Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Polacy już mają przewagę? "To kolosalny czynnik w przygotowaniach"

Wyścig technologiczny w światowym sporcie, na wielu polach, trwa w najlepsze. Z tyłu nie zamierzają pozostać też polscy sportowcy, w tym ścisła czołówka, która już dotarła na igrzyska olimpijskie w Tokio. Jak "oszukać" jetlag oraz sprawić, by szyszynka wytworzyła w mózgu więcej melatoniny? Tajemnicę dwóch urządzeń, stosowanych przez tuzów polskiej "królowej sportu", odsłaniał na pokładzie samolotu z Warszawy do Tokio dziennikarzowi Interii Dariusz Nowicki, psycholog klasy mistrzowskiej z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, specjalizujący się w treningu mentalnym.

W końcówce przygotowań, szczególnie gdy leci się dziesięć godzin w zmienionym ciśnieniu w kabinie samolotowej, przekracza siedem stref czasowych, w dodatku na wschód, wtedy podstawą jest dobre poradzenie sobie ze zjawiskiem jetlagu. Wówczas element szybkiego dojścia do normy układu nerwowego i całego ciała oraz regeneracja stanowią kolosalny czynnik na ostatniej prostej. Generalnie regeneracja zaczyna odgrywać ogromną rolę. Dla osiągnięcia celu wykorzystuje się elementy fizjoterapeutyczne związane z oddziaływaniami medycznymi, wsparciem farmakologicznym czy psychologicznym.

Reklama

Tokio 2020. Dariusz Nowicki wyjaśnia

I właśnie w zakresie wsparcia psychologicznego fachowiec klasy mistrzowskiej, Dariusz Nowicki, w rozmowie z dziennikarzem Interii przybliżył specyfikę dwóch przyrządów, które serwuje współpracującym z nim lekkoatletom. Pierwszy to okulary, które zamiast normalnych szkieł posiadają filtr światła niebieskiego.

- Pasmo światła niebieskiego jest emitowane przez ekrany telefonów komórkowych, komputerów, a również przez żarówki LED-owe blokując szyszynkę, która nie wydziela odpowiedniej ilości melatoniny. W związku z tym u takich osób melatonina jest wydzielana dopiero w momencie, gdy już w łóżku zamykają oczy. A to wydłuża cykl wstępnych faz snu, przez co zawodnik na bardzo krótko wchodzi w fazę snu głębokiego. A więc to, co jest regeneracją naturalną poprzez sen, staje się ograniczone - tłumaczy psycholog Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

Dzięki zastosowaniu okularów z filtrem praktycznie już po około 20 minutach zaczyna wydzielać się melatonina, rozpoczynając proces przygotowania do głębokiego snu.

Kibicuj naszym na IO w Tokio! - Sprawdź

Z kolei drugie urządzenie, które niżej podpisany miał okazję przetestować, to mikrokomputer w formie okularów, który wysyła impulsy świetlne poprzez oko, a dokładnie nerw wzrokowy do mózgu. Jaka reakcja dzięki temu zachodzi? Oddajmy głos fachowcowi. - To powoduje wymuszenie na mózgu wejście w tzw. stan alfa, a ponadto również "prowokuje" szyszynkę do wydzielania zwiększanej ilości melatoniny. Tę metodę stosuje się jako 10-minutową sesję przed zaśnięciem, powodując że mózg znajduje się w alfa-relaksacyjnym stanie, dzięki czemu sen staje się głębszy, a to zapewnia większą regenerację - mówi Nowicki. Urządzenie mnemosline - bo tak brzmi jego nazwa, powstało w badaniach neurologicznych we Włoszech w ramach wsparcia osób chorych na Alzheimera.

Tak naprawdę optymalnie jest korzystać z obu urządzeń, bowiem te się uzupełniają. - Najpierw na około godzinę przed snem, gdy zajmujemy się jeszcze ostatnimi wpisami na "fejsie", możemy mieć na oczach okularki z filtrem. A dopiero później, gdy już kładziemy się do łóżka idąc spać, zakładamy mikrokomputer impulsacyjny i po 10 minutach, prawie od razu, wchodzimy w fazę głębokiego snu - tłumaczy psycholog, stale podążający za nowinkami.

Marcin Lewandowski i spółka

Zapytany o sportowców, którzy sięgają po te dwa dobrodziejstwa techniki, był ostrożny w wymienianiu nazwisk. Powód jest prosty. - Jak to w technologicznym wyścigu, w sporcie na najwyższym poziomie, niewiele się ujawnia. Najogólniej, bez wymieniania nazwisk - bo to "top secret" - mogę powiedzieć, że ze sprzętu korzysta czołówka naszych lekkoatletów, a także polscy judocy dzięki swoim trenerom, z którymi kiedyś pracowałem i teraz chętnie korzystają z mojego doradztwa. Ci zawodnicy, których układ nerwowy akceptuje tego typu oddziaływania, bardzo to sobie chwalą - mówi członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

W końcu jednak padło jedno nazwisko, ale tylko dlatego, że sam "Lewy" nie robi z tego faktu tajemnicy. To właśnie Marcin Lewandowski w mediach społecznościowych oświadczył, że z tego korzysta i przyznał, że to go doskonale regeneruje. A przypomnijmy, że mówimy o zawodniku 34-letnim, który w ostatnim roku bije rekordy życiowe.

Czy jeśli w Tokio spełni jeden ze swoich wielkich, sportowych celów, technologiczne cuda, które do Polski trafiły rok temu, a stosowane są od pół roku, również będą miały swój procentowy udział w tym sukcesie? Na to pytanie Dariusz Nowicki wymownie się uśmiechnął.

A jeśli mowa o powszechnych sposobach, które może stosować każdy z nas udając się w daleką podróż, nasz fachowiec zwraca uwagę na kilka rzeczy, o których warto pamiętać już w czasie lotu oraz podczas dwóch pierwszych dni po przylocie.

- Po pierwsze nie bronić się przed snem, bo im dłużej śpisz, tym krócej lecisz, dlatego że mózg w stanie snu nie czuje czasu. Po drugie każdą przerwę wykorzystać na przejście się po korytarzu, a jeśli długo się siedzi, to na miejscu należy pracować nogami, żeby łydki były w ruchu, które wspomagają pracę serca w krwioobiegu, zatem odciążają serce. Warto także, od momentu wejścia do samolotu, przestawić wszystkie urządzenia na czas docelowy po to, aby mózg już ustawiał swój zegar biologiczny na czas po przylocie.

Artur Gac z Tokio

Dowiedz się więcej na temat: Tokio 2020 | Marcin Lewandowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje