Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Wojciech Nowicki: Czuję się tutaj jak na obozie w Spale, stać mnie na "życiówkę"

Wielką moc i odporność psychiczną pokazał w olimpijskich eliminacjach rzutu młotem Wojciech Nowicki, już na dzień dobry osiągając odległość 79,78 m, zajmując pierwsze miejsce. - Jestem stabilny technicznie, dobrze przygotowany i czuję, że mam formę, więc nic tylko rzucać - mówił Polak zaraz po kwalifikacjach. Finał męskiego rzutu odbędzie się w środę (godz. 13:15 czasu polskiego).

Polak na skąpanym słońcem Stadionie Narodowym, gdzie temperatura od rana oscyluje w okolicach 40 stopni Celsjusza, swoją pracę wykonał szybko i w znakomitym stylu.

Musiał tylko raz wejść do koła, bo z minimum kwalifikacyjnym ustalonym na 77,50 m rozprawił się w cuglach.

- Zrobiłem swoje, nawet nie wiem, co więcej mogę powiedzieć. Bardzo się cieszę, że praktycznie rzutem na zaliczenie udało mi się zrobić kwalifikację. A to, że dodatkowo dało to taki wynik, dodatkowo jest super - analizował Nowicki.

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź 

Reklama

Nic zatem dziwnego, że nasz brązowy medalista IO z Rio de Janeiro jest mocno rozochocony przed finałem, choć w swoim stylu nie rzucał nadmiernie buńczucznych słów. Ale swoje zakomunikował.

- Koło jest tutaj naprawdę świetne, wręcz fantastyczne. Mam nadzieję, że w finale będzie znacznie lepiej. Jestem stabilny technicznie, dobrze przygotowany i czuję, że mam formę. Nie chcę rzucać wynikami, ale jeśli w finale będę się czuł tak samo, jak dzisiaj, to śmiem twierdzić, że jestem w stanie pokusić się o "życiówkę". W ogóle znakomicie czuję się przy tej pogodzie, może tylko pocę się, jak - przepraszam - świnia. A tak to rewelacja, mam się tutaj, jak na obozie w Spale - powiedział.

Ogromnym atutem Polaka była psychika, bo nastawił się idealnie. Jak się okazało, z drobną "pomocą" dziennikarzy. - W sumie jak jeszcze nigdy. Może dlatego, przepraszam, jeśli źle to zabrzmi, że was pozbyłem się w lipcu, bo chciałem mieć spokój. I teraz mam spokojną głowę, jestem pewny tego, co robię i, jak widać, to przekłada się na rezultaty - przyznał szczerze Nowicki.

Z kolei w odniesieniu horroru, jaki w eliminacjach przeżywał Fajdek, Nowicki zareagował następującymi słowami: - Widziałem, że miał wielki stres, ale temu się nie dziwię. Wiedziałem, że tak będzie. Mam nadzieję, że w finale pokaże się z dobrej strony. Tego bym chciał, abyśmy obaj stanęli na podium. To byłoby dla mnie spełnieniem marzeń - podkreślił nasz as.

Nowicki w eliminacjach zajął pierwsze miejsce. Drugi był Amerykanin Rudy Winkler (78,81 m), a trzeci Norweg Eivind Henriksen (78,79 m). Z kolei Fajdek ostatecznie uplasował się na dziewiątej pozycji. Do finału przystąpi 12 zawodników.

Artur Gac z Tokio


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje