Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Marta Walczykiewicz: Czas z półfinału na pewno dałby mi medal, ale popełniłam błąd

- Wiedziałam, że medal jest w zasięgu, niestety zaważył duży błąd na starcie i tym razem finisz mi nie wystarczył. Właśnie tych dwóch dziesiątych sekundy zabrakło - mówiła z emocjami w głosie Marta Walczykiewicz, która rywalizację w finale K-1 na 200 metrów zakończyła na czwartym miejscu.

Przez chwilę, po wyświetleniu się rezultatów i miejsc na tablicy z wynikami, nawet sama Walczykiewicz uwierzyła, że upragniony medal zawiśnie na jej szyi.

Moment później Polka już wiedziała, że to tylko pomyłka. - Przez sekundy się cieszyłam, ale jak spojrzałam jeszcze raz i zobaczyłam, że tam nie ma Hiszpanki, to zdałam sobie sprawę, że pojawił się błąd. Po raz kolejny zafundowali mi emocjonalnego rollercoastera. Najpierw chwila radości, a potem totalna zmiana... - denerwowała się 34-latka z Kalisza, która nie zdołała powtórzyć sukcesu z igrzysk Rio de Janeiro, gdzie pięć lat temu w tej samej konkurencji wywalczyła srebro. I dodała, że podobna sytuacja już ją spotkała na MŚ w 2018 roku, gdy z trzeciego miejsca została zrzucona na piątą lokatę.

Multimedalistka mistrzostw świata przyznała, że to dla niej trudny moment. Wszak chwilę wcześniej sama sobie udowodniła, że podium olimpijskie znów jest możliwe.

- Po biegu półfinałowym, który był bardzo mocno obsadzony, bo wystąpiło w nim siedem dziewczyn kandydujących do walki o medal, popłynęłam bardzo dobrze. Osiągnęła swój życiowy czas, a w finale, mimo silniejszego wiatru, już nie byłam w stanie go wyrównać. Gdyby tak było, na pewno miałabym medal. Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, bo skoro pływam 38,5 sekundy, gdzie dawno nie miałam takiego rezultatu, to znaczyło, że jest forma - tłumaczyła.

Reklama

Walczykiewicz długo żałowała, że wszystko tak naprawdę posypało się na starcie. - Mogę mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Po prostu wiedziałam, że medal jest w zasięgu i mogę o niego powalczyć. Na pewno nie zrzucę tego na to, że byłam bez formy. Gdyby tak było, nie popłynęłabym tak szybko w półfinale.

Polka jeszcze jutro stanie na starcie 500 metrów, podjęła to wyzwanie, choć sama uczciwie przyznaje, że nie nastawia się na wysoki wynik. - Nie wiążę nadziei, po prostu liczę na dobry start, aby pokazać się z jak najlepszej strony. Natomiast nie szykowałam się do tej konkurencji, więc proszę kibiców o wyrozumiałość - zaapelowała.

Decyzję odnośnie przyszłości Walczykiewicz dopiero podejmie, ale dała do zrozumienia, że jeszcze nie czuje się słabą zawodniczką, by rezygnować.

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje