło. Nie wiem, co będzie jutro, ale na pewno wiem, że chcę dobrze wykorzystać ten najbliższy czas – mówi Interii Dawid Tomala, sensacyjny mistrz olimpijski z Tokio na dystansie 50 kilometrów w chodzie sportowym.

To była największa, nie tylko polska, sensacja na igrzyskach w Tokio. Nieznany do tej pory Dawid Tomala zdobył złoty medal. W ciągu kilku godzin jego świat zmienił się o 180 stopni. Z dnia na dzień stał się bohaterem mediów, osobą rozpoznawalną.

- Świat jest w dalszym ciągu ten sam, choć na pewno coś się zmieniło. Wywiady, rozdawanie autografów nie sprawiają mi żadnych problemów, wręcz przeciwnie. Ja lubię sobie porozmawiać z ludźmi, lubię odpowiadać na pytania - mówi nam z radością w głosie mistrz olimpijski.

Jego występ na igrzyskach na dystansie 50 kilometrów już sam w sobie był pewnego rodzaju niespodzianką. Wcześniej właściwie nie rywalizował na tak długim dystansie, preferował znacznie krótsze. Przed występem w Sapporo zaliczył dwie imprezy na 50 kilometrów.

Reklama

- Zawsze dobrze czułem się na dystansach 20 kilometrów, czyli krótszych i z większymi szybkościami. Perspektywa startu na 50 kilometrów wręcz mnie przytłaczała. Z wiekiem zwiększyła się jednak moja naturalna wytrzymałość, treningi były coraz dłuższe, więc powiedziałem sobie, że być może start na 50 kilometrów, to jest ten bodziec, którego mi ostatnio brakowało, wybierając ciągle starty na 20 kilometrów. Rywalizacja oczywiście zawsze sprawiała mi radość, ale czułem, że jadąc na zawody na tym krótszym dystansie nie bawię się już tak dobrze jak kiedyś. Podczas chyba trzeciego kilometra zawodów w Sapporo miałem taką myśl, że super, że ja tutaj jestem, że się świetnie bawię, dobrze się czuję. Czułem się pewnie, bo obozy przed igrzyskami przepracowałem bardzo dobrze - mówi nam Dawid Tomala.

"Podczas igrzysk towarzyszył mi ból"

- Po przylocie do Japonii bardzo dobrze znosiłem treningi. Wszystko szło idealnie, poza tym, że towarzyszył mi ból nogi, z którym zmagałem się od pewnego czasu i z tym musiałem walczyć. I właśnie tego przed startem się obawiałem, czy wytrzyma moja noga. Ze względu na technikę, którą stosuję podczas chodu to niestety obciążenie na mięsień dwugłowy, który musi wszystko trzymać, jest bardzo duże. Cierpiałem z tego powodu, ale potrafiłem na tyle wszystko zrównoważyć, że udało się mi zdobyć złoto.

- Gdy odrywałem się od peletonu, poruszałem się tempem, które było dla mnie bardzo komfortowe, ja w ogóle się nie męczyłem. Widziałem, że moja przewaga stale rośnie, najpierw było to 40 sekund, potem minuta, minuta czterdzieści, dwie aż w końcu zrobiło się ponad trzy minuty przewagi. A to już jest przepaść. Na trasie byli mistrzowie olimpijscy, rekordziści świata na tym dystansie. Gdy osiągnąłem tak dużą przewagę, to wtedy pomyślałem sobie, że nie oddam już tego zwycięstwa. Dobre samopoczucie płynące z przygotowań do startu mi na to pozwoliło - przyznał urodzony w Tychach lekkoatleta.

"Czekam na kolejną dobrą zabawę"

Niestety, Dawid Tomala nie będzie miał możliwości obrony tytułu mistrza olimpijskiego za trzy lata w Paryżu. Rywalizacja na dystansie 50 kilometrów została wycofana z kalendarza igrzysk. Jej miejsce zajmie najprawdopodobniej chód na 35 kilometrów.

- Bardzo tego żałuję, że już nigdy nie będę się mógł zmierzyć z innymi na tym dystansie. Ale 35 kilometrów to też jest bardzo duże wyzwanie, a ja uwielbiam wyzwania. Nie lubię nudy i czekam na kolejną dobrą zabawę na zawodach - mówi mistrz olimpijski.

Dawid Tomala przygodę z chodem sportowym rozpoczynał w klubie UKS "Maraton - korzeniowski.pl" Bieruń, założonym przez czterokrotnego mistrza olimpijskiego Roberta Korzeniowskiego. To od niego czerpał wzorce i to dzięki niemu zaraził się pasją do chodu sportowego.

- Robert postawił na to, że zbuduje taką sieć klubów, w których będzie propagował chód sportowy. Dzięki temu właśnie w ogóle zacząłem trenować. A z mistrzem rozmawiałem na tydzień przed startem na igrzyskach. Powiedział mi wtedy, żebym jak najlepiej zaadoptował się do warunków panujących w Japonii i do zmiany czasu. A ta okazała się dla mnie naprawdę bardzo trudna. Powiedział mi też, żebym szedł "z głową", ale ja po 30 kilometrach powiedziałem sobie: a co tam.. ruszam (śmiech,). I tak wywalczyłem to złoto - cieszy się Dawid Tomala.

- Teraz się tyle dzieje w moim życiu, że nie jestem nawet w stanie odpowiadać ludziom na niektóre pytania czy prośby. Nie wiem, co będzie jutro, ale wiem, że chcę dobrze wykorzystać ten najbliższy czas. Obecnie odpoczywam, we wrześniu być może wezmę udział w dwóch mityngach w Meksyku i wystartuję na krótszych dystansach - zakończył mistrz olimpijski. 

Z Dawidem Tomalą rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje