Reklama

Reklama

Agnieszka Skrzypulec - inżynier budownictwa ze Szczecina z medalem w Tokio

Kilka lat temu poważnie myślała o tym, by zakończyć karierę. Wyników nie było, nadziei na ich poprawę również nie. Pasja do żeglarstwa i łut szczęścia zdecydowały, że pływa dalej. Dziś Agnieszka Skrzypulec w duecie z Jolantą Ogar sięgnęły po srebrny medal olimpijski w klasie 470.

To już siódmy medal dla Polski na igrzyskach w Tokio.

Pani inżynier Agnieszka Skrzypulec. Dziadkowi przecież się nie odmawia

Skrzypulec pewnie sama najlepiej wie, jakie są szanse na medal. Wszystko potrafi dokładnie wyliczyć. Ma umysł analityczny. Jest inżynierem budownictwa. Studia o specjalności konstrukcje budowlane i inżynierskie ukończyła na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie. Studiowała, będąc czynną zawodniczką.

- Byłam zdolna z matematyki i fizyki. Wiedziałam, że trafię na kierunek techniczny, a ponieważ chciałam kontynuować uprawianie żeglarstwa, wybrałam uczelnię w Szczecinie. Najważniejszym powodem były rady mojego dziadka. On zachęcał mnie do tych studiów, a dziadkowi się przecież nie odmawia - opowiadała.

Reklama

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Studio Ekstraklasa na żywo w każdy poniedziałek o 20:00 - Sprawdź!

Ta wiedza techniczna bardzo się jej w żeglarstwie przydaje, szczególnie w klasie 470. Ta konkurencja może nie jest najbardziej widowiskowa, szybka, w której na przykład zdarza się wiele wywrotek. Wymaga od żeglarzy myślenia.

- Jeśli chodzi o kwestie czysto żeglarskie, nie tylko moim zdaniem, klasa 470 jest bardziej wymagająca technicznie i taktycznie. By w niej pływać, trzeba mieć wiedzę ogólną, doświadczenie. To jest wartościowa klasa - mówi Skrzypulec.

Optimist na jeziorze Dąbie

Żeglarstwo jest u niej mimo wszystko na pierwszym miejscu. Uprawia je ponad 20 lat. Zaczęła od dziecięcej klasy Optimist, na jeziorze Dąbie w Szczecinie. Od razu trafiła na świetnego trenera - Roberta Wolniewicza. Dostrzegł w niej ogromny talent, który zaczął się szybko rozwijać. Najpierw był klub HOM Szczecin, potem - aż do dziś - SEJK Pogoń Szczecin. - Jestem nadal w klubie ze względu na sentyment i poczucie lojalności - mówiła.

Dziś trenuje jednak przeważnie w miejscach startu. Jeśli najważniejsze zawody odbywają się w Grecji, leci do Grecji i tam przygotowuje się kilka tygodni przed występem. Często ćwiczy w Gdyni. W Trójmieście przebywają - jej była załogantka Irmina Mrózek Gliszczyńska i obecna Jolanta Ogar.

Tak naprawdę nie ma znaczenia gdzie i w jakich warunkach pływa. Zdobyła już na tyle doświadczenia, że może pływać wszędzie i wtedy kiedy mocno wieje i kiedy wiatr słabnie. Woli jednak typowo żeglarskie warunki.

- Lubię, kiedy wieje. Lubię adrenalinę związaną z walką z żywiołem, wiele frajdy sprawia mi wtedy prędkość, jaką można wyciągnąć z łódki. Ale kiedy wieje słabiej, też muszę sobie poradzić i nie narzekać. Musimy korzystać z tego, co dostajemy od natury. Nie budzimy się rano, nie patrzymy w okno i nie sprawdzamy - wieje czy nie. Nie zadajemy pytań, jak sobie poradzimy w takich okolicznościach - tłumaczyła.

W 2015 roku była blisko zakończenia kariery, a dziś może spełnić marzenie o olimpijskim medalu

Trudne pytania o okoliczności Agnieszka Skrzypulec zadawała sobie przed igrzyskami w Rio de Janeiro. Wtedy przeszła moment sportowego załamania. Rozstała się ze swoją załogantką Natalią Wójcik. Myślała, żeby porzucić żeglarstwo.

- Nie dogadywałyśmy się, wyników nie było. Dwa lata pływałyśmy i po tym czasie się zorientowałam, że nic więcej nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Podjęłam decyzję, że kończę karierę, ale dzięki temu trudnemu momentowi połączyłam siły z Irminą (Mrózek Gliszczynską). Ona też chciała rzucić pływanie, czuła, że się nie rozwija. Spotkałyśmy się jak dwa wolne elektrony i postanowiłyśmy spróbować. Zakwalifikowałyśmy się na igrzyska - mówiła.

W Rio de Janeiro było 10. miejsce. Ale najlepsze przyszło rok później. Skrzypulec i Mrózek Gliszczynska w Salonikach wywalczyły mistrzostwo świata. Wcześniej w Monaco z Jolantą Ogar (Mrózek Gliszczyńska miała kontuzję) zdobyła brązowy medal na mistrzostwach Europy, pierwszy w historii 470 kobiet dla Polski. Regaty oglądał książę Albert, wielki miłośnik sportu, w tym żeglarstwa.

Z Jolantą Ogar pływa regularnie od 2018 roku. W tym czasie były słabsze wyniki na mistrzostwach świata i trochę lepsze na mistrzostwach Europy oraz trzy razy podium w Pucharach Świata. Trzymały się jednak czołówki.

Kiedy rozmawiałem z nią w 2017 roku po najlepszym sezonie w karierze (wywiad ukazał się w "Rzeczpospolitej"), mówiła o wielkim marzeniu - medalu olimpijskim w Tokio. Marzenie się spełniło.

Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje