Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Popis polskiej sztafety mieszanej. "Będzie gruby medal i to nie brązowy"

Polska sztafeta mieszana 4x400 m pobiła rekord Europy (3.10,44) i z pierwszego miejsca awansowała do jutrzejszego finału (godz. 14:35), a to wszystko pomimo chaosu w strefach zmian, który pojawił się z winy sędziów. - Będzie gruby medal i to nie brązowy. Wyżej! - zapowiedziała Iga Baumgart-Witan, która pobiegła na drugiej zmianie.

W strefie wywiadów, czemu trudno się dziwić, panowała świetna atmosfera. Nasi reprezentanci po tym, co chwilę wcześniej zrobili na bieżni Stadionu Narodowego w Tokio, pojawili się tak mocno naładowani, że od pierwszych chwili podawali dziennikarzom na tacy smakowite "kąski".

- Rekord Europy będzie miał 24 godziny, ale chociaż można się nim chwilę pocieszyć - od razy ogłosiła ze swadą w głosie Małgorzata Hołub-Kowalik, która po profesorsku pobiegła na trzeciej zmianie.

Całą "zabawę" rozpoczął Dariusz Kowalik, który przekazał pałeczkę na czwartej pozycji. - Zadanie było proste, żeby ruszyć jak najszybciej i utrzymać to na ostatniej prostej. Myślę, że udało mi się zrealizować plan w stu procentach. Treningi w ostatnich tygodniach pokazywały, że jestem w życiowej formie - mówił nasz reprezentant.

Później kapitalną dyspozycją błysnęła rutynowana Baumgart-Witan, wyprowadzając "Biało-Czerwonych" na prowadzenie. - To prawda, fajnie jest mijać innych, zwłaszcza dziewczyny, które w tym roku indywidualnie miały czasy lepsze niż ja. Jednak po mistrzostwach Polski bardzo ciężko pracowałam i wyglądałam coraz lepiej. Jestem w bardzo wysokiej dyspozycji, ale to trzeba było jeszcze pokazać na zawodach tej rangi. Zrobiłam to tak, jak w swoich najlepszych momentach - Iga nawet nie próbowała sobie umniejszać.

Na trzeciej zmianie Małgorzata Hołub-Kowalik jeszcze mocniej wcisnęła gaz, powiększając przewagę, a mistrzowską robotę dokończył Kajetan Duszyński.

Równie dużo, co o kapitalnym występie Polaków, którzy wykręcili drugi najlepszy czas na świecie (rekord należy do USA), mówiło się o pracy sędziów. Co jak gdyby stracili kontrolę nad strefą zmian. Zdyskwalifikowani zostali Amerykanie, a ich los podzieli także reprezentanci Dominikany.

Nasze dwie doświadczone biegaczki potwierdziły, że sytuacja wyraźnie odbiegała od normy. - Zazwyczaj jest tak, że sędziowie pomagają, a tym razem na początku wyszedł chaos. Jestem już starą wygą i wiedziałam, gdzie stanąć. Widziałam jednak, że wiele dziewczyn było zmieszanych - mówiła Hołub-Kowalik.

Reklama

Baumgart-Witan też dodała swój opis do zaistniałej sytuacji: - Chłopaki już byli na ostatniej prostej, a nas jeszcze nie chcieli wpuścić na bieżnię. Było tak trochę dziko.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama