Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Maria Andrejczyk: Czuję się super, trafiliśmy z formą

Maria Andrejczyk w świetnym stylu awansowała do finału rzutu oszczepem. Polka zapowiada walkę o najwyższe cele, ale wciąż walczy z kontuzjowanym barkiem.

- Czuję się super, jestem przygotowana, trafiliśmy z formą. Warunki tutaj bardzo mi odpowiadają. Walczę z moimi ponadrywanymi mięśniami, bo jestem waleczna, dlatego teraz czym prędzej wracam do wioski. Mam trzy dni na to, żeby się zregenerować, sfokusować. Wykonaliśmy dobrą robotę, pora na chwilę odpoczynku - mówiła tuż po eliminacyjnych rzutach Andrejczyk.

- Czas pokazać pazur i że jestem przygotowana - zapowiada Polka.

Polka w eliminacjach uzyskała najlepszy rezultat, rzucając na odległość 65,24 m.

Tokio 2020. Andrejczyk: Wciąż boli mnie bark

- Trafiłam, poleciało ponad 65 m, wystarczy. Nie będę "rozkminiać", bo teraz to już nie ma absolutnie żadnego sensu. To był dobry rzut, który mnie zakwalifikował do finału. Teraz muszę zadbać o bark, bo mnie boli - skomentowała nasza lekkoatletka.

Jak Andrejczyk dba o kontuzjowany bark?

- Przede wszystkim zajęcia z fizjoterapeutą. Przywiozłam nawet ze sobą sprzęt, którego polski związek nie posiada, nawet fizjoterapeuci nie wiedzą, co to jest. Ale to nic dziwnego, bo to dość nowe urządzenie. Takie sobie wynajęłam, przywiozłam tutaj, robię w nim zabiegi cały czas, bo bardzo mi pomaga. Walczyłam z czasem do ostatniej chwili. Bark dalej mnie boli, po nocy jest najgorzej. Dziś wstałam przed 5, poszłam do fizjoterapeutki, przed chwilą bark rozmasowywałyśmy po raz drugi. Udało mi się coś wypracować i to działa - stwierdziła.

Reklama

Igrzyska olimpijskie w Tokio trwają w najlepsze - Sprawdź już teraz

Polka została zapytana, czym jest tajemniczy sprzęt i do czego służy.

- To tecar. Robi herbatę - wybuchła śmiechem Andrejczyk. Później spoważniała.
- Przede wszystkim pobudza krążenie krwi, dzięki czemu regeneracja jest znaczenie lepsza. Pierwszy raz miałam to robione w Monako, co mnie uratowało, że mogłam tam wystartować, bo wcześniej na treningu nie byłam w stanie rzucić więcej niż 25 metrów - tłumaczyła.


Przed Andrejczyk rywalizacja w finale.

- Finał to zupełnie inna bajka. Będę walczyć - zapowiada.

- Nie interesowało mnie dziś to, czy będzie padać. Wszystkie mamy takie same warunki, a ja chciałam pokazać, że jestem gotowa - stwierdziła Andrejczyk.

Notował Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje