Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Tadeusz Michalik: Nie dałem rady, Rosjanin miał więcej siły

- W stójce jeszcze tak bardzo nie czułem jego siły, ale już w parterze miał przewagę w tym elemencie. Gdy mnie ściskał, to czułem, że dysponujemy różną siłą - analizował Tadeusz Michalik, który w półfinale igrzysk olimpijskich w kategorii 97 kg przegrał 1-7 z faworyzowanym Rosjaninem Musą Jewłojewem. Jutro przed Polakiem pojedynek o brązowy medal.

Michalik zaczął od wyjaśnienia, dlaczego to starcie nie było w stanie ułożyć się po jego myśli.

- Chciałem go zaskoczyć tym, co mam najlepsze, czyli rzutem skrętowym. Na to najbardziej liczyłem, ale mi nie wyszło. Był to ciężki pojedynek, rywal więcej ważył i górował w aspekcie siły. Nie dałem rady. Gdy miał mnie w parterze to broniłem, żeby za cztery punkty nie wyniósł mnie w górę, przez co za bardzo się odkręciłem i dwa razy poleciałem na wózek - analizował nasz zawodnik.

W sumie i tak Michalik spisał się lepiej niż na mistrzostwach świata, gdzie w walce z utytułowanym Jewłojewem wytrzymał na macie tylko dwie minuty. W tym sensie Polak zwrócił uwagę na mały progres, jaki zaliczył.

30-letni Michalik przypomniał, że wcześniej walczył w kategorii niżej, ale postanowił iść w górę z myślą właśnie o kwalifikacji olimpijskiej. Przystał na propozycję trenera, misja zakończyła się powodzeniem, ale widać, że musi nabrać jeszcze tężyzny i okrzepnąć w nowych warunkach.

Zapytany przez korespondenta Interii o taktykę, co jeszcze miał w zanadrzu na Rosjanina, ale nie mógł tego pokazać, Polak odparł: - Były też inne pomysły, miałem zamysł na różne triki po zabraniu ręki, ale zabrakło mi siły i nie mogłem go niczym zaskoczyć.

Igrzyska olimpijskie w Tokio trwają w najlepsze - Sprawdź już teraz

Po poprzednim pojedynku z Amerykaninem Tracym Hancockiem, którym Polak zapewnił sobie awans do strefy medalowej, byliśmy świadkami bardzo emocjonalnej reakcji naszego debiutanta na igrzyskach. Zapytany, czy to "rozklejenie się" mogło wpłynął na poziom gotowości do starcia z Rosjaninem, jednoznacznie raczej nie był w stanie odpowiedzieć. - To jest kwestia współpracy z psychologiem. Faktycznie był moment radości i euforii, ale później nastąpiło uspokojenie i koncentracja do kolejnego pojedynku - przekonywał zawodnik klubu KS Sobieski Poznań.

Teraz przed Polakiem pojedynek o brązowy medal, który stoczy we wtorek. Na koniec wróciliśmy jeszcze do starcia z Hancockiem, a konkretnie sytuacji z początku, gdy nasz zawodnik został ukarany przez sędziów dość dyskusyjną karą za pasywność. Michalik podobnie interpretuje tamtą sytuację. - W końcu to ja dwa razy próbowałem akcję, więc byłem aktywniejszy, a to mnie ukarali. Na temat sędziów nie będę się wypowiadał, ale różnie to bywa tutaj. Jednak byłem zdziwiony, że pierwszy poszedłem do parteru.

Reklama

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje