Reklama

Reklama

Interia w Tokio. Karolina Koszewska: Mogę pokonać najtrudniejszą przeszkodę

Już we wtorek Karolina Koszewska stanie przed piekielnym wyzwaniem. 39-letnia pięściarka w pojedynku o olimpijski ćwierćfinał powalczy z rozstawioną z numerem jeden w kat. 69 kg Turczynką Busenaz Surmeneli. - Marzyłam o tym, żeby się tutaj znaleźć. Pięć lat ciężko na to pracowałam i bardzo się cieszę w oczekiwaniu na taką walkę. Ten pojedynek będzie najważniejszy, bo mogę pokonać najtrudniejszą przeszkodę. Na wykonanie roboty będę miała dziewięć minut - zapowiada Koszewska w rozmowie z korespondentem Interii z Tokio.

Turniej igrzysk nie mógł lepiej rozpocząć się dla naszej zawodniczki. Na otwarcie swoich zmagań była mistrzyni Europy i aktualna złota medalista igrzysk europejskich nie dała najmniejszych szans Szaknozie Junusowej. Rywalka z Uzbekistanu była tłem dla Koszewskiej, która bazując na swoich atutach prowadziła walkę pod pełną kontrolą. W efekcie na kartach punktowych u wszystkich arbitrów wygrała 30-27.

Teraz poprzeczka od razu nieporównywalnie idzie w górę, bo marzenia o olimpijskim podium zależą od starcia z faworyzowaną Surmeneli, z którą Polka już parokrotnie rywalizowała i historia ich walk jest znacznie korzystniejsza dla Turczynki. Faworytką jest oczywiście rywalka, ale Koszewska w rozmowie z wysłannikiem Interii na igrzyska zapewniła, że nie stawia się na straconej pozycji.

Reklama

- To, że nie jestem faworytką w tej walce zdejmuje ze mnie ciężar presji. I uważam, że w tej walce wszystko może się zdarzyć, bo w swojej karierze miałam już takie historie, że z daną zawodniczką potrafiłam kilka razy z rzędu przegrać, a następnie tyle samo razy się zrewanżować. Jestem dobrze nastawiona psychicznie, a z trenerką jeszcze ułożymy precyzyjną taktykę, tak aby wszystko potoczyło się po mojej myśli. W każdym razie staram się koncentrować na swoich mocnych stronach i skupiać na tym, co ja mogę zrobić przeciwniczce, a nie na tym, co mi grozi - zapowiada nasza weteranka.

Najnowsze informacje z Igrzysk Olimpijskich - Sprawdź

Nie ma wątpliwości co do tego, w jaki sposób Koszewska będzie starała się prowadzić pojedynek z Surmeneli. - Każdy, kto mnie zna, to wie, że jestem kontrbokserem. Mój boks opiera się na pracy na nogach i utrzymywaniu dystansu przednią ręką. Z moimi warunkami fizycznymi nie mogę iść na bokserską wojnę, bo nie jestem do tego predysponowana. Będę robiła to, co umiem najlepiej i zobaczymy, czy to przyniesie korzyść.

Wyzwanie stawienia czoła tak wymagające rywalce sprawiło, że Koszewska jest niezwykle zmotywowana. I cały czas patrzy tylko do przodu, stąd nawet nie pomyślała, by już zadowolić się historycznym wynikiem, wszak jak pierwsza Polka odniosła zwycięstwo na igrzyskach.

- Przedwczorajszy wynik to już historia, to nie czas, by o nim myśleć - mówi nasza olimpijska debiutantka i przyznaje, że odczuwa klimat dużego, sportowego święta. - Jest kolorowo, widać wszystkich sportowców z wszystkich dyscyplin, wszystkie nacje mieszają się w wiosce olimpijskiej i często na stołówce. W sumie oprócz tego, że trzeba nosić maseczki i nie możemy wychodzić poza wioskę, wszystko toczy się w miarę normalnie. Jest sympatycznie, dosyć wesoło i bardzo w porządku - twierdzi Koszewska.

Na placu boju w turnieju olimpijskim, poza Koszewską, pozostała jeszcze Elżbieta Wójcik, oczekując na swoją pierwszą walkę. W niedzielę ze zmaganiami pożegnali się Sandra Drabik i Damian Durkacz. - Bardzo mi przykro, że oboje są już poza turniejem, ale taki jest sport. Nie oni pierwsi i nie ostatni. Tutaj nawet wielu faworytów z różnych dyscyplin też już musiało przełknąć taką gorycz - przypomina.

Artur Gac z Tokio

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje